27.08.2026, 14:30 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.08.2026, 14:32 przez Hannibal Selwyn.)
Hannibal pokiwał głową ze zrozumieniem i posłał Ginny krótkie, współczujące spojrzenie.
- Jesteś uzdrowicielką, więc… Mung? Lecznica Dusz? - jeżeli musiała borykać się z nawałem pacjentów kaszlących, straumatyzowanych albo przeziębionych, bo spłonął im dom i nie mieli gdzie się podziać, to wcale się nie dziwił ani trudnemu okresowi, ani konieczności wzięcia urlopu.
Rozmowa została przerwana przez wieszczkę o dziwnym akcencie. Selwyn rozpoznał lekko nieobecny wyraz jej oczu - podobny widział u Morpheusa Longbottoma, wtedy, podczas bankietu. Czy zatem czekała ich wróżba?
Pozwolił kobiecie mówić. Zaciekawiony, sam również pochylił się nad ciasteczkami. Sprzedawczyni zmierzyła go wzrokiem - z jakiegoś powodu ze zdecydowanie mniejszym zainteresowaniem, niż to, jakie wzbudziła Ginny. Hannibal odpowiedział nieco wyzywającym spojrzeniem.
- Nie buduj rusztowania z bambusa, jeżeli chcesz na nim postawić kowadło - odezwała się wreszcie wróżbitka tonem, który był głosowym odpowiednikiem wzruszenia ramion. Głową wskazała na ułożone na ladzie ciasteczka.
To brzmiało jak jakieś generyczne chińskie przysłowie, jak coś, co mówi się każdemu klientowi. No, co drugiemu, bo jak przychodzą we dwoje, to jeden najwyraźniej słyszy, że jest zagubiony. Selwyn początkowo nawet i chciał kupić ciasteczko, ale teraz zaczął mieć wątpliwości. Czuł się w niejasny sposób urażony zachowaniem kobiety, jakby gdzieś głęboko w jej słowach zaszyta była drwina. Przeskoczył wzrokiem od niej do ciasteczek i z powrotem, ale wyraz jej twarzy był nieprzenikniony.
Kiedy chwilę później odeszli wraz z Guinevere od straganiku, każde z nich trzymało w dłoni własne ciasteczko.
- Przykro mi - powiedział Hannibal szczerze, choć odruchowo na wieść o śmierci pradziadka. Bardziej zainteresowały go następne słowa - te o trzecim oku.
- Czy to znaczy, że… zaczęłaś widzieć aury? Przyszłość? - dopytywał. Trzecie oko mogło mieć różne oblicza - Jak… jak się zorientowałaś?
Przełamał własne ciasteczko chwilę po niej. Dobrze przynajmniej, że wróżba była po angielsku, a nie w jakimkolwiek rodzimym języku cudzoziemki. Rozwinął swoją karteczkę.
- Beczka - uśmiechnął się i skierował w stronę stoisk z czekoladkami.
- Jesteś uzdrowicielką, więc… Mung? Lecznica Dusz? - jeżeli musiała borykać się z nawałem pacjentów kaszlących, straumatyzowanych albo przeziębionych, bo spłonął im dom i nie mieli gdzie się podziać, to wcale się nie dziwił ani trudnemu okresowi, ani konieczności wzięcia urlopu.
Rozmowa została przerwana przez wieszczkę o dziwnym akcencie. Selwyn rozpoznał lekko nieobecny wyraz jej oczu - podobny widział u Morpheusa Longbottoma, wtedy, podczas bankietu. Czy zatem czekała ich wróżba?
Pozwolił kobiecie mówić. Zaciekawiony, sam również pochylił się nad ciasteczkami. Sprzedawczyni zmierzyła go wzrokiem - z jakiegoś powodu ze zdecydowanie mniejszym zainteresowaniem, niż to, jakie wzbudziła Ginny. Hannibal odpowiedział nieco wyzywającym spojrzeniem.
- Nie buduj rusztowania z bambusa, jeżeli chcesz na nim postawić kowadło - odezwała się wreszcie wróżbitka tonem, który był głosowym odpowiednikiem wzruszenia ramion. Głową wskazała na ułożone na ladzie ciasteczka.
To brzmiało jak jakieś generyczne chińskie przysłowie, jak coś, co mówi się każdemu klientowi. No, co drugiemu, bo jak przychodzą we dwoje, to jeden najwyraźniej słyszy, że jest zagubiony. Selwyn początkowo nawet i chciał kupić ciasteczko, ale teraz zaczął mieć wątpliwości. Czuł się w niejasny sposób urażony zachowaniem kobiety, jakby gdzieś głęboko w jej słowach zaszyta była drwina. Przeskoczył wzrokiem od niej do ciasteczek i z powrotem, ale wyraz jej twarzy był nieprzenikniony.
Kiedy chwilę później odeszli wraz z Guinevere od straganiku, każde z nich trzymało w dłoni własne ciasteczko.
- Przykro mi - powiedział Hannibal szczerze, choć odruchowo na wieść o śmierci pradziadka. Bardziej zainteresowały go następne słowa - te o trzecim oku.
- Czy to znaczy, że… zaczęłaś widzieć aury? Przyszłość? - dopytywał. Trzecie oko mogło mieć różne oblicza - Jak… jak się zorientowałaś?
Przełamał własne ciasteczko chwilę po niej. Dobrze przynajmniej, że wróżba była po angielsku, a nie w jakimkolwiek rodzimym języku cudzoziemki. Rozwinął swoją karteczkę.
Rzut Symbol 1d258 - 6
Beczka (przyjęcie)
Beczka (przyjęcie)
- Beczka - uśmiechnął się i skierował w stronę stoisk z czekoladkami.