06.09.2026, 18:40 ✶
Z Moną, Jonathanem i Jessiem, kupuje płaszcz
- Wie pani co, ja wezmę taki płaszcz, to jest uniwersalny rozmiar? - oznajmił Hannibal czarownicy ze stoiska z odzieżą, pewien, że jego wymamrotana nieopatrznie myśl utonęła w jarmarcznym gwarze.
Ulgę zmąciła propozycja Jaspera. Zapomniał, że trzymał go za rękaw, że w tłumie stali na tyle blisko siebie, by to nie mógł być przypadek.
Damn it.
Z drugiej strony, podejrzewał, że tego mu właśnie było trzeba. To znaczy, zaraz po alkoholu i okazjonalnych nocach wypełnionych obcymi, niewiele znaczącymi dłońmi, no ale w tych kwestiach nie bardzo mógł oczekiwać pomocy od przyjaciela. Z trzeciej - szturchnięcie mogło być równie dobrze poszukiwaniem kontaktu. Być może Jessie pytał we własnym interesie. Hannibal przestąpił z nogi na nogę i oparł się o niego ramieniem pod pozorem robienia miejsca czarodziejowi chcącemu przyjrzeć się towarom z drugiej strony.
- Hmm? - mruknął, sięgając po portfel i odbierając swój pakunek - Świetna myśl, tylko nie poturbuj mnie za bardzo przed premierą! - odpowiedział lekko. Uśmiech wrócił na swoje miejsce. Przy odrobinie szczęścia żadne z jego kuzynów nie zdążyło się zorientować.
- Jonathaaaan! - zajęczał ostentacyjnie i natrętnie, wypełniając dźwiękiem przestrzeń między sobą a momentem słabości - Kupuj płaszcz, tobie też pasuje zieleń, będziemy jak z jednej drużyny! Mona, bierzesz owoce?
Tak naprawdę to nie potrzebowali płaszczy, by zaznaczyć swoją przynależność. Selwyni trzymali się razem. Hannibal planował przesunąć się między trójką towarzyszy, podążając za impulsem schowania się bardziej w środku, otoczenia się swoimi ale zanim zdążył wykonać ruch, na jego wolnej flance pojawiła się znajoma twarz. Drobna, okolona ciemnymi włosami i zarumieniona.
- Daj spokój, nie można tak… - mówiła, słabo opierając się drugiej dziewczynie, ciągnącej ją za rękę w stronę Hannibala.
- Penny, proszę, znasz go, a ja muszę mieć autograf! Pięć minut go nie zbawi przecież!
I tyle ze schowania się.
Selwyn posłał przepraszające spojrzenie Jessiemu i okręcił się zgrabnie w stronę nowoprzybyłych, przybierając swój stardardowy medialny uśmiech.
- Penny! - przywitał ją, jakby doskonale pamiętał jej imię. Może zresztą tak było - nie co dzień przychodziło mu w końcu ratować młode czarownice od napaści - Jak się masz?
Objął ją krótko, niezobowiązująco, wolnym ramieniem. Penny zarumieniła się.
- Hej, przepraszam, nie chcemy przeszkadzać, ale…
- May, pamiętasz mnie? - weszła jej w słowo druga, piegowata blondynka z zadartym nosem i szparą między przednimi zębami. Hannibal nie pamiętał. - Spotkaliśmy się w Ministerstwie, wtedy, jak się paliło!
- May… - powtórzył Hannibal. Faktycznie, po tym, jak w Spaloną Noc przegonili wraz z Henrym napastującego Penny mężczyznę i odprowadzili dziewczynę do bezpiecznego atrium Ministerstwa Magii, ta przedstawiła go napotkanym tam przyjaciółkom. Czy może raczej - przedstawiła przyjaciółki jemu, bo Hannibala Selwyna dziewczyny doskonale znały.
Oblicze blondynki rozjaśniło się w zachwycie.
- Pamiętasz mnie?… - zapytała z niedowierzaniem. Nie pamiętał, ale nie zamierzał wyprowadzać jej z błędu.
- Taką noc trudno zapomnieć - stwierdził wymijająco - Dobrze was widzieć całe i zdrowe.
Starannie unikał pytania o pozostałe uczestniczki wydarzeń albo o bezpieczny powrót do domów. Tak było bezpieczniej - nie wiadomo, czy dziewczyny w ogóle miały jeszcze jakieś domy.
