– Nie w ten sposób? – powtórzyła za nim ewidentnie rozbawiona, bo najwyraźniej może nie tyle trafiła w dziesiątkę, co gdzieś bardzo blisko i rzeczywiście chodziło o sprawy sercowe. Ale Victoria była jednocześnie bardzo blisko i bardzo daleko, zupełnie nieświadoma sprawy. – Mój drogi Anthony, uśmiechasz się zbyt szeroko i promiennie, żeby to nie było widoczne, a byle sprawa zwykle nie powoduje aż takiego uśmiechu – oświeciła go łaskawie, nim dała mu spokój, bo wszak mieli tutaj nieco ważniejsze sprawy, bo te zawodowe, od prywatnych.
Przeglądała rejestr w ciszy i spokoju, myśląc sobie, że czeka ich chyba sporo szukania, biorąc pod uwagę rozmiary archiwum i tego, jak wiele różnych dokumentów tutaj przetrzymywano. Anthony jednak stosunkowo połączył kropki, gdy już trafił w odpowiednie miejsce i wtedy duża część tej zagadki rozwinęła się, niczym te płatki róży o poranku, gdy już wzeszło słońce.
– Hmm? – mruknęła, oderwawszy wzrok od miejsca, w którym szukała i zapatrzyła się na wuja. – 1929 a 1965? To rzeczywiście trochę upraszcza sprawę, ale to nadal 36 lat poszukiwań – przed wiekami, a to nieźle ją Laurent wprowadził w maliny. Uśmiechnęła się lekko pod nosem i pokręciła głową – może ta wizja była niewyraźna, lub niewprawne oko Prewetta źle oceniło otoczenie, tym bardziej, że za chwilę Shafiq powiedział, że to mugolski prom. To trochę utrudniało sprawę – tak jej się przynajmniej wydawało. – Myślisz, że go nie rozebrali? Z jakiegoś powodu przestał pływać, może był uszkodzony i nie nadawał się do naprawy – zasugerowała. – Cóż, Laurent ewidentnie źle ocenił wiek, powiedział mi, że to musiało być kilka wieków temu, więc może jednak ten sztorm wydarzył się bliżej tego 29 roku? – z czegoś ta pomyłka musiała wynikać, choć może nie powinni się tym zupełnie sugerować. – I wsiadłbyś na pokład? Nawet zacumowany – uśmiechnęła się łagodnie, kiedy powiedział o kupieniu go na fundację i zrobieniu kilku imprez… A przecież dosłownie chwilę wcześniej mówił, że źle się czuje na wodzie i unikał statku.