19.03.2023, 08:05 ✶
Christopher rozpromienił się, gdy Cynthia wspomniała o tradycjach czarodziejów. Ktoś mógłby pomyśleć, że gdzieś we wnętrzu jego głowy rozpalono lumos, bo zdawało się, że jego oczy wręcz zalśniły. Spojrzał na nią z prawdziwym zachwytem wypisanym na twarzy, jakby oto miał przed sobą najpiękniejszą i najbardziej interesującą kobietę na świecie.
- Prawda? Mimo wszystko, tacy jak Leach, wywodzą się dosłownie z innego świata. Jak ktoś taki ma nami zarządzać, skoro nigdy nie zrozumie tego, co w czarodziejskim świecie jest najważniejsze? – Monolog mógłby potrwać zapewne jeszcze długo. Moor jednak, choć bez wątpienia kochał brzmienie swego głosu, nie był aż tak niegrzeczny ani niekompetentny, by nie pozwolić odpowiedzieć na pytanie, skoro Cynthia już je zadała.
- Shafiq – mruknął na pauzę na końcu zdania Flintówny, po czym uniósł kieliszek do ust i dopił trunek. Trudno powiedzieć, żeby był wdzięczny za tę próbę wciągnięcia go do dyskusji. Monologi Christophera były dla niego trudne do zniesienia, ale ostatecznie łatwiej było ich wysłuchać niż faktycznie ciągnąć rozmowę z Moorem. Poza tym uwaga Cynthii sugerowała, że Flintówna ogólnie dzieli poglądy z Christopherem… A Cathala, zasadniczo, niezbyt interesowało, kto jest ministrem, przynajmniej póki ten ktoś nie mieszał się w jego interesy, i choć był daleki od rzucania się do obrony Leacha, to jego szkalowanie przyprawiało Shafiqa wyłącznie o ból głowy. Chyba że dziewczyna była po prostu grzeczna. Choć, ostatecznie, ona przynajmniej w przeciwieństwie do Moora była widokiem miłym dla oka, a przynajmniej miał teraz pretekst, by spojrzeć na nią zamiast na Christophera.
- Myślę… że pan Moor z pewnością ma o wiele więcej do powiedzenia na temat czarodziejskich tradycji niż ja – stwierdził, uśmiechając się nawet przy tym, fałszywym uśmiechem, który nie sięgnął jasnych oczu. – Pan Moor w końcu bez wątpienia jest produktem najlepszych, czarodziejskich tradycji – dodał kąśliwie, chociaż doskonale wiedział, że powinien ugryźć się w język. Co poradzić. Całe lata spędzone gdzieś w Peru, w obozowisku w pobliżu stanowiska archeologicznego, przytępiły nieco zmysł towarzyskich Cathala… który u niego nigdy nie działał zbyt dobrze. Przynajmniej jak na przedstawiciela rodu czystej krwi. Na całe szczęście, jego rodzice nie żyli, inaczej załamywaliby nad nim ręce.
Christopher nie odpowiedział od razu. Być może dlatego, że musiałby być kompletnym idiotą, aby nie pojąć, że chyba w jakiś sposób jest obrażany. Z drugiej strony nie wydawał się dość inteligentny, aby być tego stu procentowo pewnym, gdy trafił w – mimo wszystko – obcy krąg kulturowy, a obraza była podana w otoczce komplementu.
– Jeśli Wielka Brytania ma być znowu… wielka, Nobby Leach musi odejść – mruknął w końcu, choć z mniejszą energią niż wcześniej. – Podobno choruje i ustąpi z urzędu. Na pewno się państwo cieszą.
– Straszliwie – zgodził się Cathal z poważną miną.
– Pójdę po drinka. Zaraz do państwa wrócę – stwierdził Moor. Może naprawdę chciał drinka, a może wyłącznie zależało mu na tym, aby znaleźć wdzięczniejszych rozmówców?
– Jestem ciekawy… – powiedział Shafiq, spoglądając na Cynthię. – Cóż to za tradycje, którym należy okazać szacunek?
- Prawda? Mimo wszystko, tacy jak Leach, wywodzą się dosłownie z innego świata. Jak ktoś taki ma nami zarządzać, skoro nigdy nie zrozumie tego, co w czarodziejskim świecie jest najważniejsze? – Monolog mógłby potrwać zapewne jeszcze długo. Moor jednak, choć bez wątpienia kochał brzmienie swego głosu, nie był aż tak niegrzeczny ani niekompetentny, by nie pozwolić odpowiedzieć na pytanie, skoro Cynthia już je zadała.
- Shafiq – mruknął na pauzę na końcu zdania Flintówny, po czym uniósł kieliszek do ust i dopił trunek. Trudno powiedzieć, żeby był wdzięczny za tę próbę wciągnięcia go do dyskusji. Monologi Christophera były dla niego trudne do zniesienia, ale ostatecznie łatwiej było ich wysłuchać niż faktycznie ciągnąć rozmowę z Moorem. Poza tym uwaga Cynthii sugerowała, że Flintówna ogólnie dzieli poglądy z Christopherem… A Cathala, zasadniczo, niezbyt interesowało, kto jest ministrem, przynajmniej póki ten ktoś nie mieszał się w jego interesy, i choć był daleki od rzucania się do obrony Leacha, to jego szkalowanie przyprawiało Shafiqa wyłącznie o ból głowy. Chyba że dziewczyna była po prostu grzeczna. Choć, ostatecznie, ona przynajmniej w przeciwieństwie do Moora była widokiem miłym dla oka, a przynajmniej miał teraz pretekst, by spojrzeć na nią zamiast na Christophera.
- Myślę… że pan Moor z pewnością ma o wiele więcej do powiedzenia na temat czarodziejskich tradycji niż ja – stwierdził, uśmiechając się nawet przy tym, fałszywym uśmiechem, który nie sięgnął jasnych oczu. – Pan Moor w końcu bez wątpienia jest produktem najlepszych, czarodziejskich tradycji – dodał kąśliwie, chociaż doskonale wiedział, że powinien ugryźć się w język. Co poradzić. Całe lata spędzone gdzieś w Peru, w obozowisku w pobliżu stanowiska archeologicznego, przytępiły nieco zmysł towarzyskich Cathala… który u niego nigdy nie działał zbyt dobrze. Przynajmniej jak na przedstawiciela rodu czystej krwi. Na całe szczęście, jego rodzice nie żyli, inaczej załamywaliby nad nim ręce.
Christopher nie odpowiedział od razu. Być może dlatego, że musiałby być kompletnym idiotą, aby nie pojąć, że chyba w jakiś sposób jest obrażany. Z drugiej strony nie wydawał się dość inteligentny, aby być tego stu procentowo pewnym, gdy trafił w – mimo wszystko – obcy krąg kulturowy, a obraza była podana w otoczce komplementu.
– Jeśli Wielka Brytania ma być znowu… wielka, Nobby Leach musi odejść – mruknął w końcu, choć z mniejszą energią niż wcześniej. – Podobno choruje i ustąpi z urzędu. Na pewno się państwo cieszą.
– Straszliwie – zgodził się Cathal z poważną miną.
– Pójdę po drinka. Zaraz do państwa wrócę – stwierdził Moor. Może naprawdę chciał drinka, a może wyłącznie zależało mu na tym, aby znaleźć wdzięczniejszych rozmówców?
– Jestem ciekawy… – powiedział Shafiq, spoglądając na Cynthię. – Cóż to za tradycje, którym należy okazać szacunek?