- Ciebie też - odezwała się Penny - Dzięki jeszcze raz za wtedy. Wyobraź sobie, że tej facet w ogóle nie wrócił do domu po Spalonej Nocy!
Trudno było dziwić się słabo skrywanej uldze w jej głosie i chociaż wyobraźnia podsuwała wiele mało przyjemnych scenariuszy wyjaśniających nieobecność napastnika, Hannibal doskonale pamiętał również to, co facet wykrzykiwał do dziewczyny. Na Merlina, śnił o tym skurwielu tamtej nocy! Ukrył wzdrygnięcie pod wzruszeniem ramion i uśmiechnął się mało przyjemnie.
- I dobrze - a potem, chcąc odwrócić uwagę od nieprzyjemnych myśli, zapytał - Słyszałem coś o autografach? Macie pióro? Na czym byś chciała ten podpis, May? - zapytał o ton niżej, obrzucając May takim spojrzeniem, jakby szukał miejsca na autograf na jej ciele. May zachichotała, najwyraźniej zachwycona atencją. Penny wydobyła z torebki pióro i aktualny program The Globe.
- Ooo, cudownie! - uwaga aktora zwróciła się ku brunetce - Macie osiemnaście, prawda? - Uzyskawszy potwierdzenie, odebrał od niej program i zamaszystym ruchem zakreślił pozycję "Ekstaza Merlina". "Widzimy się na spektaklu!" - napisał obok, a następnie dodał: "Dla Penelope, dzięki której mogłem zostać bohaterem. Dzięki!" i podpisał się.
- Zapraszam w październiku na "Ekstazę", serio - oznajmił, a potem nachylił się ku nim i konspiracyjnym szeptem dodał - Jest rozbierana scena!
Dziewczęta zachichotały.
Złożywszy autograf również w podsuniętym przez May pamiętniku, bardziej generyczny, ale za to opatrzony serduszkiem, poświęcił jeszcze chwilę na small talk o towarach na kiermaszu, pogodzie i jesiennym repertuarze teatralnym, a potem uściskał obie swoje fanki i pożegnał z poczuciem dobrze spełnionego PR-owego obowiązku.
- Wie pani co, ja wezmę taki płaszcz, to jest uniwersalny rozmiar? - oznajmił Hannibal czarownicy ze stoiska z odzieżą, pewien, że jego wymamrotana nieopatrznie myśl utonęła w jarmarcznym gwarze.
Ulgę zmąciła propozycja Jaspera. Zapomniał, że trzymał go za rękaw, że w tłumie stali na tyle blisko siebie, by to nie mógł być przypadek.
Damn it.
Z drugiej strony, podejrzewał, że tego mu właśnie było trzeba. To znaczy, zaraz po alkoholu i okazjonalnych nocach wypełnionych obcymi, niewiele znaczącymi dłońmi, no ale w tych kwestiach nie bardzo mógł oczekiwać pomocy od przyjaciela. Z trzeciej - szturchnięcie mogło być równie dobrze poszukiwaniem kontaktu. Być może Jessie pytał we własnym interesie. Hannibal przestąpił z nogi na nogę i oparł się o niego ramieniem pod pozorem robienia miejsca czarodziejowi chcącemu przyjrzeć się towarom z drugiej strony.
- Hmm? - mruknął, sięgając po portfel i odbierając swój pakunek - Świetna myśl, tylko nie poturbuj mnie za bardzo przed premierą! - odpowiedział lekko. Uśmiech wrócił na swoje miejsce. Przy odrobinie szczęścia żadne z jego kuzynów nie zdążyło się zorientować.
- Jonathaaaan! - zajęczał ostentacyjnie i natrętnie, wypełniając dźwiękiem przestrzeń między sobą a momentem słabości - Kupuj płaszcz, tobie też pasuje zieleń, będziemy jak z jednej drużyny! Mona, bierzesz owoce?
Tak naprawdę to nie potrzebowali płaszczy, by zaznaczyć swoją przynależność. Selwyni trzymali się razem. Hannibal planował przesunąć się między trójką towarzyszy, podążając za impulsem schowania się bardziej w środku, otoczenia się swoimi ale zanim zdążył wykonać ruch, na jego wolnej flance pojawiła się znajoma twarz. Drobna, okolona ciemnymi włosami i zarumieniona.
