• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn Chinatown [01.10.1972] To be, or not to be… unfortunately, we missed the exit

[01.10.1972] To be, or not to be… unfortunately, we missed the exit
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#4
03.09.2026, 13:49  ✶  
Przez chwilę patrzyłam na Prue, potem na papierośnicę, potem znowu na Prue, ponieważ najwyraźniej wykonanie tak skomplikowanej operacji wymagało ode mnie całkowitego skupienia - to na pewno przez mżawkę i jasność dookoła - wyciągnęłam rękę, ale zamiast złapać papierosa od razu, przesunęłam palcami obok niego, dopiero za drugim razem udało mi się go chwycić, przy czym zrobiłam to z taką dumą, jakbym właśnie wygrała pojedynek z kimś znacznie silniejszym ode mnie.
- Jesteś najleszsza, wiesz? - Spytałam retorycznie, bo przecież z pewnością wiedziała, obie byłyśmy najlepsze, dlatego to właśnie do nas przyszła sama Morgana, dając nam swoje znaki.
Nie miałam kontroli - wiedziałam o tym gdzieś bardzo głęboko, w tej części mózgu, która nadal próbowała wykonywać swoje obowiązki, ale pozostała część mnie uznała, że odpowiedzialność była dziś już trochę za bardzo przereklamowana, kiedy więc Prue ruszyła przez ulicę, poszłam za nią. Reszta wydarzyła się praktycznie sama… Potknęłam się ja, o chodnik, potknęła się ona, o krawężnik, wyciągnęłam ręce w jej stronę, zdecydowanie za późno, żeby rzeczywiście pomóc, ale wystarczająco wcześnie, żeby sama stracić równowagę - wylądowała na drzwiach, drzwi się otworzyły, a ja zatrzymałam się dopiero wtedy, kiedy mimowolnie ją sobą przesunęłam… Uniosłam głowę i wtedy zobaczyłam mężczyznę stojącego w drzwiach… Nie był Azjatą, co było pierwszą rzeczą, którą zarejestrowałam, potem zauważyłam ogoloną głowę, ciężką szczękę, całkowity brak uśmiechu, ręce pokryte tatuażami i ubranie, które w zestawieniu z jego wyglądem oraz emblematami na ścianie za jego plecami sprawiało, że cała moja wcześniejsza ekscytacja związana z robieniem sobie tatuażu zaczęła bardzo powoli schodzić ze mnie razem z ulatującym z krwi alkoholem - nie wyglądał na kogoś, kto robi delikatne kwiatuszki na nadgarstkach, wyglądał za to na człowieka, który mógłby bardzo długo tłumaczyć mi swoje poglądy, gdybym tylko dała mu na to okazję, a ja zdecydowanie nie chciałam dawać mu żadnej okazji. Cofnęłam się o pół kroku, natychmiast natrafiając plecami na Prue, więc zostałam pomiędzy nią a naszym nowym znajomym, z papierosem nadal wetkniętym między palce, który wypadł mi po paru sekundach, praktycznie od razu zostając przydeptanym przez ciężkiego, wojskowego buciora.
- O. - Powiedziałam, a potem jeszcze raz, znacznie ciszej. - Oooo. - Przechyliłam głowę, przyglądając się mu z wyjątkową uwagą, której zdecydowanie nie powinnam była poświęcać człowiekowi wyglądającemu w ten sposób, szczególnie będąc tak pijaną, że kilka minut wcześniej uznałam nierówny chodnik za ruchy tektoniczne. Nie należałam do osób, które zwykle łatwo się wycofywały, ale nawet stan upojenia alkoholowego miał swoje granice, a widok człowieka, który wyglądał, jakby mógł jedną ręką wynieść mnie razem z drzwiami na ulicę, okazał się całkiem skutecznym przypomnieniem o biologicznych ograniczeniach, mimo to nie chciałam robić Prudence przykrości, bo przed chwilą była tak szczęśliwa, że znalazła miejsce, w którym mogła spełnić swoje nastoletnie marzenie, więc tylko oparłam jej dłoń na ramieniu, gdy przywitała gościa, żeby się nie przewrócić, i uniosłam drugą rękę w geście, który miał wyglądać przyjaźnie, a wyglądał niepokojąco blisko hailowania.
- My pszyszszyszmy w spra’ie… Tatuaszu. - Wypowiedziałam ostatnie słowo z tak dużą ostrożnością, jakbym musiała upewnić się, że znałam jego prawidłową, nieco „orientalną” wymowę. - Ona chce. - Wskazałam na Prue, po czym przez moment patrzyłam na własny palec, który najwyraźniej wskazywał na nią bardziej agresywnie, niż zamierzałam. - To znaszy… Ja też mogę chsieść. Jeszcze nie zdesydowa-am. Ale ona c–ce na pewno. To znaszy… Chce badzo. - Przez chwilę milczałam, po czym nachyliłam się lekko w stronę mężczyzny, najwyraźniej uznając, że dzięki temu moja wypowiedź zabrzmi bardziej konspiracyjnie. - Napraę badzo. Tylko niech pan nie robi niszego zbyt tra–ego. - Przesunęłam się pół kroku do przodu i natychmiast złapałam się framugi, kiedy podłoże znowu zaczęło mi się podejrzanie przechylać.
- I proszę nas nie pyaś o wiek. - Dodałam, marszcząc nos. - Jeseśmy damai i takie… Te… Są nierze’szne. Moszesz… Pan py–aś o wzór. O wzór to… Ta. O wiek nie, sza’isz? - Zastrzegłam, spojrzałam na Prue, szukając w niej potwierdzenia, po czym pokiwałam głową sama do siebie.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Bard Beedle (1592), Prudence Fenwick (1772)




Wiadomości w tym wątku
[01.10.1972] To be, or not to be… unfortunately, we missed the exit - przez Prudence Fenwick - 03.09.2026, 08:31
RE: [01.10.1972] Go totally crazy, forget I'm a lady - przez Bard Beedle - 03.09.2026, 12:14
RE: [01.10.1972] Go totally crazy, forget I'm a lady - przez Prudence Fenwick - 03.09.2026, 12:45
RE: [01.10.1972] Go totally crazy, forget I'm a lady - przez Bard Beedle - 03.09.2026, 13:49
RE: [01.10.1972] Go totally crazy, forget I'm a lady - przez Prudence Fenwick - 03.09.2026, 20:39
RE: [01.10.1972] Go totally crazy, forget I'm a lady - przez Bard Beedle - 03.09.2026, 21:38
RE: [01.10.1972] To be, or not to be… unfortunately, we missed the exit - przez Prudence Fenwick - 04.09.2026, 23:45

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa