Bywała w wielu malowniczych miejscach, nieczęsto jednak miała przyjemność podziwiać te widoki. Zazwyczaj jej wizyty wiązały się po prostu z wykonaniem zadania, najczęściej w samym środku nocy, pośrodku niczego. Taka robota, czy coś, rzadko kiedy był czas na przyjemności. Drzewa, krzaki, błoto w większości miejsc wyglądały właściwie podobnie, zwłaszcza w samym środku nocy.
Stała więc za swoim kuzynem, spoglądając w dół. Woda była ciemna, musiała być kurewsko zimna, zważając na to, że mieli końcówkę października, niby w Walii zdarzało jej się morsować, jednak nie miała w dzisiejszym bingo kąpieli w rzece chuj wie gdzie. Zdecydowanie wolałaby nie sprawdzać, czy ta kładka nadaje się do użytku, a jako, że Benjy sam zgłosił się na ochotnika - to przecież nie mogła mu odmówić tej przyjemności. Pewnie też nie chciał zaliczyć kąpieli w zimnej wodzie, ale jednak zadecydował, że to właśnie on pójdzie pierwszy. Wyjątkowo nie wchodziła mu w drogę, nie sugerowała, że to ona powinna pójść pierwsza, zamiast tego zaoferowała, że może go asekurować, to wydawało jej się być całkiem w porządku. Nie mogła pozwolić, żeby wpadł do tej nieszczęsnej rzeki, wystarczyło, że ostatnio podczas wspólnej wyprawy prawie wyzionął ducha, musiała o niego dbać…
- Jak chcesz, nie będę się narzucać. - Cóż, chciała być miła - wyszło jak zawsze. Nie chciała być nadgorliwa, jeśli nie chciał jej wsparcia, to nie zamierzała się wpierdalać, prosta sprawa.
Przystanęła jednak tuż za nim, kiedy powoli zaczynał swoją wędrówkę. Obserwowała mężczyznę uważnie, trzymała różdżkę w górze, gdyby pojawiły się jakieś okoliczności, których nie przewidzieli, ale tylko po to. Nie zamierzała łagodzić jego ewentualnego upadku, bo tego nie chciał.
Szedł powoli, ostrożnie - było to całkiem rozsądne, chociaż Ger zastanawiała się, czy bardziej skuteczne nie byłoby po prostu przebiegnięcie przez nią i nie patrzenie pod nogi. Jak wiadomo jednak, każdy miał swoje metody. Pierwsze kroki poszły nie najgorzej - nadal stał, jednak nie mogło być zbyt kolorowo, prawda? Widziała jak przeniósł gwałtownie ciężar na jedną stronę, to sugerowało, że z podłożem było coś nie tak. Przymknęła jedno oko, chyba nie do końca chcąc patrzeć na jego upadek. Udało mu się jakoś uniknąć nieprzyjemnego lądowania. Mimo swojej dosyć sporej masy był bardzo zwinny, czmychnął przed dziurą w desce. Zrobił to naprawdę fenomenalnie, chociaż oczywiście nie powiedziała tego na głos, jeszcze za bardzo by to wziął do siebie.
Prawa część kładki zaczęła pękać, nie sądziła, żeby miała wytrzymać zbyt długo. - Lepiej zapierdalaj, jeśli nie chcesz wylądować w wodzie. - Rzuciła jeszcze w eter, chcąc go nieco popędzić, wolałaby, aby uniknął spotkania z rzeką. Sama zaś wiedziała już w jaki sposób przemierzy tę nieszczęsny, niestabilny mostek.
Wyciągnęła różdżkę, mruknęła pod nosem zaklęcie, mogło wydawać się, że rozpłynęła się w ciemności, nie pozostał po niej żaden ślad, ale były to tylko pozory. Jej ludzkie ciało nie należało do lekkich, jednak jako skunks? Jako skuns ważyła tyle, co nic, bez problemu powinno jej się udać utrzymać je na kładce.
Ruszyła przed siebie, trzymając się lewej strony kładki, szła bardzo zwinnie, szybko, omijała wszelkie ubytki w deskach. Uważała na nie, bo w zwierzęcej formie łatwiej było jej po prostu wpaść w jakąś dziurę.