04.09.2026, 18:53 ✶
Ciche uderzenia przechodziły w delikatny szum. Ciepłe krople spływały po krzywiznach twarzy i szat. Wzbierająca wilgoć znaczyła swoim ciężarem szarpane niedawno wiatrem jasne włosy. Blond kosmyki jeden po drugim opływały lśniącym całunem rysy twarzy poddając się ciężarowi życiodajnej wody. Jak złote łany spływały po szarym, coraz cięższym płaszczu. Delikatnie rozchylone usta, lśniące niczym czerwone maki pośród złocistych pól wypuszczały rwane oddechy. W każdym wydechu dało się niemal usłyszeć westchnienie. Jakby mimowolny, nieuświadomiony żal za czymś większym, co właśnie przemija zostawiając po sobie nieugaszoną energię.
Błękitne oczy Ceolsige lśniły szeroko otwarte. Rozszerzone źrenice pozostawały otwartym zwierciadłem emocji jakie napędzały jej rozgrzaną krew, pchaną szybkim rytmem mocnych uderzeń serca. Widziała postać przed sobą, mimo, że jeszcze przed chwilą była pewna, że niemal ją czuje. Wrażenie płynięcia wraz z deszczem i szybowania wraz z wiatrem powoli gasło pozostawiając tęsknotę za tym wrażeniem. Obserwowała oblicze czarownicy, i to jak ciepła woda spływa po jej rysach, po jej włosach, po jej szatach.
Ciała samo zareagowało. Nie zauważyła tego jak jej dłonie zacisnęły się mocniej w reakcji na słabnący chwyt. Oddech jej zamarł w jednym dłuższym wydechu kiedy Helloise oparła się o nią. Czując nowy ciężar, wrażenie jak namiastka doświadczenia jakie przed chwilą było jej udziałem poddała się szumowi jaki wzbierał w uszach. Zaczerpnęła głębiej powietrza czując ten delikatny, miękki dodatkowy opór. Pod rękoma poczuła materiał szaty, jaki okalał plecy Helloise. Objęła ją w tali, delikatnie, instynktownie.
Dotyk rozgrzanej skóry, na policzku sprawił, że poruszyła głową oddając gest. Powoli poruszyła głową sprawiając, że oba lica deliaktnie pogładziły swą wilgotną od deszczu powierzchnie w cichej pieszczocie odgarniając mokre kosmyki w ślad własnego ruchu. Przymknęła oczy poddając się uczuciom, które pływały niebezpiecznie blisko znanym jej doświadczeń z jej zwyczajowych zuchwałym form spędzania czasu. Ekscytacja, adrenalina, podniecenie były tak podobne…
Drgnęła nie wiedząc czy na wrażenie głosu czy na ściekającą po plecach wilgoć deszczu jaka przelałą się przez kołnież. Instynktownie obróciła głowę poddając się naturze.
A jednak dotyk zmalał. Ciepło przepływające przez złączoną skórę zgasło ustępując chłodnej wilgoci krople. Przytrzymała ją mocniej w geście sprzeciwu wobec nadchodzącego rozdzielenia. Rozchyliła oczy spoglądając drapieżnie zza zmrużonych powiek na czarownicę. Pobieżnie, od niechcenia przeniosła spojrzenie na polanę pod ich stopami. Wydawała się pusta. Już zbierała głębszy wdech by renegocjować warunki w celu zabezpieczenia zdecydowanie bardziej kuszącego skarbu gdy jej oczy padły na wbitą w ziemię różdżkę. Na berberysowej rękojeści lśniły nanizane dwie złote obrączki. Rzędy drobnych run, lśniły zanikającym karmazynowym światłem przysłaniając szczegóły ich kształtu. - Interesujace. - odparłą cicho przenosząc spojżenie z powrotem na Helloise. - Należę więc do Ciebie, moja droga. - Jej głos nabrał drapieżnego, wyższego tonu. Jej postawa, i zadziorny uśmiech niósł w sobie delikatną groźbę. - Liczę, że będzie to niezapomniana służba.
Błękitne oczy Ceolsige lśniły szeroko otwarte. Rozszerzone źrenice pozostawały otwartym zwierciadłem emocji jakie napędzały jej rozgrzaną krew, pchaną szybkim rytmem mocnych uderzeń serca. Widziała postać przed sobą, mimo, że jeszcze przed chwilą była pewna, że niemal ją czuje. Wrażenie płynięcia wraz z deszczem i szybowania wraz z wiatrem powoli gasło pozostawiając tęsknotę za tym wrażeniem. Obserwowała oblicze czarownicy, i to jak ciepła woda spływa po jej rysach, po jej włosach, po jej szatach.
Ciała samo zareagowało. Nie zauważyła tego jak jej dłonie zacisnęły się mocniej w reakcji na słabnący chwyt. Oddech jej zamarł w jednym dłuższym wydechu kiedy Helloise oparła się o nią. Czując nowy ciężar, wrażenie jak namiastka doświadczenia jakie przed chwilą było jej udziałem poddała się szumowi jaki wzbierał w uszach. Zaczerpnęła głębiej powietrza czując ten delikatny, miękki dodatkowy opór. Pod rękoma poczuła materiał szaty, jaki okalał plecy Helloise. Objęła ją w tali, delikatnie, instynktownie.
Dotyk rozgrzanej skóry, na policzku sprawił, że poruszyła głową oddając gest. Powoli poruszyła głową sprawiając, że oba lica deliaktnie pogładziły swą wilgotną od deszczu powierzchnie w cichej pieszczocie odgarniając mokre kosmyki w ślad własnego ruchu. Przymknęła oczy poddając się uczuciom, które pływały niebezpiecznie blisko znanym jej doświadczeń z jej zwyczajowych zuchwałym form spędzania czasu. Ekscytacja, adrenalina, podniecenie były tak podobne…
Drgnęła nie wiedząc czy na wrażenie głosu czy na ściekającą po plecach wilgoć deszczu jaka przelałą się przez kołnież. Instynktownie obróciła głowę poddając się naturze.
A jednak dotyk zmalał. Ciepło przepływające przez złączoną skórę zgasło ustępując chłodnej wilgoci krople. Przytrzymała ją mocniej w geście sprzeciwu wobec nadchodzącego rozdzielenia. Rozchyliła oczy spoglądając drapieżnie zza zmrużonych powiek na czarownicę. Pobieżnie, od niechcenia przeniosła spojrzenie na polanę pod ich stopami. Wydawała się pusta. Już zbierała głębszy wdech by renegocjować warunki w celu zabezpieczenia zdecydowanie bardziej kuszącego skarbu gdy jej oczy padły na wbitą w ziemię różdżkę. Na berberysowej rękojeści lśniły nanizane dwie złote obrączki. Rzędy drobnych run, lśniły zanikającym karmazynowym światłem przysłaniając szczegóły ich kształtu. - Interesujace. - odparłą cicho przenosząc spojżenie z powrotem na Helloise. - Należę więc do Ciebie, moja droga. - Jej głos nabrał drapieżnego, wyższego tonu. Jej postawa, i zadziorny uśmiech niósł w sobie delikatną groźbę. - Liczę, że będzie to niezapomniana służba.