03.09.2026, 13:15 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.09.2026, 13:16 przez Bard Beedle.)
Pokiwałam głową, kiedy Prue wspomniała o wystawieniu właścicielowi odpowiedniej opinii, i aż uśmiechnęłam się pod nosem, chociaż po tym, co właśnie odjebał, podejrzewałam, że nawet bez naszej pomocy będzie miał fatalną reputację.
- No, a niech mu pójdzie w pięty. - Zaciągnęłam się papierosem, osłaniając żar dłonią przed wiatrem, jednocześnie zerknęłam na drzwi Dziupli, zza których wciąż dobiegał przytłumiony gwar. - Nie wiem, jak można prowadzić interes i jednocześnie tak bardzo nie lubić ludzi. - Stwierdziłam z niedowierzaniem, faktycznie, nie dało się tego wszystkiego przewidzieć, gdybym jednak wiedziała, że planowałyśmy zostać wyrzucone z baru przed rozpoczęciem nieistniejącego wiecu, będącego tak naprawdę nielegalną próbą zgromadzenia, ubrałabym się cieplej - przelotnie oceniłam wzrokiem własny płaszcz, który na szczęście nadal trzymał większość wilgoci z dala ode mnie, pytanie tylko, na jak długo. Nie zdążyłam jednak rozwinąć tej myśli, ani zasugerować koleżance pójścia gdzieś indziej, ponieważ przed nami pojawiła się dziewczyna prosząca o pomoc z pieniędzmi - od razu zerknęłam na nią uważniej, a kiedy Prue wyciągnęła rękę, przekazując tym samym, że rzeczywiście zamierzała się tym zająć, odsunęłam się odrobinę, żeby zrobić im więcej miejsca.
Początkowo byłam przekonana, że chodziło o zwyczajne przeliczenie waluty, sama nie miałam w tej kwestii szczególnie imponującej wiedzy, więc z ulgą zostawiłam sprawę przyjaciółce i po prostu obserwowałam ją, gdy brała jedną z monet między palce i przyglądała się jej z coraz większym skupieniem. Nie umknęło mi przez to, że mina Prudence zmieniła się już zaledwie po kilku sekundach, przez co również zaczęłam patrzeć na monetę z większą uwagą, chociaż z mojego miejsca niewiele mogłam dostrzec, kiedy wreszcie powiedziała, że pieniądze są fałszywe, uniosłam brwi i spojrzałam na dziewczynę.
- Fałszywe? - Powtórzyłam z wyraźnym zdziwieniem, po czym pochyliłam się nad jej dłonią. - Cholera, rzeczywiście. - Sama wcześniej nie zauważyłam żadnej różnicy, ale teraz, kiedy wiedziałam, czego szukać, dostrzegłam drobny szczegół. - Czyli ktoś właśnie próbował cię wypuścić z tym na ulicę i liczył, że nie zauważysz? - Spojrzałam na Prue, potem ponownie na dziewczynę, która zdawała się być całkowicie zszokowana - może wyłącznie grała zdziwioną, tego też nie wykluczałam, ale raczej wydawała się być po prostu głęboko osłupiała. Nagle wyprostowała się, zaciskając palce na monetach, po czym wskazała palcem w stronę stojącego kilka kroków dalej goblina - „o kurwa, jak rozpoznała, że to ten konkretny, skoro wszystkie wyglądały na takie same, i jakim cudem potrafiła tak trafnie rozróżnić gobliny, a nie fałszywki?” - jej głos przebił się przez szum deszczu, kiedy oskarżyła go o fałszerstwo. Przez krótką chwilę patrzyłam to na nią, to na niego, próbując nadążyć za rozwojem wydarzeń, bo jeszcze przed momentem problemem były tylko bezwartościowe monety, a teraz nagle mieliśmy podejrzanego, goblin w tym czasie najwyraźniej uznał za to, że dalsza rozmowa nie była najlepszym pomysłem, bo rzucił nam jedno nerwowe spojrzenie, odwrócił się na pięcie i ruszył biegiem w stronę głębi Nokturnu, znikając między przechodniami, zanim ktokolwiek zdążył zrobić coś więcej.
