31.08.2026, 15:23 ✶
Nigdy wcześniej Helloise nie doświadczyła niczego podobnego w formie astralnej. Cień na ścianie uświadomił jej obecność jakiegoś bytu, dywan przesunął się po podłodze, a ona… ona zaczęła czuć duszności dosięgające jej ducha pozbawionego ciała, a więc i możliwości odczuwania fizycznych doznań. W teorii. Czarownica nie miała sposobu, aby bronić się przed tą ingerencją. Jej widmowe ręce nie mogły sięgnąć ani świecy, ani cienia na ścianie. Helloise mogła tylko dusić się we własnym strachu i bezsilnym gniewie skierowanym w tę wrogą jej istotę.
Do rana przetrwało w niej tylko wspomnienie tego koszmaru oraz myśl, że coś jej w sprawie umyka. Obudziła się pod swoją pierzyną zlana potem, mimo że poranek był chłodny. Wciąż czuła wzrok tej istoty. On nigdy nie odchodził. Choć Helloise nie miała wiary w to, że zdoła intruza wypatrzyć, wciąż niekiedy odruchowo się odwracała, gdy zdawało się jej, że widzi coś kątem oka. Zwalczała ten impuls, aby nie pokazać, jak mocno wpływała na nią pradawna obecność.
Zanim jeszcze słońce wyszło zza chmur, zaabsorbowana tematem wiedźma wyszukała w zabałaganionym krańcu pracowni odpowiednie księgi i po przewertowaniu ich odnalazła szczegóły rytuału, w którym pokładała nadzieje.
Świec był u niej dostatek, również białych — szykowała bowiem już zawczasu asortyment na zamówienia, które miały wkrótce zacząć spływać w związku z Samhain. Wyszykowanie mieszanki ziół i grzybów również nie sprawiło jej trudności. Zawahała się dopiero przy personalnym przedmiocie.
Helloise stała długo zadumana nad księgą, wiedząc doskonale, że nie jest tu sama. Obca obecność hamowała ją przed sięganiem po to, co osobiste. Z wrodzonej przekory nie chciała ułatwiać rywalce zadania, wskazując, co ma dla niej znaczenia.
Wreszcie czarownica otworzyła szufladę biurka i wyciągnęła z niej ostatnie metry lawendowej włóczki. Dostała ją od Mony, potem wysyłała kawałeczki Leviathanowi, gdy rozmawiali o kolorach smoczogników i to ten kolor Levi wybrał na swoją łuskę; po Spalonej Nocy Helloise rozpięła tę włóczkę pomiędzy śladami klątwy w swoim domu i po wszystkim pomagał ją sprzątać Seisyll. Kawałki sznureczka przeszły przez ręce wielu ważnych dla niej Rowle’ów, a skoro ta istota miała powiązania z Walią, przedmiot wydawał się najodpowiedniejszy.
Włóczka prędko utonęła w kieszeni szaty Helloise. Czarownica zabrała pozostałe rzeczy potrzebne do rytuału i wyszła do szklarni, aby tam go przeprowadzić. Wykonywanie tego w chacie opętanej obcą siłą zdawało się zbędnym ryzykiem, w szklarni zaś świeca mogła być równie skutecznie osłonięta przed wiatrem i niepogodą.
Wiedźma uklękła pomiędzy rzędami hodowanych przez siebie magicznych roślin, na uklepanej ścieżce ustawiła kubek wywaru ziołowo-grzybowego oraz świecę. Wypiła mieszankę, podpaliła knot białej świecy i wpatrzona w równy płomień zaczęła rozpinać sznurek pomiędzy swoimi palcami. Powiązanie do powiązania: od samego początku, gdy to istota pierwszy raz przyszła do niej we śnie, przez wszystkie te spojrzenia sęków i groźby we wróżbach, po drzewo na wzgórzu, które wyrysowała Guinevere. Wiedźma próbowała łączyć wątki, plącząc palce w fioletowej włóczce. Szukała wewnątrz siebie potrzebnego spokoju, łączności z animalistyczną częścią siebie.
Do rana przetrwało w niej tylko wspomnienie tego koszmaru oraz myśl, że coś jej w sprawie umyka. Obudziła się pod swoją pierzyną zlana potem, mimo że poranek był chłodny. Wciąż czuła wzrok tej istoty. On nigdy nie odchodził. Choć Helloise nie miała wiary w to, że zdoła intruza wypatrzyć, wciąż niekiedy odruchowo się odwracała, gdy zdawało się jej, że widzi coś kątem oka. Zwalczała ten impuls, aby nie pokazać, jak mocno wpływała na nią pradawna obecność.
Zanim jeszcze słońce wyszło zza chmur, zaabsorbowana tematem wiedźma wyszukała w zabałaganionym krańcu pracowni odpowiednie księgi i po przewertowaniu ich odnalazła szczegóły rytuału, w którym pokładała nadzieje.
Świec był u niej dostatek, również białych — szykowała bowiem już zawczasu asortyment na zamówienia, które miały wkrótce zacząć spływać w związku z Samhain. Wyszykowanie mieszanki ziół i grzybów również nie sprawiło jej trudności. Zawahała się dopiero przy personalnym przedmiocie.
Helloise stała długo zadumana nad księgą, wiedząc doskonale, że nie jest tu sama. Obca obecność hamowała ją przed sięganiem po to, co osobiste. Z wrodzonej przekory nie chciała ułatwiać rywalce zadania, wskazując, co ma dla niej znaczenia.
Wreszcie czarownica otworzyła szufladę biurka i wyciągnęła z niej ostatnie metry lawendowej włóczki. Dostała ją od Mony, potem wysyłała kawałeczki Leviathanowi, gdy rozmawiali o kolorach smoczogników i to ten kolor Levi wybrał na swoją łuskę; po Spalonej Nocy Helloise rozpięła tę włóczkę pomiędzy śladami klątwy w swoim domu i po wszystkim pomagał ją sprzątać Seisyll. Kawałki sznureczka przeszły przez ręce wielu ważnych dla niej Rowle’ów, a skoro ta istota miała powiązania z Walią, przedmiot wydawał się najodpowiedniejszy.
Włóczka prędko utonęła w kieszeni szaty Helloise. Czarownica zabrała pozostałe rzeczy potrzebne do rytuału i wyszła do szklarni, aby tam go przeprowadzić. Wykonywanie tego w chacie opętanej obcą siłą zdawało się zbędnym ryzykiem, w szklarni zaś świeca mogła być równie skutecznie osłonięta przed wiatrem i niepogodą.
Wiedźma uklękła pomiędzy rzędami hodowanych przez siebie magicznych roślin, na uklepanej ścieżce ustawiła kubek wywaru ziołowo-grzybowego oraz świecę. Wypiła mieszankę, podpaliła knot białej świecy i wpatrzona w równy płomień zaczęła rozpinać sznurek pomiędzy swoimi palcami. Powiązanie do powiązania: od samego początku, gdy to istota pierwszy raz przyszła do niej we śnie, przez wszystkie te spojrzenia sęków i groźby we wróżbach, po drzewo na wzgórzu, które wyrysowała Guinevere. Wiedźma próbowała łączyć wątki, plącząc palce w fioletowej włóczce. Szukała wewnątrz siebie potrzebnego spokoju, łączności z animalistyczną częścią siebie.
Rzut 1d100 - 28
dotknij trawy