24.08.2026, 08:05 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.08.2026, 09:07 przez Dægberht Flint.)
Zakaz.
Wiedział, że to żart, a jednocześnie ten żart brzmiał w zestawieniu z jego naturą bardzo obco i rozszedł się po jego umyśle echem.
– Normalnie bym narzekał na to określenie, ale wiesz co? Teraz mi nawet leży to, że nie wyczułaś błagalnego tonu. – Naprawdę wydawało mu się, że takowy musiał się w jego wypowiedziach kryć. Zapewne dlatego jak bardzo całe to zdarzenie wpychało go w objęcia bezradności. Nie mógł tak po prostu zgłosić tego Departamentowi Przestrzegania Prawa. Nie mógł też dołączyć do zbiorowiska, w którego cele najzwyczajniej w świecie nie wierzył. – Nie wiem, czy Macmillanowie coś wiedzą – pokręcił głową.
Mówił ciszej niż zwykle i dało się łatwo przyuważyć, jak mruży oczy w chwili, kiedy jakiś przybłęda się w niego nadmiernie wsłuchuje. Posłał jej więc znaczące spojrzenie i do wyjawienia odpowiedzi na jej pytanie poczekał do momentu, w którym siedzieli przy stoliku, a jego słowa zagłuszały dźwięki knajpy.
– Dostałem w kowenie kartkę z faktyczną groźbą: że jak o tym powiem Ministerstwu to mnie potraktują jak zdrajcę, a zdrajców się wiesza. Najwyraźniej niektórzy wyznawcy Whitecroft się… zradykalizowali… i ja… – Był tym wyraźnie rozgoryczony. Nie dławił się tym uczuciem, ale na jego twarz wypełzało wyraźny dyskomfort. Milczał przez kilka sekund. Próbował pozbierać to wszystko w całość, zanim się przed drugim człowiekiem obnaży z czegoś, czego już nie będzie mógł zakryć. Nie lubił wypływać na wody pewnych rozmów, bo chociaż zwykł przegadywać innych, to nie znaczyło wcale, że się lubił w pewnych kwestiach odsłaniać. Szczególnie, kiedy go to czyniło w oczach innych naiwnym. Poezja, chociaż pozwalała się uzewnętrzniać jak nic innego, pozostawała czymś, nad czym miał pełną kontrolę. Rozmowy nie były jednostronne. – Pomijam fakt, jak ciężko uznać za poważne szturmowanie Polany Ognisk w sabat, ale przysięgam ci, że Bogini nie szepnęła mi ani słowa na ten temat. Nawet przez chwilę. – I nagle nie było już miejsca na kolejne pomyłki w odczytywaniu sedna sprawy. Nie trzeba było się nad tym zastanawiać i rozdłubywać elementów układanki, bo srebrne oczy zgasły na moment, kiedy pochylił głowę do przodu i od razu przed oczyma miało się Dægberhta Flinta, w tej małej kamienicy przy Alei Horyzontalnej, przygryzającego wargę i ukrywającego wzburzenie, kiedy w chorym umyśle nie słyszał nic prócz głuchej ciszy. Całe to ostrzeżenie zbudował na fundamencie jakim było głębokie zwątpienie w to, że bogini wybrałaby innych ludzi, a nie jego – no i jak mu się miał język rozsupływać z łatwością, jeśli to była opowieść o jego potencjalnej porażce? – Tam się nie stanie nic dobrego dla świata. – Budował już wokół tego teorie. – Może… to Ministerstwo właśnie chce wyłapać buntowników, ale Victoria przecież by mi powiedziała.
@Septima Ollivander
Wiedział, że to żart, a jednocześnie ten żart brzmiał w zestawieniu z jego naturą bardzo obco i rozszedł się po jego umyśle echem.
– Normalnie bym narzekał na to określenie, ale wiesz co? Teraz mi nawet leży to, że nie wyczułaś błagalnego tonu. – Naprawdę wydawało mu się, że takowy musiał się w jego wypowiedziach kryć. Zapewne dlatego jak bardzo całe to zdarzenie wpychało go w objęcia bezradności. Nie mógł tak po prostu zgłosić tego Departamentowi Przestrzegania Prawa. Nie mógł też dołączyć do zbiorowiska, w którego cele najzwyczajniej w świecie nie wierzył. – Nie wiem, czy Macmillanowie coś wiedzą – pokręcił głową.
Mówił ciszej niż zwykle i dało się łatwo przyuważyć, jak mruży oczy w chwili, kiedy jakiś przybłęda się w niego nadmiernie wsłuchuje. Posłał jej więc znaczące spojrzenie i do wyjawienia odpowiedzi na jej pytanie poczekał do momentu, w którym siedzieli przy stoliku, a jego słowa zagłuszały dźwięki knajpy.
– Dostałem w kowenie kartkę z faktyczną groźbą: że jak o tym powiem Ministerstwu to mnie potraktują jak zdrajcę, a zdrajców się wiesza. Najwyraźniej niektórzy wyznawcy Whitecroft się… zradykalizowali… i ja… – Był tym wyraźnie rozgoryczony. Nie dławił się tym uczuciem, ale na jego twarz wypełzało wyraźny dyskomfort. Milczał przez kilka sekund. Próbował pozbierać to wszystko w całość, zanim się przed drugim człowiekiem obnaży z czegoś, czego już nie będzie mógł zakryć. Nie lubił wypływać na wody pewnych rozmów, bo chociaż zwykł przegadywać innych, to nie znaczyło wcale, że się lubił w pewnych kwestiach odsłaniać. Szczególnie, kiedy go to czyniło w oczach innych naiwnym. Poezja, chociaż pozwalała się uzewnętrzniać jak nic innego, pozostawała czymś, nad czym miał pełną kontrolę. Rozmowy nie były jednostronne. – Pomijam fakt, jak ciężko uznać za poważne szturmowanie Polany Ognisk w sabat, ale przysięgam ci, że Bogini nie szepnęła mi ani słowa na ten temat. Nawet przez chwilę. – I nagle nie było już miejsca na kolejne pomyłki w odczytywaniu sedna sprawy. Nie trzeba było się nad tym zastanawiać i rozdłubywać elementów układanki, bo srebrne oczy zgasły na moment, kiedy pochylił głowę do przodu i od razu przed oczyma miało się Dægberhta Flinta, w tej małej kamienicy przy Alei Horyzontalnej, przygryzającego wargę i ukrywającego wzburzenie, kiedy w chorym umyśle nie słyszał nic prócz głuchej ciszy. Całe to ostrzeżenie zbudował na fundamencie jakim było głębokie zwątpienie w to, że bogini wybrałaby innych ludzi, a nie jego – no i jak mu się miał język rozsupływać z łatwością, jeśli to była opowieść o jego potencjalnej porażce? – Tam się nie stanie nic dobrego dla świata. – Budował już wokół tego teorie. – Może… to Ministerstwo właśnie chce wyłapać buntowników, ale Victoria przecież by mi powiedziała.
@Septima Ollivander
Matka nadała mi takie imię,
żeby poprawnie wymawiały je tylko drzewa i wiatr
żeby poprawnie wymawiały je tylko drzewa i wiatr