Aurorzy. Niby zawód, jak każdy inny. Może nawet lepszy, bo żeby do nich trafić trzeba się było postarać, Billius na przykład, niemiałby tam żadnych szans. Nie zmieniało to faktu, że Bill nie był ich zbyt wielkim fanem — no władza jako taka, była im wszystkim potrzebna, ale zdecydowanie zbyt często go u siebie w kryminale zamykali. Pobyty kończyły się krótką odsiadką co prawda i jeszcze nigdy w Azkabanie za swoje drobne wybryki nie skończył, nie zmieniało to faktu, że zdecydowanie zbyt częstą byli się go czepiali. Zupełnie niepotrzebnie zresztą, przecież był wzorowym obywatelem.
Kiedy ta aurorka, której w pierwszej chwili po głosie zupełnie nie poznał, zaczęła mu wydawać rozkazy to ciepło mu się zrobiło w środeczku i szczerze powiedziawszy, już dawno niczego takiego nie czuł. Może, jakby to był jakiś facet z BUM albo auror to by się tam z nim pokłócił. Może nawet by go zaatakował? Ale kobiety? Szczególnie te, które były od niego silniejsze, no musiał wykonywać te polecenia, bo jakżeby inaczej? Budziła w nim szacunek tak od wejścia właściwie, nie musiała nic mówić, nic robić nie musiała, on sam z siebie padłby na kolana, odrzucił różdżkę gdzieś w bok, ale jakby ją tylko przy sobie miał, bo teraz jej nie miał i nie pamiętał nawet, czy ona pozostała w środku czy może zostawił ją w własnym mieszkaniu?
Zrobił to, co mu kazała, ale uprzednio, odwrócił się jeszcze w jej stronę, by ujrzeć twarz tej, co go miała najprawdopodobniej wsadzić do kicia i to co ujrzał było tym, co widzieć lubił chyba najbardziej, bo to była szanowna Pani auror Victoria Lestrange. Wypiął pierś do przodu, całkowicie zapominając o tym, że jest teraz zatrzymywany, bo istniała szansa, że ona go swymi zręcznymi dłońmi przeszuka, gdzieś z boku, na drugim planie palił się również ze wstydu, bo jebało od niego alkoholem, fajami i przygodami poprzedniej nocy, ale nic na to już nie mógł poradzić, takie życie.
— Victoria… W sensie, pani auror szanowna. — kiwnął głową z uśmiechem głupim na twarzy. Być może odsłonił jednocześnie jeden z brakujących zębów, chociaż trudno było stwierdzić czy je wszystkie posiada, czy może nie. — Jak zawsze spotykamy się w tak okropnej sytuacji, a przecież moglibyśmy się spotkać po prostu, poza godzinami pracy. Mógłbym panią szanowną auror zabrać do Rejwach na przykład albo w inny ciekawy zakątek Nokturna. Może nawet do mugolskiego Londynu? — może jakby był trzeźwy i umyty i niezarośnięty, jak jakiś żul ostatni to mogłoby zrobić na jakiejś pannie wrażenie, teraz jednak Victoria miała najgorszą wersję Weasleya przed sobą. Wiedział, że nic te jego zaloty nie zmienią, ale może trochę robił to na złość? Może lubił, jak się na nim po każdym kolejnym tekście wyżywała?
engines stop running, the wheat is growin' thin
a nuclear error, but I have no fear
cause L o n d o n is drowning, I,
I live by the river