05.09.2026, 08:47 ✶
- Że co? - powtórzyła Brenna z niezrozumieniem, gdy Victoria zaczęła recytować coś, co brzmiało, jakby próbowała przywołać demony albo jakoś tak. Spojrzała nawet na nią przez ramię, chcąc się upewnić, że wszystko w porządku, ale Lestrange nie zaczęła lewitować i jej głowa nie wirowała w kółko, więc chyba jednak żadne demony nie wchodziły w grę. - Ale jeśli dobrze rozumiem, nie wiadomo tak naprawdę, co działo się z nimi na początku? W sensie, zanim to trafiły.
Brenna dźwignęła się na nogi i cofnęła, kiedy czar Victorii nie otworzył przejścia, za to na moment ukazał kilka punkcików. Przypatrywała się im przez chwilę z namysłem, ale wychodziło na to, że to tędy wyciągnięto mandragory: zapewne gdzieś na zewnątrz, może nocą, kiedy ludzie wędrujący po okolicy z wielkim pakunkiem mogli łatwo skryć się w mroku. Wystarczyło tak naprawdę parę prostych zaklęć, aby nikt ich nie wypatrzył, w końcu w okolicy towarzystwa nie było ani tłumów, ani żadnych patroli.
- Trzeba wyjść i zobaczyć, co jest z drugiej strony, chociaż na otwartym powietrzu trop będzie dużo trudniej chwycić - stwierdziła w końcu. Ale warto było zbadać, którędy prawdopodobnie stąd wyszli, jaką drogę mogli obrać później… i oczywiście dowiedzieć się czy Mirabella wiedziała o tym przejściu oraz kto wiedzieć mógł. – Zapach znika za ścianą, więc jestem pewna, że wyciągnęli je tędy… Hm, sądzisz, że osoba, która je przeciągnęła, musiała znać się na runach?
Te punkciki coś takiego sugerowały, ale Brenna właśnie nie znała się. To że nie umiała tego otworzyć nie miało jednak większego znaczenia, i miała wrażenie, że niekoniecznie nawet speca muszą tu przyprowadzać, skoro zagadka tego, jakim cudem mandragory znikły z zamkniętego pomieszczenia, właśnie się rozwiązała. Za to bardziej interesująca była odpowiedź na pytanie: ktoś z towarzystwa się na tym znał?
Obróciła się: dopiero teraz mogła dostrzec, co Victoria znalazła, wcześniej zbyt skupiona na zapach i drzwiach. Żadne robótki ręczne nic jej jednak nie mówiły, przynajmniej nie w tej chwili.
Brenna dźwignęła się na nogi i cofnęła, kiedy czar Victorii nie otworzył przejścia, za to na moment ukazał kilka punkcików. Przypatrywała się im przez chwilę z namysłem, ale wychodziło na to, że to tędy wyciągnięto mandragory: zapewne gdzieś na zewnątrz, może nocą, kiedy ludzie wędrujący po okolicy z wielkim pakunkiem mogli łatwo skryć się w mroku. Wystarczyło tak naprawdę parę prostych zaklęć, aby nikt ich nie wypatrzył, w końcu w okolicy towarzystwa nie było ani tłumów, ani żadnych patroli.
- Trzeba wyjść i zobaczyć, co jest z drugiej strony, chociaż na otwartym powietrzu trop będzie dużo trudniej chwycić - stwierdziła w końcu. Ale warto było zbadać, którędy prawdopodobnie stąd wyszli, jaką drogę mogli obrać później… i oczywiście dowiedzieć się czy Mirabella wiedziała o tym przejściu oraz kto wiedzieć mógł. – Zapach znika za ścianą, więc jestem pewna, że wyciągnęli je tędy… Hm, sądzisz, że osoba, która je przeciągnęła, musiała znać się na runach?
Te punkciki coś takiego sugerowały, ale Brenna właśnie nie znała się. To że nie umiała tego otworzyć nie miało jednak większego znaczenia, i miała wrażenie, że niekoniecznie nawet speca muszą tu przyprowadzać, skoro zagadka tego, jakim cudem mandragory znikły z zamkniętego pomieszczenia, właśnie się rozwiązała. Za to bardziej interesująca była odpowiedź na pytanie: ktoś z towarzystwa się na tym znał?
Obróciła się: dopiero teraz mogła dostrzec, co Victoria znalazła, wcześniej zbyt skupiona na zapach i drzwiach. Żadne robótki ręczne nic jej jednak nie mówiły, przynajmniej nie w tej chwili.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.