07.09.2026, 00:34 ✶
Nie próbowała zatrzymać jej słowami. Zauważyła, jak szybko Millie wróciła do tego, co potrafiła najlepiej - do śladów, faktów, drobnych nieprawidłowości, które dla większości osób pozostawałyby jedynie przypadkowymi szczegółami. Przeniosła wzrok na fiolki, które brygadzistka ostrożnie zabezpieczała, a później na fragment runicznego zabezpieczenia odwzorowany w notesie. To właśnie ta część pracy mówiła o niej więcej niż wszystkie wcześniejsze słowa. Moody mogła być chaotyczna, niecierpliwa i boleśnie bezpośrednia, ale kiedy już coś przyciągnęło jej uwagę, potrafiła patrzeć z niezwykłą dokładnością.
Astoria nie była jednak równie skłonna podzielać jej pewności.
- Do wieczora? - powtórzyła spokojnie. Nie zabrzmiało to jak drwina. Raczej jak chłodne zakwestionowanie wniosku, który został wyciągnięty zbyt szybko. - Mam nadzieję, że masz rację. Naprawdę - zaczęła neutralnym tonem. - Ale obraz wart tyle, co ten, nie znika przypadkiem. Ktoś musiał wiedzieć, czego szuka, kiedy zabezpieczenia są najsłabsze i przede wszystkim jak je obejść.
Jej spojrzenie zatrzymało się na twarzy Millie. Nie było już w nim wcześniejszego chłodu. Została czujność.
- A skoro ktoś poświęcił wystarczająco dużo czasu, żeby przygotować wszystko z taką precyzją, byłabym ostrożna z zakładaniem, że równie szybko pozwoli się znaleźć.
Zrobiła krótką pauzę, po czym spojrzała na fiolki.
- Zabezpieczyłaś wszystko, czego potrzebujesz?
Dopiero po uzyskaniu odpowiedzi pozwoliła sobie na odrobinę bardziej osobistą obserwację. Przyglądała się czarownicy przez moment, jakby próbowała dostrzec pod szarym mundurem i zawodową pewnością siebie tę samą dziewczynę, która kilka miesięcy wcześniej siedziała przed sztalugą.
- Dobrze. Nie będę cię zatrzymywać. Skoro rzeczywiście jesteś tu wyłącznie od zabezpieczenia śladów, nie ma sensu, żebym zabierała ci więcej czasu.
Przez moment wyglądała tak, jakby chciała powiedzieć coś jeszcze, lecz ostatecznie zrezygnowała. Nie zamierzała pytać, czy dziewczyna rzeczywiście jeszcze malowała. Nie zamierzała pytać, dlaczego tak łatwo wyrzuciła z życia coś, w czym kiedyś - pomimo całego swojego chaosu - naprawdę próbowała się odnaleźć. To nie była już jej sprawa.
Detektyw pojawił się w galerii dopiero wtedy, gdy większość pracowników zdążyła już opuścić budynek. Czarownica przekazała mu całą przygotowaną przez siebie dokumentację. Jego postawa była spokojna i wyważona. Nie bagatelizował sprawy, ale też nie zachowywał się tak, jakby kradzież jednego obrazu była końcem świata. Przyjął informacje, przejrzał dokumenty i obiecał skontaktować się, gdy tylko uda mu się coś ustalić.
Następnego ranka Astoria siedziała znów za biurkiem, choć od kilku minut nie robiła właściwie niczego, co mogłoby usprawiedliwiać tak wczesne pojawienie się w gabinecie. Przed nią leżał otwarty plik dotyczący skradzionego obrazu, uporządkowany z tą samą pedantyczną dokładnością co poprzedniego wieczoru, lecz kolejne strony pozostawały nietknięte. Westchnęła cicho, prostując się za biurkiem.
Czekała. Nie lubiła czekać, kiedy sprawa nie znajdowała się już w jej rękach. Wbrew całemu sceptycyzmowi, który poprzedniego dnia nakazywał jej ostrożność, naprawdę miała nadzieję, że obraz wróci jeszcze tego ranka.
Astoria nie była jednak równie skłonna podzielać jej pewności.
- Do wieczora? - powtórzyła spokojnie. Nie zabrzmiało to jak drwina. Raczej jak chłodne zakwestionowanie wniosku, który został wyciągnięty zbyt szybko. - Mam nadzieję, że masz rację. Naprawdę - zaczęła neutralnym tonem. - Ale obraz wart tyle, co ten, nie znika przypadkiem. Ktoś musiał wiedzieć, czego szuka, kiedy zabezpieczenia są najsłabsze i przede wszystkim jak je obejść.
Jej spojrzenie zatrzymało się na twarzy Millie. Nie było już w nim wcześniejszego chłodu. Została czujność.
- A skoro ktoś poświęcił wystarczająco dużo czasu, żeby przygotować wszystko z taką precyzją, byłabym ostrożna z zakładaniem, że równie szybko pozwoli się znaleźć.
Zrobiła krótką pauzę, po czym spojrzała na fiolki.
- Zabezpieczyłaś wszystko, czego potrzebujesz?
Dopiero po uzyskaniu odpowiedzi pozwoliła sobie na odrobinę bardziej osobistą obserwację. Przyglądała się czarownicy przez moment, jakby próbowała dostrzec pod szarym mundurem i zawodową pewnością siebie tę samą dziewczynę, która kilka miesięcy wcześniej siedziała przed sztalugą.
- Dobrze. Nie będę cię zatrzymywać. Skoro rzeczywiście jesteś tu wyłącznie od zabezpieczenia śladów, nie ma sensu, żebym zabierała ci więcej czasu.
Przez moment wyglądała tak, jakby chciała powiedzieć coś jeszcze, lecz ostatecznie zrezygnowała. Nie zamierzała pytać, czy dziewczyna rzeczywiście jeszcze malowała. Nie zamierzała pytać, dlaczego tak łatwo wyrzuciła z życia coś, w czym kiedyś - pomimo całego swojego chaosu - naprawdę próbowała się odnaleźć. To nie była już jej sprawa.
Detektyw pojawił się w galerii dopiero wtedy, gdy większość pracowników zdążyła już opuścić budynek. Czarownica przekazała mu całą przygotowaną przez siebie dokumentację. Jego postawa była spokojna i wyważona. Nie bagatelizował sprawy, ale też nie zachowywał się tak, jakby kradzież jednego obrazu była końcem świata. Przyjął informacje, przejrzał dokumenty i obiecał skontaktować się, gdy tylko uda mu się coś ustalić.
Następnego ranka Astoria siedziała znów za biurkiem, choć od kilku minut nie robiła właściwie niczego, co mogłoby usprawiedliwiać tak wczesne pojawienie się w gabinecie. Przed nią leżał otwarty plik dotyczący skradzionego obrazu, uporządkowany z tą samą pedantyczną dokładnością co poprzedniego wieczoru, lecz kolejne strony pozostawały nietknięte. Westchnęła cicho, prostując się za biurkiem.
Czekała. Nie lubiła czekać, kiedy sprawa nie znajdowała się już w jej rękach. Wbrew całemu sceptycyzmowi, który poprzedniego dnia nakazywał jej ostrożność, naprawdę miała nadzieję, że obraz wróci jeszcze tego ranka.
learn the rules
then break some
then break some