28.08.2026, 17:36 ✶
— To bardzo piękny gest, chcieć oddać wiele, ale czy czasem przychodzi ci do głowy, żeby brać? — Na ustach kobiety zagościł tajemny uśmiech, jakby testowała Savaša. Była ciekawa tego chłopca. Dostrzegała w nim wiele pokory, lecz choć pokora w relacji z bogami była cenna, to Helloise w pokorze nie widziała nigdy dobrej doradczyni przy ustalaniu swojej relacji z tym, co ziemskie i ludzkie.
Słusznie Savaš posądzał czarownicę o uproszeczenie archetypu matki. Wiele w poglądach wiedźmy było oparte o ideał, a ideały to miały do siebie, że były człowiekowi nieosiągalnymi. Głęboko wierzyła jednak ona, że nie ma nic szlachetniejszego niż zdążanie do tej doskonałej harmonii. Wierzyła więc w konieczność rozdzielenia gatunków, ustanowienia między nimi właściwych relacji, ale i dochowania rytuałów związanych z cyklami przyrody oraz kultem bóstw. Wśród tych ideałów zawierała również ideał matki znajdujący swój doskonały obraz w jednym z oblicz Trójbogini.
Nie było to wszystko wizją rajskiego ogrodu wiecznej szczęśliwości. Było w nim miejsce na cierpienie, ofiarę i drapieżcę. Nierówność była wpisana w projekt świata. Nierówność była naturalnym stanem rzeczy, a próby jej zniesienia oznaczały walkę z naturą. Śmierć była naturalnym stanem rzeczy, Bogowie uczynili bowiem istoty śmiertelnymi. Czasem śmierć okazywała się darem. Nie był nim jednak z pewnością długi i bolesny mord, którego doświadczył Gregorovitch. Niekiedy cierpienie okazywało się konieczne dla osiągnięcia wyższych celów, lecz ból zadany dla samego bólu zasługiwał na potępienie. Było to najbliższe złu, co Helloise wyróżniała w swoim światopoglądzie.
Podobnie liberalnie czarownica spoglądała na czarną magię. Bogowie bywali okrutni i bywali miłosierni. Czy rzeczywiście oburzyłyby Bogów czarnoksięskie praktyki Gregorovitchów? Każda magia mogła być magią właściwą tak długo, jak używało się jej z należytą odpowiedzialnością. Dlatego tak groźne było mugolstwo i płodzenie dzieci z niemagicznymi kobietami. Potworki z takich związków nie zostały przeznaczone do tego, aby się świętą mocą czarodziejską posługiwać.
— Nie większa ze mnie pani niż z ciebie pan — zbyła tytulaturę Helloise, która nigdy do niej nie przywiązywała większej uwagi.
W niewiedzy Savaša Helloise widziała szansę. W gazetach rytuał tegorocznej Lithy przedstawiono jako usiłowanie zabójstwa, co budziło w czarownicy głębokie zdegustowanie. Informacja przewijała się bowiem tuż obok stwierdzenia, że kobieta, która miała zostać złożona w ofierze, sama zadeklarowała, że chce w ten sposób zostać poświęcona bogom, i był to wielki powód do chluby. Z całą pewnością nie należało przypisywać winy arcykapłance będącej wykonawczynią jej woli. Ktoś taki jak Philomena Mulciber proponowałby zmianę kwalifikacji czynu zarzucanego pani Macmillan na pomoc w samobójstwie, a że samobójstwo udaremniono, śmiało można byłoby próbować umorzenia sprawy Isobell. W Helloise budziło to wyłącznie oburzenie moralne; dopatrywała się w tym rządowego spisku oraz prób zastraszenia ludzi wiary, aby odsunąć ich od praktykowania ważnych obrzędów.
— Zapewne słyszałeś, że tego roku podczas Lithy odprawiono w Stonehenge rytuał — zaczęła czarownica, chwytając Savaša w pułapkę swojego spojrzenia. Chciała, aby czuł na sobie jej wzrok i nie przyszło mu do głowy oczyma uciekać w tłum. Pozostawała cały czas uprzejma i uśmiechnięta, ale pilnowała, czy słucha jej odpowiednio uważnie. — Czego nie opisali w prasie, to, że ten rytuał nie pozostał bez odpowiedzi. Bogini objawiła się pod trzema postaciami czarodziejom, którzy byli podczas rytuału obecni. Spotkali ją. Naprawdę ją spotkali i otrzymali podarki. Widziałam niektóre z tych przedmiotów na własne oczy, mogę poświadczyć, że mówili prawdę. Ministerstwo nigdy nie podałoby takiej wiadomości, bo nie ma u nich miejsca na rzeczy boskie i się ich lękają. To ze strachu mszczą się na arcykapłance.
Zasmuciło wiedźmę, że Gregorovitch nie doświadcza siły kowenowego zgromadzenia w pełni, lecz nad brakiem poczucia wspólnoty z ludźmi zawsze można było pracować. Klucz do tego stanowiła ufna modlitwa, nieustająca nadzieja oraz cierpliwość w oczekiwaniu na łaski.
Gdy chłopak zwierzył się z tego, że nie może być otwarty z rodziną, Helloise odpowiedziała mu ze szczerym współczuciem i rozczarowaniem:
— Przykro mi. Wielka to szkoda, że żyjemy w świecie, w którym to, co słuszne, jest tak często karane i musi pozostać w ukryciu. — Choć zapewne myśleli z Savašem o zupełnie różnych kwestiach. Czarownica bolała otóż nad tym, że jej rodzina musi chować się za maskami, a Gregorovitch… cóż. Nie jest grzechem kochać i nie powinno się oceniać pięknego uczucia, jakim jest miłość. To, co się z tą miłością robi… to już słusznie podlega ocenie, jako że wszyscy mamy swoje boskie obowiązki.
