Wczorajsza rozmowa i przyniesione przez Atreusa czekoladki nieco ociepliły atmosferę (o ile do tego mogło w ogóle dojść pomiędzy dwoma Zimnymi, którzy byli tak nieprzyjemnie lodowaci), ale to nadal było trochę za wcześnie, żeby Victorii do końca przeszło i czuła się urażona, nawet jeśli wyłożyła Bulstrode’owi jak ma się do niej nie zwracać i czego nie robić (jakby to nie było oczywiste, że ludzi nie powinno się tak traktować). Ale praca to praca, nie musiała być bardzo wylewna (jakby na co dzień była…), a skoro było coś do zrobienia, no to przecież nie wymawiałaby si…ę od pracy tylko dlatego, że Atreus miał tam być. Po powrocie do biura możliwe że zniknęłaby szybciutko, by zaznaczyć wszem i wobec, że nadal jest trochę obrażona (bo Lestrange, gdy chciała, nagle potrafiła „znikać” i nie pojawiać się nigdzie obok elementu, który tak ją drażnił, tak długo, jak to tylko było możliwe), ale teraz nie byli w biurze, a w terenie.
I chyba oboje byli jednakowo sfrustrowani i nie chodziło wcale o to, że są tutaj razem i się na siebie boczą, a dlatego, że ściągnęli ich w teren właściwie niepotrzebnie, i zawracali dupę sprawą, która nie dotyczyła aurorów, a w całości brygadzistów, którzy najwyraźniej nie potrafili nawet odpowiednio wycenić sytuacji i ściągnęli ich tutaj we dwójkę, gdy wystarczyłoby jedno z nich, albo, jak się ostatecznie okazało, właściwie to żadne.
A przynajmniej Victoria sądziła, że są jednakowo tym sfrustrowani, tyle, że do tego wszystkiego blondyn fuczał na brygadzistów bardziej niż zwykle i zaczęła mieć wątpliwość, czy to ta sprawa, czy może wstał lewą nogą. A Lestrange… Lestrange podejrzanie często zerkała na zegarek na ręce, bo nie chciała przez tę idiotyczną sprawę nie mieć czasu się wyszykować w domu na randkę. Tak, randkę.
Chyba oboje nie byli pewni, jak to się stało, że wylądowali razem gdzieś z boku, i Atreus w jej towarzystwie właśnie próbował się uspokoić, pomagając sobie papierosem. W jej towarzystwie. I w obliczu całego tego dnia, Lestrange chyba trochę zapomniała, że miała się na Atreusa boczyć.
– A co odpierdolił? To znaczy oprócz tego, że jest jebanym idiotą i mając na sobie ten dziwny list gończy, wysyła do ludzi listy i anonimy i myśli, że nikt nie wie, że to on – rzuciła, ponownie zerkając na zegarek.