Nie da się ukryć, że Ger nie należała raczej do osób szczególnie miłych. Wyrażała swoją troskę o osoby na których jej zależało w bardzo specyficzny sposób. Nie miała oczywiście złych intencji, ale nigdy nie była szczególnie wylewna, czy przyjemna dla otoczenia. Wychowanie na łowczynię potworów robiło swoje, czyniło z niej osobę raczej pragmatyczną. To było jednak mało istotne, bo przecież najważniejsze były intencje, a te miała dobre, czyż nie?
Chciał iść przodem - poszedł przodem. Geraldine obserwowała to w jaki sposób się poruszał, w ciszy, a przynajmniej tak to wyglądało na samym początku, jakby samo to, że się odezwie mogło spowodować, że ta kładka się rozsypie. Benjy radził sobie całkiem nieźle, wydawał się być pewny tego co robi, no do momentu, w którym kładka postanowiła pokazać, że jednak nie jest taka stabilna, jakby się mogło wydawać. Nie zignorował jej sugestii, wziął ją sobie do serca, mówiła, żeby spierdalał to spierdolił, bardzo efektownie.
Ona nie zamierzała pokonywać tej kładki w podobny sposób, przeczuwała, że gdyby na nią weszła ta zapadłaby się do reszty, co wiązałoby się z nieprzyjemną kąpielą w zimnej wodzie. Miała jednak swojego asa w rękawie, zawsze potrafiła zaskakiwać, bardzo mało osób wiedziało o tym, że była animagiem. Nie lubiła się tym chwalić, zresztą nie bez powodu nie zamierzała zarejestrować się w ministerstwie magii. Wolała, aby pozostało to tajemnicą, ciekawostką którą mogła pokazać temu, komu chciała, to znaczy tym najbardziej zaufanym osobom.
Tak więc postanowiła zmienić się w swoją zwierzęcą wersję, oczywiście bez uprzedzenia, bo przecież dlaczego miałaby informować o tym, że zamierza przyjąć postać skunksa? Jak postanowiła tak zrobiła, trwało to ledwie kilka sekund, po chwili bowiem już wchodziła na kładkę, wcale nie bała się tego, że się uszkodzi, bo w tej postaci była bardzo lekka.
Nie umknęło jej pytanie Benjy'ego, który nie dostrzegł jej po drugiej stronie prowizorycznego mostu. Nie mogła się jednak teraz odezwać, ewentualnie pisnąć, czy syknąć, a to raczej nie przyniosłoby mu jakiejkolwiek odpowiedzi. Szła więc nadal przed siebie, podnosząc łapkę za łapką, aż w końcu znalazła się na drugim brzegu tej nieszczęsnej rzeki.
Zatrzymała się na końcu kładki, wtedy uniosła głowę do góry, przez chwilę wpatrywała się w kuzyna, myślał, bardzo intensywnie myślał, niemalże tak, że nad jego głową dało się dostrzec żarówkę, gdy połączył kropki.
Nie żartowała sobie wcale, nawet odrobinę, po prostu skorzystała z jednej z niewielu umiejętności, które mogły jej to ułatwić. Gdy znalazła się w końcu na drugiej stronie, pewnie stała na podłożu przemieniła się znowu w człowieka.
- Niespodzianka. - Rzuciła jeszcze lekko. Lubiła widzieć zdziwienie w oczach innych, kiedy korzystała z tych zdolności związanych z transmutacją. - Transmutacja od początku była jednym z moich ulubionych, szkolnych przedmiotów. - Dodała jeszcze.