03.09.2026, 23:52 ✶
Wróciłem do salonu z miską jedzenia i miseczką wody, które postawiłem na podłodze w bezpiecznej odległości od niuchacza, nie podchodziłem bliżej, widziałem wystarczająco dużo przerażonych stworzeń, żeby wiedzieć, że nawet najlepsze intencje mogły wyglądać bardzo groźnie, kiedy człowiek był kilkanaście razy większy od nieoswojonego zwierzęcia, usiadłem więc na podłodze, oparłem plecy o kanapę i czekałem.
Niuchacz popatrzył na miskę, potem na mnie, znowu na miskę… Miałem wrażenie, że prowadził w głowie bardzo skomplikowane obliczenia dotyczące tego, czy jedzenie było warte ryzyka, nie zamierzałem mu w tym zatem przeszkadzać, sam zresztą nie wiedziałem, czym dokładnie powinienem był go nakarmić, więc podałem mu to, co uznałem za bezpieczne, czyli kocie żarcie, i miałem nadzieję, że nie miało się to skończyć kolejną katastrofą.
Po kilku minutach wysunął się spod mebla, najpierw pojawił się nos, potem głowa, a następnie całe ciało, mały poruszał się nisko przy ziemi, zatrzymując się co kilka kroków, kiedy wreszcie dotarł do miski, jeszcze raz na mnie spojrzał - nie ruszyłem się - w końcu zaczął jeść, robiąc to zdecydowanie za szybko, przez co przeszło mi przez myśl, że chyba powinienem był podać mu mniejszą porcję, ale po tym, jak wyglądał, nie miałem serca mu jej odbierać ani żałować. Jadł łapczywie, czasem zatrzymując się tylko po to, żeby złapać oddech i znowu ocenić to, czy byłem zagrożeniem, ja tymczasem patrzyłem na niego i czułem coraz większe wyrzuty sumienia, chociaż przecież nie miałem pojęcia, że przez cały ten czas pod moim dachem ukrywało się głodne zwierzę, ani jak powinienem postąpić z nim teraz. Prue nie miała wrócić w domu jeszcze przez wiele godzin, natomiast niuchacz naprawdę mocno się zestresował i tylko na chwilę zajął się jedzeniem, później mógł ponownie zacząć kraść przypadkowe, momentami niebezpieczne dla niego przedmioty, więc uznałem, że nie mogłem zbyt długo czekać - nadeszła pora zawezwać profesjonalne wsparcie…
Niuchacz popatrzył na miskę, potem na mnie, znowu na miskę… Miałem wrażenie, że prowadził w głowie bardzo skomplikowane obliczenia dotyczące tego, czy jedzenie było warte ryzyka, nie zamierzałem mu w tym zatem przeszkadzać, sam zresztą nie wiedziałem, czym dokładnie powinienem był go nakarmić, więc podałem mu to, co uznałem za bezpieczne, czyli kocie żarcie, i miałem nadzieję, że nie miało się to skończyć kolejną katastrofą.
Po kilku minutach wysunął się spod mebla, najpierw pojawił się nos, potem głowa, a następnie całe ciało, mały poruszał się nisko przy ziemi, zatrzymując się co kilka kroków, kiedy wreszcie dotarł do miski, jeszcze raz na mnie spojrzał - nie ruszyłem się - w końcu zaczął jeść, robiąc to zdecydowanie za szybko, przez co przeszło mi przez myśl, że chyba powinienem był podać mu mniejszą porcję, ale po tym, jak wyglądał, nie miałem serca mu jej odbierać ani żałować. Jadł łapczywie, czasem zatrzymując się tylko po to, żeby złapać oddech i znowu ocenić to, czy byłem zagrożeniem, ja tymczasem patrzyłem na niego i czułem coraz większe wyrzuty sumienia, chociaż przecież nie miałem pojęcia, że przez cały ten czas pod moim dachem ukrywało się głodne zwierzę, ani jak powinienem postąpić z nim teraz. Prue nie miała wrócić w domu jeszcze przez wiele godzin, natomiast niuchacz naprawdę mocno się zestresował i tylko na chwilę zajął się jedzeniem, później mógł ponownie zacząć kraść przypadkowe, momentami niebezpieczne dla niego przedmioty, więc uznałem, że nie mogłem zbyt długo czekać - nadeszła pora zawezwać profesjonalne wsparcie…
Koniec sesji
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)