Victoria sama pamiętała, jak to było dołączyć do brygady uderzeniowej. Egzamin wstępny nie był przesadnie trudny, gdy miało się głowę na karku, a później… później trzeba było dobrze trafić: najlepiej pod skrzydła kogoś, kto chce cię czegoś nauczyć, a nie jedynie robić tak, żeby się nie narobić (współczuła każdemu, kto trafiłby na takiego Aidana… albo Stanleya, gdy jeszcze pracował). Niby wystarczyło mieć odrobinę samozaparcia i ambicji i wszystkiego można było się nauczyć samemu, ale to były kwestie jedynie teoretyczne. Ta praca wymagała pewnej elastyczności i zdolności dopasowywania się do sytuacji, a warunki niestety lubiły się bardzo zmieniać.
I gdyby nie to, że jej się dzisiaj spieszyło, to może nauczyłaby tych młodzików tego czy owego, bo najwyraźniej bardzo tego potrzebowali, a ich przełożony ewidentnie miał to w dupie (i może to z nim powinna sobie uciąć pogawędkę… widziała już jak czmychnął sobie w trakcie czynności, zamiast ich pilnować, może liczył na to, że aurorzy zrobią to za niego… ale to jutro – jutro sobie z nim porozmawia, detektyw czy nie, tak to nie powinno wyglądać. Może nawet jutro będzie to miało większy impakt, bo zdąży sobie pomyśleć, że nikt nie ma żadnych uwag a tu o, wielka czarna gwiazda śmierci mu się zwali na głowę).
– …co? – wyrwało się jej i popatrzyła na Atreusa już teraz nie, jakby mówił do niej w innym języku, ale jakby był z innej planety (pomijając te wszystkie tekściki w Czarownicy o tym, że kobiety są z Wenus w mężczyźni z Marsa, a które doprowadzały Victorię każdorazowo do głośnego prychnięcia). Ktoś podrzucił Harper głowę do biura? To znaczy jeśli chodziło o Beltane… okej coś słyszała o tym, że szefowa biura stoczyła tam walkę, choć miało jej tam nie być, ale Victoria w ogóle tego nie widziała. Ogólnie to mało co widziała, bo jak nie była zajęta rozpraszaniem tych dziwnych świateł, to próbowała pochwycić śmierciożerców (i nawet dwóch udało się złapać… ale nie zdążyli ich aresztować, niestety), a potem starała się nie zostać zmiażdżona na papkę przez żywiołaka, który rzucał w nich głazami.
Teraz już nawet udało jej się otworzyć usta, które ułożyły się w niemalże idealnie zdziwione „o”.
– To czyja to była glowa…? I czemu nie było na ten temat żadnego komunikatu? Ja naprawdę nic nie słyszałam – jasne, Atreus pewnie po powrocie do biura w maju pierwsze co, to udało się na ploteczki, ale Victoria wtedy próbowała zrozumieć co się z nią dzieje i trochę już miała dość „przypadkowych” wycieczek, żeby ją sobie pooglądać, tym bardziej że Patrick wziął wtedy urlop. – Tylko nie bardzo wiem, co to ma wspólnego z Borginem, pomijając te paskudne główki w tym równie obskurnym sklepie na Nokturnie, który prowadzi jego rodzina. On przestał się pokazywać w pracy dopiero jakieś dwa miesiące później.