08.09.2026, 00:26 ✶
Helloise sama nie potrafiła dokładnie przypomnieć sobie, gdzie w Snowdonii widziała ten krajobraz, to ukształtowanie terenu i to drzewo. Uroczysko. Jęła więc zrazu rozmyślać nad tym, komu pośle rysunki Guinevere. Czy matce, czy może jednak najstarszemu z braci? Matka była w domu wiekiem najbardziej zaawansowana, a roślinność należała do wielkich jej zamiłowań. A jednak zdawało jej się, że to brat mógł więcej tajemniczych zakamarków rezerwatu zwiedzić z ich ojcem za życia staruszka. Być może nie było sensu się nad tym zastanawiać. Zapewne Helloise będzie mogła pokazać obrazy obojgu, jeśliby się na jednym zawiodła.
— Dziękuję ci. — Czarownica wzięła rysunki od McGonagall, lecz nie chowała ich, jakby liczyła, że coś jeszcze się wśród pociągnięć ołówka objawi. Nie czekało tam już na nią jednakże nic, niezależnie od tego, ile razy spuściła podczas rozmowy wzrok na kartki.
— W Walii. — Potwierdziła dodatkowo skinieniem głowy. — Tak przynajmniej sądzę. A może się mylę? — kontynuowała w skupieniu, jakby do siebie, po czym równie nagle się z tego nieobecnego skupienia otrząsnęła i znów patrzyła bystro na Guinevere: — Czy byłaś kiedyś w Walii? To bardzo piękne miejsce. — Westchnęła, wspomniawszy góry i lasy rodzinnych stron.
Dawno temu odeszła z tego miejsca, gdzie uczyła się od maleńkości, jak rozpoznać dźwięk bicia smoczych skrzydeł wśród skalistych gór. Teraz koleje losu próbowały wygnać ją z lasu w Dolinie, gdzie później znalazła schronienie.
Czy raczej nie koleje losu, a widma, Czarny Pan i Ministerstwo. Wszyscy równo winni.
Nie roztkliwiała się nad sobą wiedźma mimo to i słuchała z uwagą o wróżbach, odkrawając sobie na ślepo kawałek ciasta. Oparła łokieć o blat, złożyła na ręce głowę i tak słuchała, a to, o czym mówiła Ginny, doskonale wpasowywało się w jej obraz świata. Helloise wierzyła, że bogowie i absolut są poniekąd tym samym, a już z pewnością bytami jednorodnymi. Magię zaś widziała jako iskrę od tych bogów pochodzącą i pozostawioną ludziom. Wszystkie więc trzy — magia, bogowie, absolut — mogły być źródłem poznania przyszłości.
— Próbowałam kiedyś o wróżeniu czytać — przyznała wiedźma, zgodnie z prawdą zresztą — ale to się okazały studia dla mnie za głębokie. Za dużo tego… — zawiesiła głos. — Dużo się poświęciłam roślinom, więc wiem, ile trzeba oddać, żeby mieć biegłość w takich szerokich dziedzinach. Wystarczyło, ile liznęłam wróżbiarstwa w szkole, żebym wiedziała, że nigdy mi nie starczy na to czasu i głowy. Lubię za to słuchać, jak wróżbici opowiadają. — Uśmiechnęła się sennie. — Byłam ostatnio na weselu. Właśnie w Walii. I wróżbita mi czytał z lotu ptaków. Mój brat potrafi z ptasiego kału wyczytać, jakie ptak ma choroby, ale to nie tak imponujące, jak wykradanie ptactwu znaków przyszłości.
— Dziękuję ci. — Czarownica wzięła rysunki od McGonagall, lecz nie chowała ich, jakby liczyła, że coś jeszcze się wśród pociągnięć ołówka objawi. Nie czekało tam już na nią jednakże nic, niezależnie od tego, ile razy spuściła podczas rozmowy wzrok na kartki.
— W Walii. — Potwierdziła dodatkowo skinieniem głowy. — Tak przynajmniej sądzę. A może się mylę? — kontynuowała w skupieniu, jakby do siebie, po czym równie nagle się z tego nieobecnego skupienia otrząsnęła i znów patrzyła bystro na Guinevere: — Czy byłaś kiedyś w Walii? To bardzo piękne miejsce. — Westchnęła, wspomniawszy góry i lasy rodzinnych stron.
Dawno temu odeszła z tego miejsca, gdzie uczyła się od maleńkości, jak rozpoznać dźwięk bicia smoczych skrzydeł wśród skalistych gór. Teraz koleje losu próbowały wygnać ją z lasu w Dolinie, gdzie później znalazła schronienie.
Czy raczej nie koleje losu, a widma, Czarny Pan i Ministerstwo. Wszyscy równo winni.
Nie roztkliwiała się nad sobą wiedźma mimo to i słuchała z uwagą o wróżbach, odkrawając sobie na ślepo kawałek ciasta. Oparła łokieć o blat, złożyła na ręce głowę i tak słuchała, a to, o czym mówiła Ginny, doskonale wpasowywało się w jej obraz świata. Helloise wierzyła, że bogowie i absolut są poniekąd tym samym, a już z pewnością bytami jednorodnymi. Magię zaś widziała jako iskrę od tych bogów pochodzącą i pozostawioną ludziom. Wszystkie więc trzy — magia, bogowie, absolut — mogły być źródłem poznania przyszłości.
— Próbowałam kiedyś o wróżeniu czytać — przyznała wiedźma, zgodnie z prawdą zresztą — ale to się okazały studia dla mnie za głębokie. Za dużo tego… — zawiesiła głos. — Dużo się poświęciłam roślinom, więc wiem, ile trzeba oddać, żeby mieć biegłość w takich szerokich dziedzinach. Wystarczyło, ile liznęłam wróżbiarstwa w szkole, żebym wiedziała, że nigdy mi nie starczy na to czasu i głowy. Lubię za to słuchać, jak wróżbici opowiadają. — Uśmiechnęła się sennie. — Byłam ostatnio na weselu. Właśnie w Walii. I wróżbita mi czytał z lotu ptaków. Mój brat potrafi z ptasiego kału wyczytać, jakie ptak ma choroby, ale to nie tak imponujące, jak wykradanie ptactwu znaków przyszłości.
dotknij trawy