Na jej twarzy pojawił się promienny uśmiech, skłonny rozświetlić najciemniejszą noc. - Wiem, szże jestem najlepszża, Ty tesz jesteś najlepższa, razem jestemśmy. - Była to bardzo ważna konkluzja. Kto inny włóczyłby się z nią po Londynie poszukując szczęścia? No nikt. Były w tym razem, nie mogła mieć lepszego towarzystwa. Do tego Cressida jak nikt inny wydawała się rozumieć potrzeby pijanej Prue. Nie zadawała pytań, nie męczyła jej, po prostu akceptowała to, co ona zamierzała zrobić. Wspierała ją w tym, nie mogła sobie wymarzyć lepszej przyjaciółki w tym momencie.
Gdyby trafiło na kogoś innego, to podejrzewała, że próbowałby ją zatrzymać, a ona w tej chwili chciała się poczuć przede wszystkim wolna, przestać myśleć o konsekwencjach, którymi zawsze się przejmowała. Ile razy nie zrobiła czegoś, bo zastanawiała się, co ludzie powiedzą? Zbyt wiele razy, tak wiele, że nie byłaby w stanie tego policzyć. Cressida nie podcinała jej skrzydeł, pozwalała jej latać, to było najwspanialsze w tym wszystkim.
Udało im się podjąć wspólną decyzję, a to oznaczało, że mogły wyruszyć na drugą stronę ulicy, żeby sprawdzić, czy to światło faktycznie świadczyło o tym, że ten ktoś, kto tam siedział może w tej chwili wykonać usługę. Niby droga nie była wcale daleka, ale okazała się bardzo wyboista, kobiety miały pewne problemy z problemy z pokonaniem jej. Wjechały w drzwi studia tatuażu niczym dzik w maliny, na szczęście jakoś się otrzepały i złapały równowagę, chociaż może to było zbyt dużo powiedziane, bo ciągle wyglądały, jakby trochę walczyły o życie.
Wtedy w progu stanął on. Potężny niczym dąb, wytatuowany od stóp do głów, a przynajmniej tak wyglądał, jakby pod ubraniami miał bardzo dużo tatuaży, to podpowiadała jej intuicja. Wyglądał też bardzo specyficznie, trudno było go nie połączyć z pewnymi poglądami, spojrzała od razu na Cressidę, aby zobaczyć jej reakcję, zastanawiała się, czy zblednie, czy jednak wszystko będzie z nią w porządku - gość zdecydowanie nie wydawał się być przyjemniaczkiem, a one nawet nie miałyby się jak bronić, gdyby teraz wyciągnął kastet, biegać też nie potrafiły, co zostało potwierdzone parę godzin wcześniej.
- OOOO. - Zawtórowała swojej przyjaciółce. Był to dźwięk, który wyrażał więcej, niż tysiąc słów. Czuła dokładnie to samo co ona i nie miała, co do tego najmniejszych wątpliwości.
- Ta-tu-aaa-szu, bo tu - Postanowiła powtórzyć jeszcze po swojej towarzyszce. - bo tu jessst tak napisane. - Chodziło jej o szyld, który znajdował się nad lokalem. Pokiwała jeszcze głową. - Bardzo schce i zawszże chciałam. - Wydawało jej się to być ważne w tym momencie, bardzo ważne. - Nawe wiem sooo bym schciala, tylko to pan musi teższ chsieć. - Bo do tanga przecież trzeba dwojga.
- Mamy dobry wiek, ale nie zdrasimy go, ale prożsżę wieszyć, ższe jest dobry. - To było chyba istotne, były damami, w dobrym wieku, niczego więcej nie musiał o nich wiedzieć.
Typ patrzył na nie dłuższą chwilę, nie wyglądały na najbardziej poczytalne, ale może właśnie przez to postanowił się zgodzić, kto go tam właściwie wiedział. - Ktoś się nie pojawił. - Zaczął mówić, chociaż nie do końca wiedział, czy wiele zrozumieją z tego, co miał do powiedzenia. - Możecie wejść. - O tej porze raczej nie pojawi się już nikt inny, a skoro przygotował się do pracy, to szkoda było nie wykonać jakiegokolwiek zlecenia.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control