- To ciekawe. - Ta zmiana nieco ją zaskoczyła. Nie skomentowała tego jakoś specjalnie, choć zastanawiało ją z czego wynikała. Póki co jednak wolała ugryźć się w język, może później, gdy wypije trochę więcej będzie skłonna zapytać o powód.
- Ach, tego pana chcesz zakuwać, to nie było tematu. - Upiła kolejny łyk wina, czuła, że zaczyna się już czuć dosyć lekko. Avery nie potrzebowała dużo alkoholu, aby wprawić się w dobry nastrój.
- Zdecydowanie pięciolatki nie powinny spożywać alkoholu, co racja to racja. - Rzekła z uśmiechem na ustach, miała jednak nadzieję, że będzie łaskawy i odda jej kubek. To wino było takie pyszne, że byłoby naprawdę szkoda, gdyby zostało jej odebrane. - Jakoś tak wyszło. Nie zrobiłam tego celowo. To żadna atrakcja obchodzić urodziny dzień wcześniej, albo dzień później, jako dzieciak strasznie nad tym ubolewałam. - Zazdrościła nawet wszystkim innym, że byli normalni. Nie czuła się przez to wyjątkowo, wręcz przeciwnie, jakoś tak miała wrażenie, że przez to ten jej dzień jest mniej ważny, bo nie do końca był jej dniem.
- Nawet nie wiesz jakie ciekawe! - Odparła z ogromnym entuzjazmem. Mogłaby o liczbach opowiadać godzinami. - Zaczęło się od tego, że przeczytałam książkę, takiego niesamowitego wróżbity Vakela Dolohova, ta książka to Portret numerologiczny 11 22 33 44, musisz ją kiedyś przeczytać, na pewno zmieni Twoje życie, tak jak zrobiła to z moim. - Avery była zafascynowana wróżbitą, marzyła o tym, że spotka go na którymś z przyjęć, trochę się bała, że jak już go spotka to będzie się bała podejść, ale naprawdę była zafascynowana tym człowiekiem i jego wiedzą.
Skoro Borgin poprosił o kolejne kubki wina nie zamierzała obijać się z tym które stało przed nią. Jednym haustem dopiła jego zawartość, a następnie dłonią przetarła usta. - Pyszne to jest. - Zdecydowanie jej smakowało.
- Litha! - Odparła z entuzjazmem, jakby rozwiązała jakąś zagadkę. - Tak, ono jest przyjemne, do tego czerwiec jest taki ciepły, aż chce się świętować. - Sama Stella pewnie miałaby problem z wybraniem ulubionego święta, bo w każdym widziała coś ciekawego. - Na pewno byś się nie zanudził, jakaś inna panna wzięłaby Cię do lasu i na pewno też by Ci się podobało. - Nie uważała siebie za kogoś wyjątkowego. Wydawało jej się, że sam charakter święta był cudowny, a nie jej towarzystwo, po prostu Stanley pierwszy raz brał udział w tym sabacie z nią, dlatego sugerował, że to dzięki niej mu się podobało.
Stella od razu sięgnęła po kubek z winem, który się przed nimi pojawił. Najbardziej smakowało jej takie gorące, które jeszcze piekło w usta, dlatego też od razu pociągnęła łyka. Może damie nie wypadało, ale nie mogła się powstrzymać.
- Smoki robią wrażenie. Na pewno są bardzo silne, wzbudzają respekt, ciężko je ujarzmić, a do tego zieją ogniem, dobry wybór. - W sumie mogła się tego po nim spodziewać, kiedy tak zaczął opowiadać dlaczego się na niego zdecydował.
- Właściwie to i herbatniki i ciastka owsiane są takie proste? - Tak się jej przynajmniej wydawało. Nie było to nic nadzwyczajnego, mało kto pewnie by się zdecydował własnie na nie, a szkoda, bo poza prostotą i banalnym wyglądem smak był całkiem niezły. Czasem to co najprostsze okazywało się być dużo lepsze od tych bardziej skomplikowanych rzeczy.
- Gotowa, zaskocz mnie. - Wypije jeszcze jeden kubek wina i język dopiero jej się rozplącze.
- Mam siostrę, starszą ode mnie. Clare. - Dodała jeszcze imię, żeby Borgin je poznał. Mogło się jej zdarzyć, że zacznie mu o niej opowiadać, dobrze by było gdyby wiedział, że chodzi właśnie o siostrę. Można było dostrzec w Stelli trochę z jedynaczki, jej rodzice wychowywali ją pod kloszem, jako, że była młodsza to też zwracali na nią większą uwagę.
- Za dziesięć lat? To proste. Będę grywać koncerty na całym świecie i otwierać swoje własne galerie sztuki. - Bardzo pewna była swoich umiejętności artystycznych i miała nadzieję, że z tym będzie łączyła się jej przyszłość. W końcu cały świat musiał poznać jej sztukę.
Zmrużyła oczy, kiedy usłyszała, że to pytanie będzie prywatne, zaciekawiło ją to. Nie musiała jednak długo czekać, aż zostanie zadane. Kiedy Stanley je zadawał ona po raz kolejny upiła łyk trunku z kubka. Odetchnęła głęboko i zaczęła mówić. - Nie jest tak prosto. - Uśmiechnęła się do niego, jednak był to uśmiech inny od tych wszystkich dzisiaj, nie do końca szczery. - Moja rodzina jest dosyć specyficzna, wiesz? Dbają o to, aby dzięki małżeństwom ugrać jak najwięcej. Hodowali mnie i Clare niczym zwierzynę, żeby później sprzedać odpowiednim rodom. Argumentują to tradycją, ale ja wiem swoje. Nie możemy się mieszać z tymi gorszej krwi, według nich, no i ważne, aby kandydat miał odpowiedni status społeczny, był synem kogoś ważnego, jak zwał tak zwał. Takie układy polityczne, które już dawno powinny przestać istnieć. - Widziała jak zareagowała Clare na wieść o tym aranżowanym małżeństwie przez to coraz bardziej się bała, że niedługo przyjdzie na nią czas.
- Mniejsza o to, teraz ja zadaję pytania! - Próbowała wrócić do dobrego nastroju, trochę jednak ją wybiło to ostatnie pytanie. - Jaki był najszczęśliwszy dzień w Twoim życiu? - Była ciekawa, czy wróci do wspomnienia z dzieciństwa, czy może czegoś dalej, zastanawiała się, jakiej odpowiedzi jej udzieli.
- Drugieee, może takie proste, czego się boisz Stanley? - Wiedziała, że ludzie mieli różne lęki. Jedni bali się pająków, inni wody, jeszcze inni wysokości, ciekawiło ją, co mogło wystraszyć Stanleya Borgina.
Stella upiła kolejny łyk alkoholu nim zadała następne pytanie, skupiła się chwilę, musiała w końcu wymyślić jakąś treść. - Dlaczego mieszkasz tylko z mamą? - Spoglądała na niego uważnie, nie wiedziała, czy nie przekroczyła jakiejś granicy, jednak od dawna się nad tym zastanawiała.