Prychnął śmiechem na pomysł, że poszedłby do biblioteki i to z własnej woli, i to jeszcze żeby grzebać w gazetach, by dowiedzieć się tego czym teraz była. Billius, ostatnią książkę przeczytał w Hogwarcie, do gazet zaglądał, ale jedynie by móc obstawiać zakłady (chociaż te równie często co wygrywał to przegrywał). Słodkie to było na swój sposób, że tak jej zależało na tym, by on wiedział co się u niej w życiu działo i obecnie dzieje.
Kiedy zapinała mu te kajdanki na nadgarstkach to syknął z bólu, ale też trochę mu się podobało. Cóż mógł poradzić? Kobiety silne, zdecydowane i posiadające mocny charakter były w stu procentach w jego guście. Spokojnie, żadna różdżka nie stanęła nagle, w pełnej gotowości, ale skoro miał ponownie trafić do aurorskiej celi to wolał żeby przetransportowała go tam Lestrange niż jakiś pajac, auror, płci męskiej. Bo mogli po drodze wymienić jeszcze kilka słów i może w końcu naprawdę zgodziłaby się iść z nim na randkę? Może nie nad Tamizę, ale na jakiś spacer? Cokolwiek.
[a]— Nie no, skoro narobiłem se kłopotów to przyjmuje to na klatę, jak mężczyzna! — wyrzekł, wyjątkowo z siebie dumny, chociaż nie było się czym przechwalać.
— Czy jeśli poproszę na kolanach to się szanowna pani auror zgodzi? — odwrócił głowę do tyłu, żeby spojrzeć jej prosto w oczy z namiastką uwielbienia, ale i błagalnie. Pewny był, że nic to nie da, ale warto było spróbować, Weasley uparty był, jak osioł i zawsze próbował nawet jeśli nie miał żadnych szans. Ostatecznie, westchnął głęboko, rozluźnił spięte mięśnie i kiwną głową w geście oddania. — No dobra, płakał nie będę. Skoro mugole od zawsze radzą sobie bez różdżek to i ja raczej podołam. — i dał się zabrać, gdziekolwiek go ta biedna Victoria chciała go zabrać. Czyli do celi, ale jeszcze nie tej w Azkabanie (chyba).
engines stop running, the wheat is growin' thin
a nuclear error, but I have no fear
cause L o n d o n is drowning, I,
I live by the river