Wiedziała, że po Spalonej mieli braki kadrowe, ale nie wyobrażała sobie, jak można do akcji wrzucać dwóch młodzików, którzy jeszcze do końca nie wiedzą, jak powstępować, albo gdzie szukać. Wydawało jej się oczywiste, że powinni być na doczepkę do jakiegoś doświadczonego brygadzisty, albo na trzeciego do jakiejś innej pary (w której obowiązkowo powinien być przynajmniej jeden brygadzista, który wie już co robi), żeby nie mieli czegoś takiego, jak tutaj dzisiaj, gdzie koncertowo marnowało się czas dwójki aurorów, którzy zdecydowanie mieli co robić. Jak to było, że żeby zostać aurorem potrzebowałeś dwa lata przepracować w brygadzie, potem trzy lata uczyć się i jeszcze zdać egzamin – gdy wiec zaczynali pracę jako auror, wiedzieli dokładnie jak sprawy prowadzić i co robić, znali procedury, a do brygady wystarczyło się zapisać i… zdać jakieś wstępne egzaminy i jazda w teren.
Rzeczywiście cierpliwość Victorii co do chamskich odzywek od strony Atreusa była obecnie w takim punkcie, że była niewielka i właśnie na to potrzebowała czasu, by napełnić znowu tę czarę. Właśnie dlatego było to teraz takie kruche, a jednak w obliczu frustracji związanej z pracą brygadzistów, chyba oboje woleli ten swój kruchy rozejm gdzieś z boku.
– Jaka znowu głowa – Victoria popatrzyła na Atreusa tak, jakby mówił do niej w jakimś obcym języku, a nie po angielsku. Bo ona nie słyszała o żadnej głowie i z pewnością nie wiedziała, co to ma wspólnego ze Stanleyem. – Po Beltane byłam trochę zajęta nieco innymi rzeczami, ale mogłeś tego nie zauważyć – burknęła przy tym. A przez „trochę” miała na myśli… całkiem sporo, bo wtedy właśnie Victoria myślała, że traci rozum, że coś jest nie tak z jej pamięcią i ogólnie… Był to taki czas, gdzie była bardziej skupiona na sobie, a nie na jakichś plotkach.