05.09.2026, 15:39 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.09.2026, 15:48 przez Samuel McGonagall.)
To był…
chichot
To był śmiech, śmieszek, chichocik roznoszący się echem. Szelest. Bieg. Daleko. Ale też trochę obok.
Sam obrócił głową, jego zmysły nie wyostrzyły się, ale zaczął odczuwać niepokój. Gdyby nie miał towarzystwa, mógłby po prostu przemienić się w krogulca i polecieć tam, gdzie była sosna. Ale miał towarzystwo i nie zamierzał jej porzucić na pastwę… duchów? Zjaw? Nastrój udzielił mu się może aż nazbyt.
– Chodźmy. – To był dobry plan, chociaż to nie były wiewiórki.
W pewnym momencie pod nogą poczuł nienaturalną twardość i chrupnięcie. Opuścił głowę i zobaczył… czerwony samochodzik. Kółko odpadło pod ciężarem jego stopy. Już się pochylał, aby podnieść zabawkę, już drugą tego wieczoru i ocenić czy da się ją jeszcze naprawić, gdy z ich lewej strony rozległ się wysoki pisk płoszący stado czarnych ptaszydeł, które momentalnie wzbiły się w powietrze.
Krzyk równie nagle co się pojawił to zniknął, a Samuel całkiem precyzyjnie mógł określić kierunek z którego się dobywał.
– W Kniei... w Kniei też są takie miejsca. Uroczyska... Nie wiem. Byłaś tu wczoraj, czy też Cię to spotkało? Jeśli to głodne duchy, to lepiej byłoby zawrócić. Jesteś utalentowaną wiedźmą, ale chyba nie jesteś przy tym egzorcystką, prawda? – W sumie założył, że duch jeśli kogoś chciałby opętać to jego. Po chwili jednak dotarło do niego, że mógłby chcieć opanować Septimę, co jeszcze bardziej postawiło jego ciało w gotowości. Nie dbał o siebie, ale ona musiała wrócić do domu, do swojego ojca, do całego życia, które przed nią stało. – To na pewno nie są widma z Kniei. – Nie byli w Kniei, ale czy było możliwe, że te stworzenia rozprzestrzeniały się jeszcze bardziej? Słyszał plotki, że zaczęły wychodzić na ulice Doliny Godryka, ale ten las był wiele, wiele mil stąd.
– Jeśli będziemy musieli uciekać... Możesz się teleportować, czy ja mam spróbować nas przenieść? – Nie był w tym zbyt wprawny, ale zakładał, że nawet jeśli galopowałby w niedźwiedziej formie, to przeklęta niematerialna dusza mogłaby być szybsza. Nawet nie zauważył, że mówiąc to wszystko ruszył powoli skradać się do źródła krzyku, tych... rozbudzonych wiewiórek. Poprawił chwyt na różdżce, którą otrzymał od jej ojca i był gotowy. Szmer, ruch. Nagle coś przeskoczyło między drzewami, zdało mu się, ze jest jednak bardziej materialne niż niematerialne więc próbę przywołania tego do nich...
Translokacja ◉◉◉○○ na przyciągnięcie do siebie cienia przemykającego między krzaczorami
chichot
To był śmiech, śmieszek, chichocik roznoszący się echem. Szelest. Bieg. Daleko. Ale też trochę obok.
Sam obrócił głową, jego zmysły nie wyostrzyły się, ale zaczął odczuwać niepokój. Gdyby nie miał towarzystwa, mógłby po prostu przemienić się w krogulca i polecieć tam, gdzie była sosna. Ale miał towarzystwo i nie zamierzał jej porzucić na pastwę… duchów? Zjaw? Nastrój udzielił mu się może aż nazbyt.
– Chodźmy. – To był dobry plan, chociaż to nie były wiewiórki.
W pewnym momencie pod nogą poczuł nienaturalną twardość i chrupnięcie. Opuścił głowę i zobaczył… czerwony samochodzik. Kółko odpadło pod ciężarem jego stopy. Już się pochylał, aby podnieść zabawkę, już drugą tego wieczoru i ocenić czy da się ją jeszcze naprawić, gdy z ich lewej strony rozległ się wysoki pisk płoszący stado czarnych ptaszydeł, które momentalnie wzbiły się w powietrze.
Krzyk równie nagle co się pojawił to zniknął, a Samuel całkiem precyzyjnie mógł określić kierunek z którego się dobywał.
– W Kniei... w Kniei też są takie miejsca. Uroczyska... Nie wiem. Byłaś tu wczoraj, czy też Cię to spotkało? Jeśli to głodne duchy, to lepiej byłoby zawrócić. Jesteś utalentowaną wiedźmą, ale chyba nie jesteś przy tym egzorcystką, prawda? – W sumie założył, że duch jeśli kogoś chciałby opętać to jego. Po chwili jednak dotarło do niego, że mógłby chcieć opanować Septimę, co jeszcze bardziej postawiło jego ciało w gotowości. Nie dbał o siebie, ale ona musiała wrócić do domu, do swojego ojca, do całego życia, które przed nią stało. – To na pewno nie są widma z Kniei. – Nie byli w Kniei, ale czy było możliwe, że te stworzenia rozprzestrzeniały się jeszcze bardziej? Słyszał plotki, że zaczęły wychodzić na ulice Doliny Godryka, ale ten las był wiele, wiele mil stąd.
– Jeśli będziemy musieli uciekać... Możesz się teleportować, czy ja mam spróbować nas przenieść? – Nie był w tym zbyt wprawny, ale zakładał, że nawet jeśli galopowałby w niedźwiedziej formie, to przeklęta niematerialna dusza mogłaby być szybsza. Nawet nie zauważył, że mówiąc to wszystko ruszył powoli skradać się do źródła krzyku, tych... rozbudzonych wiewiórek. Poprawił chwyt na różdżce, którą otrzymał od jej ojca i był gotowy. Szmer, ruch. Nagle coś przeskoczyło między drzewami, zdało mu się, ze jest jednak bardziej materialne niż niematerialne więc próbę przywołania tego do nich...
Translokacja ◉◉◉○○ na przyciągnięcie do siebie cienia przemykającego między krzaczorami
Rzut Z 1d100 - 22
Akcja nieudana
Akcja nieudana