07.09.2026, 16:40 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.09.2026, 06:53 przez Brenna Longbottom.)
– Hm… jest tak specyficzny, że może Mirabella będzie wiedziała, do kogo należy?
Brenna normalnie nie zwracała dużej uwagi na cudze kubki, ale jeśli miały jakiś nietypowy wzór albo napis, to czasem spojrzenie samo ku nim wędrowało. A i to był ewidentnie obcy język, co też mogło stanowić jakąś podpowiedź.
– W takim razie chyba mamy odpowiedź, jak stąd wyszli.
Czyli faktycznie teren zielony. A jak już stąd znikli, to w okolicy pewnie stosunkowo łatwo było się poruszać tak, aby nie zwrócić na siebie zbyt wielkiej uwagi.
– Jasne, od tego zaczniemy… – zaczęła, a potem urwała, gdy Victoria to wszystko wyliczyła. Po prawdzie Brenna początkowo nie przywiązała do tego znaleziska takiej wagi: ktoś mógł zostać wywołany stąd w pośpiechu albo wybiegł podczas Spalonej, gdy z nieba posypał się popiół… ale jak Victoria tak to przedstawiała… – Sądzisz, że mogła tu być w momencie kradzieży? I że ktoś jej coś zrobił? – spytała, spoglądając na szczątki kubka. Brały pod uwagę, ba, nawet zakładały, że ktoś z wewnątrz brał udział w tej kradzieży. Może należało założyć jednak także, że komuś zrobiono krzywdę? Porwano? Zmuszono do współpracy?
Już bez słowa wyciągnęła świece, a potem ułożyła ja w krąg. Weszła do środka i usiadła, na wszelki wypadek, nie chcąc ryzykować, że zrobi się jej słabo albo coś takiego.
– Odpal je, proszę – poprosiła Victorię co do świec, sama woląc na razie nie rzucać zaklęć związanych z ogniem. Było tu trochę przedmiotów, z którymi mogła spróbować „porozmawiać”: te tuby, potłuczone rzeczy, robótka – o ile Lestrange miała rację i coś się stało osobie, które je trzymała, bo inaczej pewnie nie miałyby odpowiednio dużego ładunku emocjonalnego. W każdym razie… odetchnęła kilka razy, próbując rozluźnić spięte na myśl o ogniu mięśnie, zacisnęła powieki, a potem Brenna spróbowała coś chwycić: jakiś ślad wydarzeń, do których tutaj doszło.
widmowidzenie
Brenna normalnie nie zwracała dużej uwagi na cudze kubki, ale jeśli miały jakiś nietypowy wzór albo napis, to czasem spojrzenie samo ku nim wędrowało. A i to był ewidentnie obcy język, co też mogło stanowić jakąś podpowiedź.
– W takim razie chyba mamy odpowiedź, jak stąd wyszli.
Czyli faktycznie teren zielony. A jak już stąd znikli, to w okolicy pewnie stosunkowo łatwo było się poruszać tak, aby nie zwrócić na siebie zbyt wielkiej uwagi.
– Jasne, od tego zaczniemy… – zaczęła, a potem urwała, gdy Victoria to wszystko wyliczyła. Po prawdzie Brenna początkowo nie przywiązała do tego znaleziska takiej wagi: ktoś mógł zostać wywołany stąd w pośpiechu albo wybiegł podczas Spalonej, gdy z nieba posypał się popiół… ale jak Victoria tak to przedstawiała… – Sądzisz, że mogła tu być w momencie kradzieży? I że ktoś jej coś zrobił? – spytała, spoglądając na szczątki kubka. Brały pod uwagę, ba, nawet zakładały, że ktoś z wewnątrz brał udział w tej kradzieży. Może należało założyć jednak także, że komuś zrobiono krzywdę? Porwano? Zmuszono do współpracy?
Już bez słowa wyciągnęła świece, a potem ułożyła ja w krąg. Weszła do środka i usiadła, na wszelki wypadek, nie chcąc ryzykować, że zrobi się jej słabo albo coś takiego.
– Odpal je, proszę – poprosiła Victorię co do świec, sama woląc na razie nie rzucać zaklęć związanych z ogniem. Było tu trochę przedmiotów, z którymi mogła spróbować „porozmawiać”: te tuby, potłuczone rzeczy, robótka – o ile Lestrange miała rację i coś się stało osobie, które je trzymała, bo inaczej pewnie nie miałyby odpowiednio dużego ładunku emocjonalnego. W każdym razie… odetchnęła kilka razy, próbując rozluźnić spięte na myśl o ogniu mięśnie, zacisnęła powieki, a potem Brenna spróbowała coś chwycić: jakiś ślad wydarzeń, do których tutaj doszło.
widmowidzenie
Rzut PO 1d100 - 6
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.