- No, a niech mu pójdzie w pięty. - Zaciągnęłam się papierosem, osłaniając żar dłonią przed wiatrem, jednocześnie zerknęłam na drzwi Dziupli, zza których wciąż dobiegał przytłumiony gwar. - Nie wiem, jak można prowadzić interes i jednocześnie tak bardzo nie lubić ludzi. - Stwierdziłam z niedowierzaniem, faktycznie, nie dało się tego wszystkiego przewidzieć, gdybym jednak wiedziała, że planowałyśmy zostać wyrzucone z baru przed rozpoczęciem nieistniejącego wiecu, będącego tak naprawdę nielegalną próbą zgromadzenia, ubrałabym się cieplej - przelotnie oceniłam wzrokiem własny płaszcz, który na szczęście nadal trzymał większość wilgoci z dala ode mnie, pytanie tylko, na jak długo. Nie zdążyłam jednak rozwinąć tej myśli, ani zasugerować koleżance pójścia gdzieś indziej, ponieważ przed nami pojawiła się dziewczyna prosząca o pomoc z pieniędzmi - od razu zerknęłam na nią uważniej, a kiedy Prue wyciągnęła rękę, przekazując tym samym, że rzeczywiście zamierzała się tym zająć, odsunęłam się odrobinę, żeby zrobić im więcej miejsca.
Początkowo byłam przekonana, że chodziło o zwyczajne przeliczenie waluty, sama nie miałam w tej kwestii szczególnie imponującej wiedzy, więc z ulgą zostawiłam sprawę przyjaciółce i po prostu obserwowałam ją, gdy brała jedną z monet między palce i przyglądała się jej z coraz większym skupieniem. Nie umknęło mi przez to, że mina Prudence zmieniła się już zaledwie po kilku sekundach, przez co również zaczęłam patrzeć na monetę z większą uwagą, chociaż z mojego miejsca niewiele mogłam dostrzec, kiedy wreszcie powiedziała, że pieniądze są fałszywe, uniosłam brwi i spojrzałam na dziewczynę.
- Fałszywe? - Powtórzyłam z wyraźnym zdziwieniem, po czym pochyliłam się nad jej dłonią. - Cholera, rzeczywiście. - Sama wcześniej nie zauważyłam żadnej różnicy, ale teraz, kiedy wiedziałam, czego szukać, dostrzegłam drobny szczegół. - Czyli ktoś właśnie próbował cię wypuścić z tym na ulicę i liczył, że nie zauważysz? - Spojrzałam na Prue, potem ponownie na dziewczynę, która zdawała się być całkowicie zszokowana - może wyłącznie grała zdziwioną, tego też nie wykluczałam, ale raczej wydawała się być po prostu głęboko osłupiała. Nagle wyprostowała się, zaciskając palce na monetach, po czym wskazała palcem w stronę stojącego kilka kroków dalej goblina - „o kurwa, jak rozpoznała, że to ten konkretny, skoro wszystkie wyglądały na takie same, i jakim cudem potrafiła tak trafnie rozróżnić gobliny, a nie fałszywki?” - jej głos przebił się przez szum deszczu, kiedy oskarżyła go o fałszerstwo. Przez krótką chwilę patrzyłam to na nią, to na niego, próbując nadążyć za rozwojem wydarzeń, bo jeszcze przed momentem problemem były tylko bezwartościowe monety, a teraz nagle mieliśmy podejrzanego, goblin w tym czasie najwyraźniej uznał za to, że dalsza rozmowa nie była najlepszym pomysłem, bo rzucił nam jedno nerwowe spojrzenie, odwrócił się na pięcie i ruszył biegiem w stronę głębi Nokturnu, znikając między przechodniami, zanim ktokolwiek zdążył zrobić coś więcej.