04.09.2026, 08:39 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.09.2026, 08:47 przez Christopher Rosier.)
Rzucam sobie na rozbijanie dzbanuszka na mleko
– Na pewno jest ładniejszy – zgodził się bez oporów, chociaż w tej chwili nie mógł sobie nawet przypomnieć, jak ten serwis wyglądał. Pił w nim już herbatę, oglądał filiżankę, ale to wspomnienie zostało wyparte przez te małe, kłapiące zębami potwory.
Może w innych okolicznościach Christopher byłby zdziwiony, że Victoria przeklina albo wchodzi na stoły. Ale w tej chwili sam miał za sobą skakanie po fotelu, a z ust wymykały się mu bluzgi, poza tym… w ogóle nie zwrócił za bardzo na to wszystko uwagi, zbyt skupiony na walce z armią powstałą z zastawy stołowej. Był rozdrażniony całą sytuacją, a jeszcze bardziej tym, że jego zaklęcia nie wychodziły. I naprawdę bardzo chciał, aby to wszystko się po prostu skończyło, bo zły był i zawstydzony jednocześnie, że jako dorosły człowiek nie był wystarczająco skuteczny w walce z serwisem do herbaty!
Machnął ponownie różdżką, i mleczarka, usiłująca zerwać zasłonkę z okna, rozbiła się na kawałki. Zaklęcie Victorii nie było może bardzo silne, ale cukiernica walnęła chwilę temu o ścianę, posłana tam przez Chrisa i lekko pękła, więc teraz wystarczyło, aby i ona się rozpadła: tylko szczypce podskakiwały jeszcze przez chwilę na podłodze.
Chris wreszcie puścił Lunę, która wbijała pazurki w jego koszulę, prawdopodobnie niszcząc ją oraz, jak zdał sobie teraz sprawę, na pewno raniąc skórę.
– No już, puść mnie, czarna diablico, po wszystkim – mruknął. Poruszył się z dziwnej pozycji, w jakiej siedział przewieszony przez fotel, aby usadowić się tak, jak należało. Trącił ostrożnie butem uszko rozbitej filiżanki, ale to pozostało nieruchome. Chris odetchnął i zapadł się głębiej na fotelu, czując, jak schodzi z niego adrenalina. – Nie spodziewałem się, że zaproszenie na herbatę może skończyć się takimi emocjami – odetchnął, czując się absolutnie bez sił. Niby nie robił nic specjalnego, parę zaklęć i skakania po fotelu, a i tak jakoś go to wyczerpało. – Gdzie to kupiłaś? Pytam tak, żeby wiedzieć, czego unikać.
Rzut N 1d100 - 56
Sukces!
Sukces!
– Na pewno jest ładniejszy – zgodził się bez oporów, chociaż w tej chwili nie mógł sobie nawet przypomnieć, jak ten serwis wyglądał. Pił w nim już herbatę, oglądał filiżankę, ale to wspomnienie zostało wyparte przez te małe, kłapiące zębami potwory.
Może w innych okolicznościach Christopher byłby zdziwiony, że Victoria przeklina albo wchodzi na stoły. Ale w tej chwili sam miał za sobą skakanie po fotelu, a z ust wymykały się mu bluzgi, poza tym… w ogóle nie zwrócił za bardzo na to wszystko uwagi, zbyt skupiony na walce z armią powstałą z zastawy stołowej. Był rozdrażniony całą sytuacją, a jeszcze bardziej tym, że jego zaklęcia nie wychodziły. I naprawdę bardzo chciał, aby to wszystko się po prostu skończyło, bo zły był i zawstydzony jednocześnie, że jako dorosły człowiek nie był wystarczająco skuteczny w walce z serwisem do herbaty!
Machnął ponownie różdżką, i mleczarka, usiłująca zerwać zasłonkę z okna, rozbiła się na kawałki. Zaklęcie Victorii nie było może bardzo silne, ale cukiernica walnęła chwilę temu o ścianę, posłana tam przez Chrisa i lekko pękła, więc teraz wystarczyło, aby i ona się rozpadła: tylko szczypce podskakiwały jeszcze przez chwilę na podłodze.
Chris wreszcie puścił Lunę, która wbijała pazurki w jego koszulę, prawdopodobnie niszcząc ją oraz, jak zdał sobie teraz sprawę, na pewno raniąc skórę.
– No już, puść mnie, czarna diablico, po wszystkim – mruknął. Poruszył się z dziwnej pozycji, w jakiej siedział przewieszony przez fotel, aby usadowić się tak, jak należało. Trącił ostrożnie butem uszko rozbitej filiżanki, ale to pozostało nieruchome. Chris odetchnął i zapadł się głębiej na fotelu, czując, jak schodzi z niego adrenalina. – Nie spodziewałem się, że zaproszenie na herbatę może skończyć się takimi emocjami – odetchnął, czując się absolutnie bez sił. Niby nie robił nic specjalnego, parę zaklęć i skakania po fotelu, a i tak jakoś go to wyczerpało. – Gdzie to kupiłaś? Pytam tak, żeby wiedzieć, czego unikać.