19.03.2023, 08:21 ✶
Już otworzył usta na to „później”, ale znał upór Lety. Była osobą, która prawdopodobnie w ogóle zignorowałaby siniaki i cięcia, tylko w myśl zasady „na złość mamie odmrożę sobie uszy”. Nie mógł powiedzieć, że go nie irytuje to, że kobieta stoi teraz i pije, zamiast się tym zająć, ale nie przyszedł tutaj kłócić się o takie rzeczy.
– Nie, numer w katalogu – odparł zgryźliwie na pytanie o imię. – To proste. Nie jestem pewien, czy chce, żeby ktoś wiedział o tym, że ktoś go próbował ani zamordować. Ani czy zechce się w to mieszać. Chyba dość oczywiste, że legalne drogi… nie wchodzą tutaj w drogę.
Nie umiał stwierdzić, czy Rookwoodowi to będzie przeszkadzało. Sądził, że nie – w końcu Ulysses był synem swojego ojca. Ale też zdawał się tak uporządkowany w swoim zachowaniu…
Z drugiej strony, to mogło oznaczać tylko tyle, że morderstwo zaplonowałby bardzo starannie i możliwie bez krwawo. Shafiq brał to pod uwagę. Nie mógł mieć jednak pewności, bo pośród zajęć, jakie kiedykolwiek proponował znajomemu z lat nastoletnich – obok odwiedzania opuszczonych posiadłości czy robienia dla niego skomplikowanych wyliczeń numerologicznych – dotąd nie znalazło się ani jedno morderstwo. Mogłoby wyjść niezręcznie, gdyby Ulysses nie wykazał wobec pomysłu entuzjazmu, a Cathal już uznał jego udział za pewniak i wspomniał o nim pozostałym.
- Mordercy nie zawsze potrzebują motywu, by zabić konkretną osobę. Niektórzy zabijają, bo po prostu mogą – stwierdził Shafiq dość neutralnym tonem. Wszak Salazar Slytherin celował w czarnej magii. Ród Gauntów przekazywał sobie wiedzę o niej z pokolenia na pokolenie. I nie zawsze trenowali na pająkach. Właściwie zwykle nie trenowali na nich.
Czasem nie potrzeba niczego więcej poza „mogę to zrobić”. Shafiq doskonale zdawał sobie z tego sprawę.
- Skarbie, gdybym chciał dostać się do twojej sypialni w takich celach, o jakich myślisz, na pewno być to zauważyła – odparował, ani trochę nie zakłopotany przytykiem Crouchówny. – Aportuję się więc do siebie po kamienie. A ty możesz posłać skrzata po ten cholerny eliksir. Resztę… ustalimy później – stwierdził, podnosząc się z fotela. Jeśli szło o niego, chciał od razu działać, bo po prostu siedzenie doprowadzało go do szału.
– Nie, numer w katalogu – odparł zgryźliwie na pytanie o imię. – To proste. Nie jestem pewien, czy chce, żeby ktoś wiedział o tym, że ktoś go próbował ani zamordować. Ani czy zechce się w to mieszać. Chyba dość oczywiste, że legalne drogi… nie wchodzą tutaj w drogę.
Nie umiał stwierdzić, czy Rookwoodowi to będzie przeszkadzało. Sądził, że nie – w końcu Ulysses był synem swojego ojca. Ale też zdawał się tak uporządkowany w swoim zachowaniu…
Z drugiej strony, to mogło oznaczać tylko tyle, że morderstwo zaplonowałby bardzo starannie i możliwie bez krwawo. Shafiq brał to pod uwagę. Nie mógł mieć jednak pewności, bo pośród zajęć, jakie kiedykolwiek proponował znajomemu z lat nastoletnich – obok odwiedzania opuszczonych posiadłości czy robienia dla niego skomplikowanych wyliczeń numerologicznych – dotąd nie znalazło się ani jedno morderstwo. Mogłoby wyjść niezręcznie, gdyby Ulysses nie wykazał wobec pomysłu entuzjazmu, a Cathal już uznał jego udział za pewniak i wspomniał o nim pozostałym.
- Mordercy nie zawsze potrzebują motywu, by zabić konkretną osobę. Niektórzy zabijają, bo po prostu mogą – stwierdził Shafiq dość neutralnym tonem. Wszak Salazar Slytherin celował w czarnej magii. Ród Gauntów przekazywał sobie wiedzę o niej z pokolenia na pokolenie. I nie zawsze trenowali na pająkach. Właściwie zwykle nie trenowali na nich.
Czasem nie potrzeba niczego więcej poza „mogę to zrobić”. Shafiq doskonale zdawał sobie z tego sprawę.
- Skarbie, gdybym chciał dostać się do twojej sypialni w takich celach, o jakich myślisz, na pewno być to zauważyła – odparował, ani trochę nie zakłopotany przytykiem Crouchówny. – Aportuję się więc do siebie po kamienie. A ty możesz posłać skrzata po ten cholerny eliksir. Resztę… ustalimy później – stwierdził, podnosząc się z fotela. Jeśli szło o niego, chciał od razu działać, bo po prostu siedzenie doprowadzało go do szału.