27.08.2026, 21:49 ✶
Przedział był nazbyt ciasny, szczelny, aby mógł skryć przed zmysłami cokolwiek tak bezwstydnie żywego jak ludzkie ciepło. Robert Crouch wniósł je ze sobą — woń skóry ogrzanej długim dniem, a takżę bluźnierczo intymny rytm krwi, pulsującej pod cienką osłoną ciała na szyi. Wampir pozwolił, żeby wszystkie te drobne świadectwa obecności drugiego człowieka osiadły w jego świadomości z powolnością lejącego się miodu. (Nie musiał na nie patrzeć. Nie musiał nawet ich nazywać. Były tam oczywiste, natrętne i przyjemne.) Wreszcie odetchnął głęboko, a gest ten całkowicie zbędny był dla istot takich jak on.
— Ach. Energia istotnie winna znaleźć sobie właściwe ujście, jednakże jak sądzę, istnieje niemało sposobów, aby ją… rozproszyć — skomentował, nie zmieniając miejsca, na którym siedział, lecz coś w jego postawie uległo przemianie. Ramiona przestały być tak rygorystycznie wyprostowane, postawa stała się odrobinę swobodniejsza.
W głosie sędziego pobrzmiewało coś, czego nie zdołała przesłonić żadna wyuczona ogłada. Cień szczerego znużenia, ledwie dostrzegalna rysa na powierzchni fasady wznoszonej przez lata z obowiązku, ambicji i przyzwoitości.
— Nie dziwię się. Jest pan młodym człowiekiem uwięzionym w bardzo starym systemie, który pożera energię, ambicję i wszelkie młodzieńcze złudzenia, a w zamian pozostawia człowiekowi obowiązek i… po pewnym czasie pustkę, której trudno nadać przyzwoite imię. Przypuszczam, że są to po prostu prawa fizyki naszego świata.
Gdy Robert wspomniał o córce, Gustave uniósł brwi.
— Jedenastolatka? Mój boże. Toż to jeszcze berbeć. Rodzicielstwo jest sztuką trudną, prawda? Rozumiem pańskie obawy, lecz przyjdzie chwila, w której będzie pan musiał zdecydować, czym wypełni pustkę po jej wyjeździe — Delacour popatrzył w ciemność za oknem. — Pracą albo czymś innym. Nie zamierzam oczywiście pytać o pańskie sprawy osobiste — dodał z uśmiechem. Oparł się wygodniej. — Nie jestem aż tak bezczelny. Mogę natomiast zaproponować coś znacznie mniej kłopotliwego. Przerwę od pracy. Choćby krótką. Ten pociąg jedzie do Lozanny, a ja znam się na winie. Na muzyce. Chyba że woli pan inne sposoby spożytkowania czasu.
Gustaw sam nie był pewien, co właściwie zamierzał. To nie jest dobry pomysł, pomyślał i właśnie dlatego uznał to za szczególnie zabawne, bo czy kiedykolwiek miał dobre pomysły?
— Ach. Energia istotnie winna znaleźć sobie właściwe ujście, jednakże jak sądzę, istnieje niemało sposobów, aby ją… rozproszyć — skomentował, nie zmieniając miejsca, na którym siedział, lecz coś w jego postawie uległo przemianie. Ramiona przestały być tak rygorystycznie wyprostowane, postawa stała się odrobinę swobodniejsza.
W głosie sędziego pobrzmiewało coś, czego nie zdołała przesłonić żadna wyuczona ogłada. Cień szczerego znużenia, ledwie dostrzegalna rysa na powierzchni fasady wznoszonej przez lata z obowiązku, ambicji i przyzwoitości.
— Nie dziwię się. Jest pan młodym człowiekiem uwięzionym w bardzo starym systemie, który pożera energię, ambicję i wszelkie młodzieńcze złudzenia, a w zamian pozostawia człowiekowi obowiązek i… po pewnym czasie pustkę, której trudno nadać przyzwoite imię. Przypuszczam, że są to po prostu prawa fizyki naszego świata.
Gdy Robert wspomniał o córce, Gustave uniósł brwi.
— Jedenastolatka? Mój boże. Toż to jeszcze berbeć. Rodzicielstwo jest sztuką trudną, prawda? Rozumiem pańskie obawy, lecz przyjdzie chwila, w której będzie pan musiał zdecydować, czym wypełni pustkę po jej wyjeździe — Delacour popatrzył w ciemność za oknem. — Pracą albo czymś innym. Nie zamierzam oczywiście pytać o pańskie sprawy osobiste — dodał z uśmiechem. Oparł się wygodniej. — Nie jestem aż tak bezczelny. Mogę natomiast zaproponować coś znacznie mniej kłopotliwego. Przerwę od pracy. Choćby krótką. Ten pociąg jedzie do Lozanny, a ja znam się na winie. Na muzyce. Chyba że woli pan inne sposoby spożytkowania czasu.
Gustaw sam nie był pewien, co właściwie zamierzał. To nie jest dobry pomysł, pomyślał i właśnie dlatego uznał to za szczególnie zabawne, bo czy kiedykolwiek miał dobre pomysły?
Wiatr kołysze w locie ćmy
Wilki śpią mocno, że aż strach
I tylko ty nie śpisz Duszko ma
Boisz się nocnic, złych wietrzyc i zjaw
Wilki śpią mocno, że aż strach
I tylko ty nie śpisz Duszko ma
Boisz się nocnic, złych wietrzyc i zjaw