Ustaliły bardzo istotne fakty. Był dla siebie najlepsze, nie było sensu tego podważać, to idealnie działało, więc nie było potrzeby o tym dyskutować, tak po prostu miało być. Mogły przejść na drugą stronę ulicy, gdzie widziały szyld, który mógł obiecywać wiele. Droga była bardzo podstępna, musiały sobie pomagać, aby jakoś trzymać się na nogach, zaliczyły uderzenie o drzwi, później próbowały złapać równowagę… udało im się, bo jak wiadomo współpraca popłaca, a one nie pierwszy raz były partnerkami w zbrodni.
Wspólnymi siłami próbowały się dogadać z mężczyzną, który pojawił się w drzwiach - nie wyglądał szczególnie sympatycznie, ale najwyraźniej ich to nie odrzuciło. Mówiły - na zmianę jedna i druga, na pewno był w stanie je zrozumieć.
- Bardso wrażflife. - Dodała jeszcze Prue, bo naprawdę akurat tymi informacjami wolałaby się nie dzielić, bo przecież ustaliły wcześniej z Cressidą, że jak je o to ktoś zapyta, to będzie niezręcznie. Zwłaszcza, że na pewno były w odpowiednim wieku do tatuowania się, nie sądziła, aby ktokolwiek mógł mieć co do tego wątpliwości, co innego co do jasności ich umysłów, ale to była inna sprawa.
- Tak, pan nas chyba pszyjmnie. - Pokiwała jeszcze głową, najwyraźniej to miał być jej szczęśliwy dzień, okazja sama się przytrafiła, musiała z niej skorzystać, prawda? Nie mogła tak po prostu przejść obok swojego marzenia, już za chwilę miała je spełnić.
Mężczyzna nie wyglądał na szczególnie zadowolonego, ale najwyraźniej zaakceptował to, że te dwie panny nie zamierzały odpuścić, nie miał zresztą żadnych klientów, nadal tu stał, więc mógł wziąć kogoś z ulicy. Otworzył drzwi, aby zachęcić je do wejścia do środka.
- Ja tesz mam miejse. - Odpowiedziała z entuzjazmem, mieli miejsce, gdzie mogła zrobić sobie tatuaż, ale również doskonale wiedziała, gdzie na jej ciele miał się znaleźć, czyż nie składało się idealnie? No jak, że nie, wszystko szło po jej myśli. Faktycznie wcale nie najprostsze okazało się pokonywanie kolejnej przestrzeni, ale jakoś udało jej się wejść do salonu.
- Na pewno nas nie zabije… - Nie wiedzieć skąd w ogóle miała taką pewność, skoro wlazły do pracowni zupełnie obcego typa. - Szy moge siem tu połosżyć? - Wskazała na coś, co wyglądało jak kozetka, uznała, że było to miejsce, gdzie mógł nad nią pracować. - Wie pan so, ja bym schciała takie dwa skrzydełka nietoperze, nad tyłkiem, na lęźdżwiach, jak zwał tak zwał, o tuuuu - Pokazała jeszcze dokładnie miejsce o które jej chodziło, żeby nie daj Merlinie się nie pomylił.
Jak powiedziała tak się stało, położyła się na tej śmiesznej kozetce, prawie zasnęła, a pan łysy typ zrobił jej tatuaż nad dupą.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control