23.08.2026, 20:39 ✶
Przewrotną rzeczą bywało serce — jak można było jednym zdaniem obdarzyć selkie najpiękniejszym komplementem, a zarazem odebrać jej wszystko, na co zaledwie ośmieliła się mieć nadzieję? Słowa Lany nie były okrutne, nie odebrały Brynji złudzeń gwałtownie i może dlatego właśnie… bardzo ją zabolały.
Nie istniał przecież żaden mężczyzna, z którym mogłaby konkurować. Przynajmniej żaden, o którego istnieniu wiedziałaby Brynja. Ostatni kandydat, jaki odważył się stanąć na jej drodze, dość boleśnie przekonał się zresztą, że selkie potrafiła posługiwać się zębami. Nie było więc rywala o piękniejszym uśmiechu, szlachetniejszym nazwisku czy bardziej odpowiednim pochodzeniu. Była tylko Lana i wszystko to, co nosiła na swoich barkach.
Znała świat, z którego pochodziła Dohołówna. Arystokracja posiadała własne prawa. Każdy miał swoje miejsce. Każdemu wyznaczano rolę, a kobiecie szczególnie tej urodzonej pod właściwym nazwiskiem, wolno było bardzo wiele, pod warunkiem że nigdy nie zapomniała, gdzie przebiega granica tego „wiele”. Mogła być wykształcona, błyskotliwa. Mogła podróżować, prowadzić badania, kolekcjonować artefakty, zapełniać półki księgami i mieć własne zdanie na każdy temat, jednakże przychodziła chwila, aby odłożyć pióro, zamknąć księgę i powrócić do stołu, przy którym inni decydowali o przyszłości. W związku z tym, nie mogła mieć do Lany pretensji.
Może powinna być wdzięczna, że Lana nie pozwoliła jej zabrnąć dalej.
Selkie podniosła wzrok. W jej oczach nie było gniewu, kiedy odwróciła twarz ku wodzie. Nie chciała, żeby Lana zobaczyła, jak bardzo ją to dotknęło. Miłość nie powinna być kolejną klatką.
— Wiem, że nie możesz zostawić wszystkiego — powiedziała szybko. — Nie chcę twojej biblioteki. Ani tego całego świata, który zbudowałaś sobie przez lata. Chciałam tylko… — kobieta urwała. Ciebie.
Nagle uśmiechnęła się szeroko. Gest był odrobinę zbyt szeroki jakby został naprędce przypięty do twarzy.
— No dobrze — rzuciła i wzruszyła ramionami. — W takim razie będę zmuszona znaleźć sobie kogoś innego. Może jakiegoś rybaka. Rybacy podobno są bardzo oddani i przynajmniej nie mają biblioteki pełnej zakurzonych artefaktów, która konkuruje ze mną o ich uwagę. Ja… będę się zbierać — Brynja nie dała jej czasu na odpowiedź. — Dostanę po uszach, jak się spóźnię. No… to pa.
Teleportacja poszła w ruch, gwałtowne szarpnięcie przestrzeni i kobiety już nie było. Gdy znalazła się sama, przymknęła oczy.
— Rybak — szepnęła z niedowierzaniem. — Naprawdę, Brynja?
Zamrugała szybko zanim łzy zdążyłyby zrobić z niej kłamczynię.
Nie istniał przecież żaden mężczyzna, z którym mogłaby konkurować. Przynajmniej żaden, o którego istnieniu wiedziałaby Brynja. Ostatni kandydat, jaki odważył się stanąć na jej drodze, dość boleśnie przekonał się zresztą, że selkie potrafiła posługiwać się zębami. Nie było więc rywala o piękniejszym uśmiechu, szlachetniejszym nazwisku czy bardziej odpowiednim pochodzeniu. Była tylko Lana i wszystko to, co nosiła na swoich barkach.
Znała świat, z którego pochodziła Dohołówna. Arystokracja posiadała własne prawa. Każdy miał swoje miejsce. Każdemu wyznaczano rolę, a kobiecie szczególnie tej urodzonej pod właściwym nazwiskiem, wolno było bardzo wiele, pod warunkiem że nigdy nie zapomniała, gdzie przebiega granica tego „wiele”. Mogła być wykształcona, błyskotliwa. Mogła podróżować, prowadzić badania, kolekcjonować artefakty, zapełniać półki księgami i mieć własne zdanie na każdy temat, jednakże przychodziła chwila, aby odłożyć pióro, zamknąć księgę i powrócić do stołu, przy którym inni decydowali o przyszłości. W związku z tym, nie mogła mieć do Lany pretensji.
Może powinna być wdzięczna, że Lana nie pozwoliła jej zabrnąć dalej.
Selkie podniosła wzrok. W jej oczach nie było gniewu, kiedy odwróciła twarz ku wodzie. Nie chciała, żeby Lana zobaczyła, jak bardzo ją to dotknęło. Miłość nie powinna być kolejną klatką.
— Wiem, że nie możesz zostawić wszystkiego — powiedziała szybko. — Nie chcę twojej biblioteki. Ani tego całego świata, który zbudowałaś sobie przez lata. Chciałam tylko… — kobieta urwała. Ciebie.
Nagle uśmiechnęła się szeroko. Gest był odrobinę zbyt szeroki jakby został naprędce przypięty do twarzy.
— No dobrze — rzuciła i wzruszyła ramionami. — W takim razie będę zmuszona znaleźć sobie kogoś innego. Może jakiegoś rybaka. Rybacy podobno są bardzo oddani i przynajmniej nie mają biblioteki pełnej zakurzonych artefaktów, która konkuruje ze mną o ich uwagę. Ja… będę się zbierać — Brynja nie dała jej czasu na odpowiedź. — Dostanę po uszach, jak się spóźnię. No… to pa.
Teleportacja poszła w ruch, gwałtowne szarpnięcie przestrzeni i kobiety już nie było. Gdy znalazła się sama, przymknęła oczy.
— Rybak — szepnęła z niedowierzaniem. — Naprawdę, Brynja?
Zamrugała szybko zanim łzy zdążyłyby zrobić z niej kłamczynię.
Koniec sesji
Destiny can't be earned or returned
I feel when I question, my skin starts to burn
Why does my skin start to burn?
Love was the law and religion was taught, I'm not bought
Feel when we argue, our skin starts to rot
I feel when I question, my skin starts to burn
Why does my skin start to burn?
Love was the law and religion was taught, I'm not bought
Feel when we argue, our skin starts to rot