08.09.2026, 15:44 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.09.2026, 15:53 przez Hannibal Selwyn.)
Zawahał się przez chwilę, rozważając, czy daltonizm Anthony'ego nie był przypadkiem jakąś tajemnicą. Prawdę mówiąc nie pamiętał, skąd w ogóle o nim wie - czy wspominał o tym ktoryś z jego kuzynów? Ostatecznie postanowił zignorować swoją wątpliwość.
- Wzburzone morze. A propos, jak się czujesz w aktach? - rzucił konwersacyjnym tonem. Mógłby powiesić jakiś sensualny obraz w swojej nowej sypialni. Gdyby mógł mieć coś namalowanego przez przyjaciółkę, tym lepiej.
Pierwszy z czterech rozłożonych przed Hannibalem piernikowych ludzików został obsypany wiórkami kokosowymi, a na głowę dostał zdecydowanie przesadną ilość brązowych kuleczek. Hannibal przysunął do siebie drugiego ludzika i rozejrzał się po blacie. Sięgnął po czekoladową posypkę.
- Nie wchodziłbym w to - mruknął, nie podnosząc wzroku znad pierniczka.
Ostrożnie zanurzył głowę ludzika w płatkach białej czekolady, a potem umieścił w jego twarzy dwa cukrowe, niebieskie ziarenka.
- Woli, albo po prostu tak się przyzwyczaił. On… kurczę, on nie ma nikogo tak naprawdę, co? - powiedział cicho. Jego urażone przez Henry'ego ego było w końcu tylko rewersem współczucia - Nie wyobrażam sobie, tego. Musi mu być strasznie trudno.
Hannibal był samodzielny od ukończenia Hogwartu. Nawet po Spalonej Nocy robił wszystko, by tę samodzielność udowodnić rodzicom i nie mierzyć się z choćby propozycjami powrotu do rodzinnej posiadłości. Wbrew temu, co mowili nieżyczliwi, był przekonany, że i bez ujcowskiej protekcji wybiłby się na scenie…
Wciąż jednak był otoczony rodziną. Mona dwa piętra niżej, Jonathan i Robert zawsze gdzieś na peryferiach jego codzienności. Mama, pośrednicząca tyle razy między nim a ojcem i nawet ten ojciec, nierzadko bliżej, niż Hannibal by chciał… Drzewo było tylko tak silne, jak jego korzenie. Selwyn nie znał się na drzewach, ale znał się na ludziach i kiedy nie tak znowu dawno siedział w Mabon przy wspólnym stole, kiedy potem przy whisky i herbacie przekomarzał się z kuzynami, kiedy obudził się na fotelu w mieszkaniu Jonathana, okryty przez kogoś kocem… jego rodzina nie była idealna, ale zawsze była oparciem.
Następny piernikowy ludzik otrzymał jasnobrązowe włosy i ubranko z czegoś czarnego, co Hannibal miał nadzieję, że nie było lukrecją.