- Daj spokój, nie można tak… - mówiła, słabo opierając się drugiej dziewczynie, ciągnącej ją za rękę w stronę Hannibala.
- Penny, proszę, znasz go, a ja muszę mieć autograf! Pięć minut go nie zbawi przecież!
I tyle ze schowania się.
Selwyn posłał przepraszające spojrzenie Jessiemu i okręcił się zgrabnie w stronę nowoprzybyłych, przybierając swój stardardowy medialny uśmiech.
- Penny! - przywitał ją, jakby doskonale pamiętał jej imię. Może zresztą tak było - nie co dzień przychodziło mu w końcu ratować młode czarownice od napaści - Jak się masz?
Objął ją krótko, niezobowiązująco, wolnym ramieniem. Penny zarumieniła się.
- Hej, przepraszam, nie chcemy przeszkadzać, ale…
- May, pamiętasz mnie? - weszła jej w słowo druga, piegowata blondynka z zadartym nosem i szparą między przednimi zębami. Hannibal nie pamiętał. - Spotkaliśmy się w Ministerstwie, wtedy, jak się paliło!
- May… - powtórzył Hannibal. Faktycznie, po tym, jak w Spaloną Noc przegonili wraz z Henrym napastującego Penny mężczyznę i odprowadzili dziewczynę do bezpiecznego atrium Ministerstwa Magii, ta przedstawiła go napotkanym tam przyjaciółkom. Czy może raczej - przedstawiła przyjaciółki jemu, bo Hannibala Selwyna dziewczyny doskonale znały.
Oblicze blondynki rozjaśniło się w zachwycie.
- Pamiętasz mnie?… - zapytała z niedowierzaniem. Nie pamiętał, ale nie zamierzał wyprowadzać jej z błędu.
- Taką noc trudno zapomnieć - stwierdził wymijająco - Dobrze was widzieć całe i zdrowe.
Starannie unikał pytania o pozostałe uczestniczki wydarzeń albo o bezpieczny powrót do domów. Tak było bezpieczniej - nie wiadomo, czy dziewczyny w ogóle miały jeszcze jakieś domy.
- Ciebie też - odezwała się Penny - Dzięki jeszcze raz za wtedy. Wyobraź sobie, że tej facet w ogóle nie wrócił do domu po Spalonej Nocy!
Trudno było dziwić się słabo skrywanej uldze w jej głosie i chociaż wyobraźnia podsuwała wiele mało przyjemnych scenariuszy wyjaśniających nieobecność napastnika, Hannibal doskonale pamiętał również to, co facet wykrzykiwał do dziewczyny. Na Merlina, śnił o tym skurwielu tamtej nocy! Ukrył wzdrygnięcie pod wzruszeniem ramion i uśmiechnął się mało przyjemnie.
- I dobrze - a potem, chcąc odwrócić uwagę od nieprzyjemnych myśli, zapytał - Słyszałem coś o autografach? Macie pióro? Na czym byś chciała ten podpis, May? - zapytał o ton niżej, obrzucając May takim spojrzeniem, jakby szukał miejsca na autograf na jej ciele. May zachichotała, najwyraźniej zachwycona atencją. Penny wydobyła z torebki pióro i aktualny program The Globe.
- Ooo, cudownie! - uwaga aktora zwróciła się ku brunetce - Macie osiemnaście, prawda? - Uzyskawszy potwierdzenie, odebrał od niej program i zamaszystym ruchem zakreślił pozycję "Ekstaza Merlina". "Widzimy się na spektaklu!" - napisał obok, a następnie dodał: "Dla Penelope, dzięki której mogłem zostać bohaterem. Dzięki!" i podpisał się.
- Zapraszam w październiku na "Ekstazę", serio - oznajmił, a potem nachylił się ku nim i konspiracyjnym szeptem dodał - Jest rozbierana scena!
Dziewczęta zachichotały.
Złożywszy autograf również w podsuniętym przez May pamiętniku, bardziej generyczny, ale za to opatrzony serduszkiem, poświęcił jeszcze chwilę na small talk o towarach na kiermaszu, pogodzie i jesiennym repertuarze teatralnym, a potem uściskał obie swoje fanki i pożegnał z poczuciem dobrze spełnionego PR-owego obowiązku.