02.09.2026, 21:29 ✶
Krajobrazy przesuwały się szybko za oknem. Pora była wczesna, więc i od samego początku szczęśliwie pasażerowie nie zawalali pociągu po dach, a w miarę jak zbliżali się do Swansea, ubywało ich na każdej kolejnej stacji.
– Czuję się prawie jak w Hogwarts Express – stwierdziła, przyciskając dłoń do szyby. Wciąż cieszyła się niezmiernie, że to jej własna dłoń, bo jeszcze do mniej więcej drugiej nad ranem była ręką Atreusa, w wyniku klątwy wyjątkowo złośliwego poltergeista. Odzyskanie swojej było absolutnie pożądane. – Od siódmego roku jechałam pociągiem chyba tylko raz i to w dodatku absolutnym przypadkiem i bez prawdziwego biletu.
Olivia wtedy wskoczyła do niego, sądząc, że widzi swoją siostrę, i cóż, Brenna wskoczyła po prostu za nią, a potem transmutowała kawałek papierku, żeby mugolski konduktor się do nich nie doczepił. Walijskie krajobrazy nie były wbrew pozorom aż tak podobne do szkockich, ale gdy tory biegły pomiędzy wzgórzami, myślała mimowolnie o tamtych podróżach. Tych do szkoły, wiążących się z żalem za utraconymi wakacjami czy świętami, westchnieniem na myśl o pracach domowych, ale też ekscytacją na myśl o spotkaniu z przyjaciółmi i powrotowi do starego zamku. Tych do domu, gdy tęskniło się za rodziną i Warownią. I tym ostatnim kursem, pełnym trudnej do określenia tęsknoty i trochę przerażenia na myśl, że zaczyna się coś zupełnie nowego.
Ale tym razem mieli po prostu wysiąść na stacji w Swansea.
– A tak w ogóle… – oświadczyła, odwracając się do niego z poważną miną. Miejsca naprzeciwko nich zwolniły się ledwo co na przedostatniej stacji względem tej docelowej. – Przypomnij mi, żebym nigdy przenigdy w żadnych okolicznościach nie próbowała flirtować. Obserwowałam to z boku wczoraj i to wspomnienie będzie mnie prześladować przez następne dziesięć lat. Myślałam, że spalę się ze wstydu – stwierdziła, i powaga roztopiła się pod wpływem odrobiny rozbawienia. – Jeśli ten poltergeist zamieni cię teraz w dziecko, to uznam, że się na ciebie uwziął.
– Czuję się prawie jak w Hogwarts Express – stwierdziła, przyciskając dłoń do szyby. Wciąż cieszyła się niezmiernie, że to jej własna dłoń, bo jeszcze do mniej więcej drugiej nad ranem była ręką Atreusa, w wyniku klątwy wyjątkowo złośliwego poltergeista. Odzyskanie swojej było absolutnie pożądane. – Od siódmego roku jechałam pociągiem chyba tylko raz i to w dodatku absolutnym przypadkiem i bez prawdziwego biletu.
Olivia wtedy wskoczyła do niego, sądząc, że widzi swoją siostrę, i cóż, Brenna wskoczyła po prostu za nią, a potem transmutowała kawałek papierku, żeby mugolski konduktor się do nich nie doczepił. Walijskie krajobrazy nie były wbrew pozorom aż tak podobne do szkockich, ale gdy tory biegły pomiędzy wzgórzami, myślała mimowolnie o tamtych podróżach. Tych do szkoły, wiążących się z żalem za utraconymi wakacjami czy świętami, westchnieniem na myśl o pracach domowych, ale też ekscytacją na myśl o spotkaniu z przyjaciółmi i powrotowi do starego zamku. Tych do domu, gdy tęskniło się za rodziną i Warownią. I tym ostatnim kursem, pełnym trudnej do określenia tęsknoty i trochę przerażenia na myśl, że zaczyna się coś zupełnie nowego.
Ale tym razem mieli po prostu wysiąść na stacji w Swansea.
– A tak w ogóle… – oświadczyła, odwracając się do niego z poważną miną. Miejsca naprzeciwko nich zwolniły się ledwo co na przedostatniej stacji względem tej docelowej. – Przypomnij mi, żebym nigdy przenigdy w żadnych okolicznościach nie próbowała flirtować. Obserwowałam to z boku wczoraj i to wspomnienie będzie mnie prześladować przez następne dziesięć lat. Myślałam, że spalę się ze wstydu – stwierdziła, i powaga roztopiła się pod wpływem odrobiny rozbawienia. – Jeśli ten poltergeist zamieni cię teraz w dziecko, to uznam, że się na ciebie uwziął.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.