Starała się nie onieśmielić Dogmy bardziej, niż to już miało miejsce, bo podejrzewała, że może to mieć miejsce, gdy czarownica już połączyła imiona i ich nazwiska z twarzami i nagłówkami w gazetach. Poza tym ta starsza czarownica nie była w żadnym razie o nic oskarżona, naprawdę chcieli się tylko wywiedzieć w sytuacji, prowadząc to śledztwo w zasadzie od nowa. Rzeczy, które im powiedziały były ciekawe – o tym, że mandragory przeniesiono ponownie do miejsca, w którym to się zaczęło, że znowu były tam razem, że czarownica, która się nimi opiekowała, po Spalonej Nocy musiała w zasadzie uciekać z Anglii… ileż było jeszcze takich ludzi, którzy zostali tutaj z niczym? Podziekowali Dogmie i życzyli jej miłego dnia.
Gdy zaś poszli w swoją stronę (czyli losowo do przodu), Victoria wyciągnęła swój notatnik, by zapisać w nim kilka rzeczy.
Pamiętała Urquarta, bo to chyba był ten sam człowiek, który tak drażnił ludzi podczas próby zbadania właściwości mandragory? Aoife… Lestrange zmarszczyła brwi, próbując sobie przypomnieć… podczas spotkania była tam jakąś starą czarownica, ale Victoria nie miała z nią żadnych interakcji, pomagała za to przy stanowisku, które badało ziemię z tuby. Czy to była właśnie ta Aoife, która straciła dom?
Podzieliła się z Atreusem swoimi przemyśleniami, tłumacząc mi też przy okazji, że członków towarzystwa dzieli się na dwie grupy: tych bogatszych, którzy sypali niemałymi knutami, i tych biedniejszych, którzy “odpracowywali” przy roślinach, jak najpewniej Dogma.
– Może ktoś, kto płaci za członkostwo będzie wiedzieć coś więcej… – zasugerowała zamyślona. To nie tak, że Dogma powiedziała im za mało czy coś w tym rodzaju, absolutnie nie, ale może było jeszcze coś, co mówiono w Towarzystwie? – Proponuję się rozejrzeć za kimś, kto nie będzie się zajmował przekopywanie roślin czy czymś w tym rodzaju – podsunęła. – A na koniec może zostawimy sobie Mirabellę?