Słusznie Savaš posądzał czarownicę o uproszeczenie archetypu matki. Wiele w poglądach wiedźmy było oparte o ideał, a ideały to miały do siebie, że były człowiekowi nieosiągalnymi. Głęboko wierzyła jednak ona, że nie ma nic szlachetniejszego niż zdążanie do tej doskonałej harmonii. Wierzyła więc w konieczność rozdzielenia gatunków, ustanowienia między nimi właściwych relacji, ale i dochowania rytuałów związanych z cyklami przyrody oraz kultem bóstw. Wśród tych ideałów zawierała również ideał matki znajdujący swój doskonały obraz w jednym z oblicz Trójbogini.
Nie było to wszystko wizją rajskiego ogrodu wiecznej szczęśliwości. Było w nim miejsce na cierpienie, ofiarę i drapieżcę. Nierówność była wpisana w projekt świata. Nierówność była naturalnym stanem rzeczy, a próby jej zniesienia oznaczały walkę z naturą. Śmierć była naturalnym stanem rzeczy, Bogowie uczynili bowiem istoty śmiertelnymi. Czasem śmierć okazywała się darem. Nie był nim jednak z pewnością długi i bolesny mord, którego doświadczył Gregorovitch. Niekiedy cierpienie okazywało się konieczne dla osiągnięcia wyższych celów, lecz ból zadany dla samego bólu zasługiwał na potępienie. Było to najbliższe złu, co Helloise wyróżniała w swoim światopoglądzie.
Podobnie liberalnie czarownica spoglądała na czarną magię. Bogowie bywali okrutni i bywali miłosierni. Czy rzeczywiście oburzyłyby Bogów czarnoksięskie praktyki Gregorovitchów? Każda magia mogła być magią właściwą tak długo, jak używało się jej z należytą odpowiedzialnością. Dlatego tak groźne było mugolstwo i płodzenie dzieci z niemagicznymi kobietami. Potworki z takich związków nie zostały przeznaczone do tego, aby się świętą mocą czarodziejską posługiwać.
— Nie większa ze mnie pani niż z ciebie pan — zbyła tytulaturę Helloise, która nigdy do niej nie przywiązywała większej uwagi.
W niewiedzy Savaša Helloise widziała szansę. W gazetach rytuał tegorocznej Lithy przedstawiono jako usiłowanie zabójstwa, co budziło w czarownicy głębokie zdegustowanie. Informacja przewijała się bowiem tuż obok stwierdzenia, że kobieta, która miała zostać złożona w ofierze, sama zadeklarowała, że chce w ten sposób zostać poświęcona bogom, i był to wielki powód do chluby. Z całą pewnością nie należało przypisywać winy arcykapłance będącej wykonawczynią jej woli. Ktoś taki jak Philomena Mulciber proponowałby zmianę kwalifikacji czynu zarzucanego pani Macmillan na pomoc w samobójstwie, a że samobójstwo udaremniono, śmiało można byłoby próbować umorzenia sprawy Isobell. W Helloise budziło to wyłącznie oburzenie moralne; dopatrywała się w tym rządowego spisku oraz prób zastraszenia ludzi wiary, aby odsunąć ich od praktykowania ważnych obrzędów.
— Zapewne słyszałeś, że tego roku podczas Lithy odprawiono w Stonehenge rytuał — zaczęła czarownica, chwytając Savaša w pułapkę swojego spojrzenia. Chciała, aby czuł na sobie jej wzrok i nie przyszło mu do głowy oczyma uciekać w tłum. Pozostawała cały czas uprzejma i uśmiechnięta, ale pilnowała, czy słucha jej odpowiednio uważnie. — Czego nie opisali w prasie, to, że ten rytuał nie pozostał bez odpowiedzi. Bogini objawiła się pod trzema postaciami czarodziejom, którzy byli podczas rytuału obecni. Spotkali ją. Naprawdę ją spotkali i otrzymali podarki. Widziałam niektóre z tych przedmiotów na własne oczy, mogę poświadczyć, że mówili prawdę. Ministerstwo nigdy nie podałoby takiej wiadomości, bo nie ma u nich miejsca na rzeczy boskie i się ich lękają. To ze strachu mszczą się na arcykapłance.
Zasmuciło wiedźmę, że Gregorovitch nie doświadcza siły kowenowego zgromadzenia w pełni, lecz nad brakiem poczucia wspólnoty z ludźmi zawsze można było pracować. Klucz do tego stanowiła ufna modlitwa, nieustająca nadzieja oraz cierpliwość w oczekiwaniu na łaski.
Gdy chłopak zwierzył się z tego, że nie może być otwarty z rodziną, Helloise odpowiedziała mu ze szczerym współczuciem i rozczarowaniem:
— Przykro mi. Wielka to szkoda, że żyjemy w świecie, w którym to, co słuszne, jest tak często karane i musi pozostać w ukryciu. — Choć zapewne myśleli z Savašem o zupełnie różnych kwestiach. Czarownica bolała otóż nad tym, że jej rodzina musi chować się za maskami, a Gregorovitch… cóż. Nie jest grzechem kochać i nie powinno się oceniać pięknego uczucia, jakim jest miłość. To, co się z tą miłością robi… to już słusznie podlega ocenie, jako że wszyscy mamy swoje boskie obowiązki.
dotknij trawy