To, czego Atreus żałował, w ogóle nawet nie przechodziło obok głowy Victorii, bo nie żałowała, że tamtego razu nie udała się na Lithę. To wszystko było bardzo ciekawe i w ogóle, ale tamten nieszczęsny statek, to było jedno. Jej się wtedy bardzo dosłownie waliło życie prywatne i jeśli miałaby wskazać najgorszy dzień swojego życia, to nie byłaby to Spalona Noc, ani nawet tegoroczne Beltane, a właśnie dni wokół Lithy. Nie nadawała się wtedy do pomocy, zawadzałaby tylko i nawet się nie zaangażowała w sprawę, by posprzątać po tym, co tam się tamtego dnia przy Stonehenge wydarzyło. Jedyne co mogła zrobić, to przeczytać raporty.
– Jakoś trzeba zacząć – skwitowała ten cały, bardzo ostrożny plan, mając w pamięci, że wizyta u Arcykapłana to ostateczność (choć być może warto było go wypytać, co też kowen sobie myśli najmądrzejszego, wpychać się na Polanę Ognisk akurat w czasie Samhain, wiedząc, co się czai pomiędzy drzewami – zresztą sama Polana również nie była do końca stabilna…). – Tak, wiem, prawie – i najlepsze było to, że ta kapłanka była do tego bardziej niż chętna. Tak. W świetle prawa intencje Arcykapłanki były usiłowaniem zabójstwa, a raczej usiłowaniem rytualnego mordu, a w praktyce było to dużo bardziej skomplikowane, bo ostatecznie do niczego nie doszło i jeszcze, zamiast przedstawić jej zarzuty (których ta kapłanka nie złożyła – tak przynajmniej Victoria kojarzyła), to okrzyknięto ją niepoczytalną i obstawiono brygadzistami. Trochę paranoja. Bo chyba nikt tu nie uważał jej nagle za szalonej. – Bzdurne to – skomentowała. – Ale tak. Nie dziwię się. Ciągle zapominam o nią zapytać moją siostrę – spojrzała na Atreusa z ukosa, bo przecież znał on Primrose ze szkoły, uczyli się na jednym roku w dodatku w tym samym domu, ale nie wiedziała, w jakich są teraz stosunkach i czy w ogóle utrzymują kontakt ze sobą. Ani tym bardziej czy wiedział, gdzie teraz pracowała.
Nie bez powodu byli tutaj dzisiaj w mundurach, a nie próbując być incognito. Victoria, gdy szli obok siebie do ołtarza, nie rozglądała się za bardzo, chciała raczej wyglądać jak ktoś, kto przyszedł tutaj w konkretnym celu, czyli najpierw modlitwa, a później cokolwiek innego, co mieli tutaj do załatwienia – ale najwyraźniej nie było to nic pilnego, skoro w pierwszej kolejności skierowali się właśnie tutaj. Sięgnęła najpierw po świecę, która odpaliła zgrabnie i położyła bez zawahania na przygotowanym w tym celu świeczniki, wsuwając ja do wąskiej rurki, nie przejmując się tym, że mogłaby się poparzyć. Pomyślała sobie przy tym o Cainie, który odszedł dwa miesiące temu do Limbo, a następnie sięgnęła po kadzidełko. Pomyślała o intencji, o spokojnym Samhain i o tym, żeby ich życia nie pogmatwały się jeszcze bardziej; o tym, by cokolwiek się wydarzy za kilka dni, byli bezpieczni, i oni, i ich bliscy. Po tym zapaliła kadzidło, pozwalając, by intencja uleciała wraz z dymem. Dopiero wtedy Victoria odwróciła się i omiotła spojrzeniem świątynię, jak gdyby nigdy nic i dotknęła ramienia Atreusa, by poprowadzić go na bok, gdzie chciała sobie usiąść i… kontynuować modlitwę. A przynajmniej tak to miało wyglądać. To znaczy zmierzała to zrobić, oraz przy okazji kątem oka przyglądać się ludziom, spod rzęs.
// Percepcja ◉◉◉○○
Akcja nieudana