08.09.2026, 21:27 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.09.2026, 13:00 przez Benjy Fenwick.)
Jesień, która od kilku tygodni konsekwentnie próbowała przekonać nas, że Anglia nie została stworzona do życia, akurat tego dnia odpuściła sobie deszcz, wiatr i wszystkie pozostałe argumenty na rzecz pozostania pod dachem przy grzańcu i rozpalonym kominku, zostawiając po sobie chłodne, przejrzyste powietrze, blade słońce przesuwające się nisko nad dachami i drzewa, które gubiły wielobarwne liście, kiedy więc padła propozycja, żeby po obiedzie zjedzonym przez nas podczas otwarcia „Zaklętej Łyżeczki” wybrać się jeszcze do Doliny Godryka i złożyć ofiary wotywne tamtejszym wodom, uznałem, że właściwie nie miałem żadnego sensownego powodu, żeby zaprotestować. Cóż, lata mijały, rzeczy się działy, a ponieważ nie nauczyłem się jeszcze, że większość moich życiowych problemów zaczynała się właśnie od zdań w rodzaju „właściwie nie mam żadnego sensownego powodu, aby”, zabrałem płaszcz z oparcia krzesła w restauracji i ruszyłem za Prue, dotrzymując żonie kroku w kierunku, który nam obrała. Miałem przy tym świadomość, że nasze spacery rzadko kończyły się dokładnie tam, gdzie planowaliśmy, ponieważ w moim przypadku zwykłe wyjście po pieczywo potrafiło zakończyć się rozmową z aurorem, interwencją przy jakiejś bramie albo przynajmniej koniecznością wyciągania różdżki z powodu czegoś, co według wszelkich praw natury nie powinno było się wydarzyć, ale tym razem liczyłem na odrobinę spokoju, tym bardziej że cel mieliśmy przecież szczytny.
Sam zwyczaj składania ofiar wodom nie był szczególnie skomplikowany, przynajmniej dopóki nie nie zaczęło się czytać o wszystkich lokalnych odmianach rytuału, wyjątkach, zakazach i drobnych różnicach między tym, co wolno było wrzucić do wody w określonym miejscu, a tym, za co można było dostać po głowie od bóstwa, opiekuna źródła, ducha rzeki albo innej istoty, która uznała się za właściciela akurat tego kawałka mokrej nawierzchni - uznałem więc, iż skoro pomysł powstał, lepiej było zrobić to od razu, jeszcze zanim moja druga połówka dorwała się do adekwatnych zasobów literackich, których przyswajanie mogło zająć jej resztę długich wieczorów pozostałych jeszcze tej jesieni, chociaż jednocześnie ani przez chwilę nie wątpiłem, iż Pruey zdążyła już co nieco wyczytać i przetworzyć, inaczej by nam tego przecież nie zaproponowała, bo - jak i ja - sama z siebie nie była przesadnie religijna i nie sądziłem, aby akurat dzisiaj, choćby nawet pod wpływem uniesienia pod postacią boskich deserów Bertiego Botta, uległo to nagłej zmianie.
Sam zwyczaj składania ofiar wodom nie był szczególnie skomplikowany, przynajmniej dopóki nie nie zaczęło się czytać o wszystkich lokalnych odmianach rytuału, wyjątkach, zakazach i drobnych różnicach między tym, co wolno było wrzucić do wody w określonym miejscu, a tym, za co można było dostać po głowie od bóstwa, opiekuna źródła, ducha rzeki albo innej istoty, która uznała się za właściciela akurat tego kawałka mokrej nawierzchni - uznałem więc, iż skoro pomysł powstał, lepiej było zrobić to od razu, jeszcze zanim moja druga połówka dorwała się do adekwatnych zasobów literackich, których przyswajanie mogło zająć jej resztę długich wieczorów pozostałych jeszcze tej jesieni, chociaż jednocześnie ani przez chwilę nie wątpiłem, iż Pruey zdążyła już co nieco wyczytać i przetworzyć, inaczej by nam tego przecież nie zaproponowała, bo - jak i ja - sama z siebie nie była przesadnie religijna i nie sądziłem, aby akurat dzisiaj, choćby nawet pod wpływem uniesienia pod postacią boskich deserów Bertiego Botta, uległo to nagłej zmianie.
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)