24.08.2026, 18:30 ✶
Mona stała nad nimi, ściskając w dłoni mokre i suche chusteczki, które jak się okazało przybyły w samą porę. Icarus zdążył uczynić z pierwszej ich partii rzecz całkowicie bezużyteczną, nasiąkniętą krwią do tego stopnia, że przypominała raczej wilgotne skrawki białego żałobnego płótna. Obserwowała młodszego Prewetta, jak cała jego uwaga skupiała się na bracie, klęcząc obok niego na posadzce w eleganckiej szacie, która z pewnością po takim manewrze nie będzie już wyglądała tak samo.
Kiedy Basil wyznał, że chorował, coś ścisnęło ją w klatce piersiowej. Nie wiedziała, na czym polegała choroba — nie znała szczegółów, nie znała diagnozy, nie wiedziała nic poza tym, co właśnie usłyszała. Następnie pomyślała o Millie. O tym, jak kobieta zbladła, jak paplała o welonie i kartach, żeby mieć pretekst, aby odejść, żeby nie musieć tam stać i patrzeć.
— Basilu — zaczęła, kładąc chusteczki na stole. Wzięła te zwilżone wodą i bez pytania o pozwolenie, zastąpiła nimi przesiąknięte serwetki, które Icarus trzymał przy jego nosie. Dłoń miała pewną i chłodną, pracowała ze smokami, przyzwyczaiła do widoku krwi, chociaż ta ludzka w takiej ilości na tak bladej twarzy była jakoś bardziej wyraźna. — Nikt cię nie pytał, czy chcesz tu siedzieć i tracić krew, prawda? Więc odpuść sobie usprawiedliwienia. Powiesz jej, kiedy będziesz gotowy albo kiedy nie będziesz już miał wyboru — urwała, zastanawiając się, czy dodać coś jeszcze. Tak to zazwyczaj działało. Co więcej, Icarus miał rację. Jeśli ktoś odwróciłby się od kogoś z powodu choroby, to znaczy, że nie warto było zachodu.
Jego ostatnie słowa… lepszego człowieka — utkwiły jej w głowie. Mona poczuła ciepły ból.
— I z tym akurat się zgadzam — powiedziała ciszej, a następnie natychmiast odchrząknęła. — Chociaż może nie mówmy Basilowi zbyt wiele miłych rzeczy naraz. Jeszcze się wzruszy i dostanie drugiego krwotoku.
Kiedy Basil wyznał, że chorował, coś ścisnęło ją w klatce piersiowej. Nie wiedziała, na czym polegała choroba — nie znała szczegółów, nie znała diagnozy, nie wiedziała nic poza tym, co właśnie usłyszała. Następnie pomyślała o Millie. O tym, jak kobieta zbladła, jak paplała o welonie i kartach, żeby mieć pretekst, aby odejść, żeby nie musieć tam stać i patrzeć.
— Basilu — zaczęła, kładąc chusteczki na stole. Wzięła te zwilżone wodą i bez pytania o pozwolenie, zastąpiła nimi przesiąknięte serwetki, które Icarus trzymał przy jego nosie. Dłoń miała pewną i chłodną, pracowała ze smokami, przyzwyczaiła do widoku krwi, chociaż ta ludzka w takiej ilości na tak bladej twarzy była jakoś bardziej wyraźna. — Nikt cię nie pytał, czy chcesz tu siedzieć i tracić krew, prawda? Więc odpuść sobie usprawiedliwienia. Powiesz jej, kiedy będziesz gotowy albo kiedy nie będziesz już miał wyboru — urwała, zastanawiając się, czy dodać coś jeszcze. Tak to zazwyczaj działało. Co więcej, Icarus miał rację. Jeśli ktoś odwróciłby się od kogoś z powodu choroby, to znaczy, że nie warto było zachodu.
Jego ostatnie słowa… lepszego człowieka — utkwiły jej w głowie. Mona poczuła ciepły ból.
— I z tym akurat się zgadzam — powiedziała ciszej, a następnie natychmiast odchrząknęła. — Chociaż może nie mówmy Basilowi zbyt wiele miłych rzeczy naraz. Jeszcze się wzruszy i dostanie drugiego krwotoku.
Sweet, mourning lamb
There's nothing you can do
Bound to suffering eternal through
the sins of their fathers committed
long before their conception
There's nothing you can do
Bound to suffering eternal through
the sins of their fathers committed
long before their conception