Billius znalazł się w stanie całkowitego ogłupienia i to wszystko z powodu aurorki, co go teraz trzymała na końcu swej ródżki. Nie chodziło oczywiście o to, że go zatrzymała, a raczej o to, że zapytała go co by mogli w mugolskim Londynie razem robić. Czy to oznaczało, że ma u niej szansę? I to jeszcze taki zażulony? A może właśnie tak działały na kobiety te wszystkie męskie feromony, co to teraz wokół siebie roztaczał? I wystarczyło się przez dwa dni nie myć żeby czarownicę i to tą względnie lubianą, poderwać.
— Zabiorę szanowną Panią auror na spacer wzdłuż Tamizy, potem do swojego ulubionego, londyńskiego baru, a na koniec, jak już oczywiście zgodzi się Pani zostać moją żoną to pozna Pani moich rodziców. Moja matka na pewno ucieszy się, gdy przyprowadzę do domu tak piękną czarownicę.— i może oczyma wyobraźni już widział ich ślub, a potem wspólne mieszkanie gdzieś na Horyzontalnej żeby miał blisko na Nokturn, a ona gdziekolwiek sobie tam po magicznym Londynie normalnie chodziła. I rude dzieci też tam były, trochę piegate, ale bardzo piękne — po mamusi oczywiście.
— Jeśli będzie trzeba to, jak mnie wypuścicie to znów coś narozrabiam. Ale to tylko dlatego, że istnieje mała szansa, że znów się spotkamy. — wypowiedział miękko, jak do swojej ukochanej, jakby ona była ucieleśnieniem całego piękna w tym ich szarym, smutnym świecie. Przemawiał przez niego przede wszystkim alkohol, bo normalnie to pewnie by z nią rozmawiał z szacunkiem większym, bez tych podrywów, ale pod wpływem tracił już nawet te ostatnią komórkę mózgową, co się w jego głowie obijała z boku na bok, pomiędzy uszami.
To jednak było teraz nieważne, bo ona się do niego zbliżyła z b l i ż y ł a i zaczęła przeszukiwać. Spodziewał się cieplutkich, miękkich dłoni, czegoś niezwykle przyjemnego nawet przez materiał ubrań, a dostał lodowatość. Jego ciało mimowolnie chciało odskoczyć, odsunąć od tego nieprzyjemnego uczucia. Ten dotyk był na swój sposób obrzydliwy, przenikał przez komórki, głęboko do samych kości. I nie mógł nic na to poradzić, bo co, miałby się wyrywać? Dostałby co najwyżej od niej w łeb i może pojawiłby się na miejscu jeszcze ktoś inny, w sensie jej obecny partner na patrolu, a Weasley dużo bardziej wolał użerać się z zimnem dłoni, niż innym, aurorskim półgłówkiem.
— Masz bardzo zimne dłonie, pani auror. Czyżby problemy z krążeniem? — spytał głupkowato, próbując nie myśleć o zimnie, jakie go owładnęło, może nawet dzięki temu odrobinę otrzeźwiał. Świat w jego oczach był zdecydowanie wyraźniejszy.
engines stop running, the wheat is growin' thin
a nuclear error, but I have no fear
cause L o n d o n is drowning, I,
I live by the river