05.09.2026, 10:34 ✶
— Ceo! — pisnęła błagalnie. Ceolsige właśnie sprzedała ją własnej siostrze jak informację na Nokturnie! Selkie natychmiast postanowiła mówić dalej zanim którakolwiek z kobiet zdołałaby wyciągnąć z jej pierwszego zdania zbyt pochopne wnioski. — Czy naprawdę najlepszym momentem na przypominanie mi o moim obowiązku składania raportów rodzinnych jest chwila, w której Urd najwyraźniej rozważa wykreślenie mnie z drzewa genealogicznego?
Po raz wtóry tego wieczoru (choć Brynja zaczynała już podejrzewać, że rachowanie nieszczęść jest zajęciem równie jałowym, co liczenie kropli deszczu spływających po szybie) odniosła wrażenie, że świat, który jeszcze przed chwilą pozostawał na swoim miejscu, począł z wolna przechylać się pod jej stopami. Ku jej nieszczęściu, właśnie przypadła jej rola głównej winowajczyni.
Własna krew zaczęła pulsować w uszach zbyt głośno, zagłuszając resztę świata. Słowa Urd o otchłani i śmierci odbijały się echem od jej żołądka, wywołując mdły posmak paniki. Nie zamierzała jednak dać po sobie poznać, że słowa te ugodziły ją boleśnie.
Przeniosła wzrok na Ceolsige. Jej twarz była niczym doskonale utrzymana maska — spokojna, opanowana. Wazon zaś, który jeszcze przed chwilą zdobił salon, leżał na podłodze w kilku kawałkach. A twarz Urd… płonęła czerwienią. Brynja przełknęła ślinę.
— Nie zataiłam nic — zaczęła i sama usłyszała, jak chudziutko to zabrzmiało. — Widywałam już gorsze rzeczy w… w barze, kiedy ktoś… Nie zamierzałam ukrywać niczego przed tobą, Urd. Po prostu… nie wiedziałam, jak zacząć.
Bardzo niewinne zdziwienie pojawiło się w jej oczach.
— Może łaskawie porozmawiamy o tym, co naprawdę istotne? Na przykład o tym, ile dokładnie miłych chwil należy spędzić z jedną kobietą, aby druga siostra uznała, że najwyższy czas zostać o nich poinformowaną? — spojrzenie Brynji nabrało podejrzanej iskry w stronę kuzynki. — Nie zamykaj mnie w akwarium. I tak mam już dość glonów na głowie po ostatnim wypadzie.
Spojrzała wymownie na własne włosy, kiedy złapała za końcówki.
Po raz wtóry tego wieczoru (choć Brynja zaczynała już podejrzewać, że rachowanie nieszczęść jest zajęciem równie jałowym, co liczenie kropli deszczu spływających po szybie) odniosła wrażenie, że świat, który jeszcze przed chwilą pozostawał na swoim miejscu, począł z wolna przechylać się pod jej stopami. Ku jej nieszczęściu, właśnie przypadła jej rola głównej winowajczyni.
Własna krew zaczęła pulsować w uszach zbyt głośno, zagłuszając resztę świata. Słowa Urd o otchłani i śmierci odbijały się echem od jej żołądka, wywołując mdły posmak paniki. Nie zamierzała jednak dać po sobie poznać, że słowa te ugodziły ją boleśnie.
Przeniosła wzrok na Ceolsige. Jej twarz była niczym doskonale utrzymana maska — spokojna, opanowana. Wazon zaś, który jeszcze przed chwilą zdobił salon, leżał na podłodze w kilku kawałkach. A twarz Urd… płonęła czerwienią. Brynja przełknęła ślinę.
— Nie zataiłam nic — zaczęła i sama usłyszała, jak chudziutko to zabrzmiało. — Widywałam już gorsze rzeczy w… w barze, kiedy ktoś… Nie zamierzałam ukrywać niczego przed tobą, Urd. Po prostu… nie wiedziałam, jak zacząć.
Bardzo niewinne zdziwienie pojawiło się w jej oczach.
— Może łaskawie porozmawiamy o tym, co naprawdę istotne? Na przykład o tym, ile dokładnie miłych chwil należy spędzić z jedną kobietą, aby druga siostra uznała, że najwyższy czas zostać o nich poinformowaną? — spojrzenie Brynji nabrało podejrzanej iskry w stronę kuzynki. — Nie zamykaj mnie w akwarium. I tak mam już dość glonów na głowie po ostatnim wypadzie.
Spojrzała wymownie na własne włosy, kiedy złapała za końcówki.
Destiny can't be earned or returned
I feel when I question, my skin starts to burn
Why does my skin start to burn?
Love was the law and religion was taught, I'm not bought
Feel when we argue, our skin starts to rot
I feel when I question, my skin starts to burn
Why does my skin start to burn?
Love was the law and religion was taught, I'm not bought
Feel when we argue, our skin starts to rot