04.09.2026, 13:51 ✶
– Och, wybacz… – zamyślił się na moment, bo jej pytanie go zdziwiło i musiał przez moment odtworzyć ich rozmowę, skupić się na słowach, które padły do tej pory by jakoś wyjść z tego zaułku swobodnie prowadzonej rozmowy – Unikałem Doliny per se. To miasteczko trafiało do moich terminarzy tylko w ostateczności. Dziś? Kto wie, może oglądasz narodziny dzieła mojego życia? – To mógł być Uniwersytet, to mogły być korytarze wypełnione studentami i profesorami, wielkie odkrycia, wielkie przełomy, wielkie, wielkie, wielkie… Anthony był na tyle samoświadomy, żeby zdawać sobie sprawę z tego, że preferuje rozmach w wielu, wielu kwestiach i magiczna uczelnia wpisywałaby się w te ambicje. Odetchnął zbutwiałym powietrzem. Zbudowanie centrum kultury w Dolinie Godryka i wszystkie działania ukryte przed okiem opinii publicznej na tym terenie zdawał się mniejszym, ale równie smakowitym ekwiwalentem. Nie był to tylko jego budynek, ale jako bezpośredni inicjator nie miał nikogo nad sobą. Było to uwalniające.
– Owszem, ale pamiętam go jak przez mgłę – był w wyjątkowo dobrym humorze, zważywszy na to, że ich poprzednie działania tego dnia zwieńczone zostały sukcesem. Jej wróżba spełniała się. Jej i Morpheusa. Czego nie dotknął - zakwitało. – Może wybierzesz się tam ze mną następnym razem? Bardzo liczę że będzie tam jakiś interesujący duch. Co byłby to za zamek bez ducha?
Rozmowa o duchach i posiadłościach Anthony'ego musiała jednak poczekać bo szczur i bardzo rzeczowe rozmowy o sposobach pozbywania się szkodników. Nagła zmiana tonu Guinevere'y nie umknęło jej uwadze. Obrócił się w stronę swojej egipskiej przyjaciółki i poczuł dziwne mrowienie, niezręczność wynikającą z jej umiejętności przemiany w zwierzę. Byłby ostatnim, który powinien burzyć się na ten pomysł, zwłaszcza, jeśli kilka ostatnich lat poświęcał tęsknemu wypatrywaniu wspólnych delegacji z było nie było wilkołakiem. Erik jednak nigdy nie przemieniał się przy nim, jego współpracownica Tahira również wolała trzymać demonicznego węża na wodzy. Odzwierzęce klątwy fascynowały go, a animagia choć nie była klątwą, niejako stała obok jako ta milsza siostra bliźniaczka. Sam nigdy nie miał wystarczająco czasu by nauczyć się tej sztuki. Jak miałby wykonywać swoją pracę z jakimś liściem pod językiem? A jakby pomylił roślinę? Cóż to byłoby za marnotrastwo czasu.
Skinął głową, przypatrując jej się z uwagą, wyczekując przemiany i tego co miało zaraz nastąpić. Lekarka, archeolożka, wróżbitka… kot goniący za szczurem.
– Twoja pomoc byłaby nieoceniona… – starał się brzmieć możliwie naturalnie, lata praktyki umożliwiały mu ukrywanie prawdziwych uczuć, w tym fascynacji procesem przemiany, głęboko poza powierzchnią toczonej konwersacji. – Mam nadzieję, że zareaguje dobrze. Cóż byłoby to za miejsce spotkań, gdyby przychodziły na nie niechciane gryzonie.
– Owszem, ale pamiętam go jak przez mgłę – był w wyjątkowo dobrym humorze, zważywszy na to, że ich poprzednie działania tego dnia zwieńczone zostały sukcesem. Jej wróżba spełniała się. Jej i Morpheusa. Czego nie dotknął - zakwitało. – Może wybierzesz się tam ze mną następnym razem? Bardzo liczę że będzie tam jakiś interesujący duch. Co byłby to za zamek bez ducha?
Rozmowa o duchach i posiadłościach Anthony'ego musiała jednak poczekać bo szczur i bardzo rzeczowe rozmowy o sposobach pozbywania się szkodników. Nagła zmiana tonu Guinevere'y nie umknęło jej uwadze. Obrócił się w stronę swojej egipskiej przyjaciółki i poczuł dziwne mrowienie, niezręczność wynikającą z jej umiejętności przemiany w zwierzę. Byłby ostatnim, który powinien burzyć się na ten pomysł, zwłaszcza, jeśli kilka ostatnich lat poświęcał tęsknemu wypatrywaniu wspólnych delegacji z było nie było wilkołakiem. Erik jednak nigdy nie przemieniał się przy nim, jego współpracownica Tahira również wolała trzymać demonicznego węża na wodzy. Odzwierzęce klątwy fascynowały go, a animagia choć nie była klątwą, niejako stała obok jako ta milsza siostra bliźniaczka. Sam nigdy nie miał wystarczająco czasu by nauczyć się tej sztuki. Jak miałby wykonywać swoją pracę z jakimś liściem pod językiem? A jakby pomylił roślinę? Cóż to byłoby za marnotrastwo czasu.
Skinął głową, przypatrując jej się z uwagą, wyczekując przemiany i tego co miało zaraz nastąpić. Lekarka, archeolożka, wróżbitka… kot goniący za szczurem.
– Twoja pomoc byłaby nieoceniona… – starał się brzmieć możliwie naturalnie, lata praktyki umożliwiały mu ukrywanie prawdziwych uczuć, w tym fascynacji procesem przemiany, głęboko poza powierzchnią toczonej konwersacji. – Mam nadzieję, że zareaguje dobrze. Cóż byłoby to za miejsce spotkań, gdyby przychodziły na nie niechciane gryzonie.