23.08.2026, 21:25 ✶
Presja wychowania w niektórych domach nie była czymś Rosierowi absolutnie obcym. Sam wprawdzie jak na rody czystokrwiste otrzymał całkiem liberalne wychowanie i pozwolono mu na sporo, ale obserwował to u niejednego kolegi, więc to nawet nie tak, że nie rozumiał. Ale chyba dopiero zaczynał pewne rzeczy podejrzewać, do tej pory nie zdając sobie sprawy z tego, jaką presję położono na najstarszej z sióstr Lestrange. Sam fakt zaręczyn z wampirem, a wcześniej z jego kuzynem, skłaniał jednak do przemyśleń – ot te przemyślenia przychodziły dopiero teraz, bo wcześniej przecież nie analizował tego aż tak dokładnie.
– To mógł być tylko sen, ale na twoim miejscu pewnie spaliłbym tę pościel. I może jeszcze na dzień lub dwa przeniósł się do innego pokoju. Ale tutaj to się nie powtórzyło? – upewnił się, unosząc na chwilę głowę, by spojrzeć ku sufitowi, bo zakładał, że sypialnie są na górze. Wyglądało to trochę jakby oczekiwał, że mężczyzna ze snów będzie pełzał po suficie. – Tak zrobię, tylko czy poinformowanie kogoś pomoże? Przecież prędzej czy później będę musiał iść spać. Mogę to najwyżej spróbować odwlec do kolejnego dnia – stwierdził. Wolałby po prawdzie o tym nie myśleć. Może ten gość ze strzelbą odstraszył tego paskudnika raz na zawsze? Albo ten w ogóle się pomylił? Bo niby czemu miałby atakować Chrisa? Czuł się obrażony, że nie może nosić jego ubrań czy jak?
Tu żywa fantazja Rosiera podsunęła mu wizję mężczyzny ze szkicu w jednej z jego sukni i sprawiła, że wzdrygnął się mimowolnie, ale zaraz utkwił spojrzenie z powrotem w Victorii.
– Czy… – zaczął, ale nie dokończył, bo przykrycie od imbryka podskakiwało coraz bardziej i bardziej, a z dzióbka zaczął wydobywać się gwizd, jakby ktoś potraktował go zaklęciem podgrzewającym. Chris zrobił taki ruch, jakby też chciał sięgnąć po różdżkę i wstać, ale zamarł nagle, przypominając sobie o kocie na kolanach i przez moment zdawało się, że nie ma pojęcia, co robić. Poderwać się ot tak, gdy zwierzak siedział na kolanach? Może ta chwila zawahania minęłaby szybko, ale tak czy inaczej nie dostał szansy nic zrobić: imbryk bowiem nagle… zaczął szybować. Uniósł się nad stołem i pomknął nad dywan, gdzie zaczął kręcić się jak szalony, a Christopher śledził to ze zdumieniem szeroko otwartymi oczami.
– Jesteś pewna, że ten dom nie jest nawiedzony? – zapytał podejrzliwie, z pewnym trudem wygrzebując różdżkę, pomimo Luny na kolanach. – Albo że ten poltergeist z poprzedniego mieszkania nie przeprowadził się z tobą?
– To mógł być tylko sen, ale na twoim miejscu pewnie spaliłbym tę pościel. I może jeszcze na dzień lub dwa przeniósł się do innego pokoju. Ale tutaj to się nie powtórzyło? – upewnił się, unosząc na chwilę głowę, by spojrzeć ku sufitowi, bo zakładał, że sypialnie są na górze. Wyglądało to trochę jakby oczekiwał, że mężczyzna ze snów będzie pełzał po suficie. – Tak zrobię, tylko czy poinformowanie kogoś pomoże? Przecież prędzej czy później będę musiał iść spać. Mogę to najwyżej spróbować odwlec do kolejnego dnia – stwierdził. Wolałby po prawdzie o tym nie myśleć. Może ten gość ze strzelbą odstraszył tego paskudnika raz na zawsze? Albo ten w ogóle się pomylił? Bo niby czemu miałby atakować Chrisa? Czuł się obrażony, że nie może nosić jego ubrań czy jak?
Tu żywa fantazja Rosiera podsunęła mu wizję mężczyzny ze szkicu w jednej z jego sukni i sprawiła, że wzdrygnął się mimowolnie, ale zaraz utkwił spojrzenie z powrotem w Victorii.
– Czy… – zaczął, ale nie dokończył, bo przykrycie od imbryka podskakiwało coraz bardziej i bardziej, a z dzióbka zaczął wydobywać się gwizd, jakby ktoś potraktował go zaklęciem podgrzewającym. Chris zrobił taki ruch, jakby też chciał sięgnąć po różdżkę i wstać, ale zamarł nagle, przypominając sobie o kocie na kolanach i przez moment zdawało się, że nie ma pojęcia, co robić. Poderwać się ot tak, gdy zwierzak siedział na kolanach? Może ta chwila zawahania minęłaby szybko, ale tak czy inaczej nie dostał szansy nic zrobić: imbryk bowiem nagle… zaczął szybować. Uniósł się nad stołem i pomknął nad dywan, gdzie zaczął kręcić się jak szalony, a Christopher śledził to ze zdumieniem szeroko otwartymi oczami.
– Jesteś pewna, że ten dom nie jest nawiedzony? – zapytał podejrzliwie, z pewnym trudem wygrzebując różdżkę, pomimo Luny na kolanach. – Albo że ten poltergeist z poprzedniego mieszkania nie przeprowadził się z tobą?