Wczoraj, 23:18 ✶
Rzeczywiście, kiedy ruszyliśmy z powrotem, miałem poczucie, że odwaliliśmy kawał dobrej roboty, chociaż granica pomiędzy „wystarczającą ilością chrustu” a „ilością, którą dwoje ludzi może jeszcze sensownie nieść i się nie zesrać” została ustalona przez nas raczej na zasadzie wzajemnego spojrzenia i uznania, że więcej byłoby już stanowczą przesadą, nawet jak na nas. Co jakiś czas oglądałem się przez ramię, żeby sprawdzić, czy moja towarzyszka nadal za mną szła, za każdym razem widziałem tę samą rudą głowę wystającą ponad gałęzie, więc chyba było spoko - ja tam uważałem ten skrót za całkiem udany…
Nie była to może droga, którą poleciłbym komuś planującemu lokalną wycieczkę krajoznawczą, ale prowadziła w odpowiednim kierunku, z każdym krokiem zbliżając nas do miasteczka, a to było dla mnie najważniejsze w tym momencie, przecinaliśmy więc kolejne fragmenty łąki, przechodziliśmy między drzewami, aby potem ruszyć przez teren prywatny, który z czystym sumieniem traktowałem jednak jako dedykowany i zasłużony szlak, ponieważ znałem właścicieli, pomogłem im zakupić tę działkę i byłem niemal pewien, że nie mieli mieć nic przeciwko temu, że przechodziliśmy przez ich ziemię bez pytania - w końcu nie włamaliśmy się do domu, nie wynosiliśmy sreber ani nie próbowaliśmy kraść koni, chociaż z Rudą byłoby to całkiem łatwe, nie było powodu robić z tego wielkiej sprawy - problem polegał na tym, że najwyraźniej wybrałem trasę, której sam wcześniej nie kojarzyłem tak dobrze, jakbym mógł zakładać. Zorientowałem się o tym natomiast dopiero wtedy, kiedy wyszliśmy spomiędzy jakiejś przecinki na teren, którego kompletnie nie kojarzyłem, zatrzymałem się zatem odruchowo, patrząc przed siebie i próbując rozeznać się w sytuacji, ale najwidoczniej byłem w tym sam, gdyż Heather, która to z kolei najwyraźniej była zajęta pilnowaniem własnej wiązki chrustu i nie spodziewała się, że nagle przestanę iść, wpadła na mnie z rozpędu. Poczułem uderzenie w plecy, zapewne całkiem znaczne z perspektywy Wood, ale niewystarczające, by mną zachwiać ani zrobić mi coś szczególnego, toteż obejrzałem się przede wszystkim po to, żeby sprawdzić, czy nie zgubiła drewna - nie zgubiła, na szczęście, nadal je trzymała - musiałem przyznać, że to było całkiem imponujące, bo po tym wszystkim, przez co przeszliśmy, spodziewałem się, że prędzej czy później połowa chrustu miała skończyć w jakimś rowie. Nie wypadł jej ani jeden patyk, co w tych warunkach należało uznać za osiągnięcie godne odnotowania, nie zdążyłem jednak powiedzieć niczego na ten temat, ponieważ moja uwaga natychmiast wróciła do tego, co znajdowało się przed nami.
Zamiast od razu odpowiedzieć, stałem przez chwilę i patrzyłem przed siebie, próbując zrozumieć, gdzie właściwie trafiliśmy, gdyż naprawdę nie poznawałem tego miejsca. Zamrugawszy, wytężyłem wzrok na teren przed nami i dopiero wtedy zobaczyłem nagrobki - najpierw jeden, potem drugi, trzeci i czwarty - kiedy przyjrzałem się uważniej, dostrzegłem ich znacznie więcej. Dalej między drzewami widać było kolejne groby, a jeszcze dalej fragment kamiennego ogrodzenia, które najwyraźniej wyznaczało granicę prywatnej nekropolii. Kamienne tablice wystawały z wysokiej trawy pod różnymi kątami, niektóre były popękane, inne porośnięte dziką lub zdziczałą roślinnością, kilka niemal całkowicie zniknęło pod ziemią, pomiędzy nimi rosły natomiast stare drzewa, których korzenie miejscami unosiły fragmenty płyt, przez co całość sprawiała wrażenie miejsca, o którym zapomniano wiele lat temu - wyglądało to na fragment terenu, którego nikt od dawna szczególnie nie doglądał, chociaż z pewnością kiedyś było to całkiem zadbane.
Nie myślałem, gdy pozbyłem się ciężaru chrustu, odłożywszy go na bok, ale zaraz potem potrząsnąłem głową i odchrząknąłem, zanim podjąłem temat naszego znaleziska. Gdybym wiedział o tym wcześniej, pewnie zainteresowałbym się sprawą znacznie szybciej, choć nie byłem pewien, czy moi przyjaciele sami mieli świadomość, co dokładnie kupili - nie miałem bladego pojęcia, czy ktoś miał w zwyczaju informować brytyjskich kupujących o takich rzeczach podczas podpisywania dokumentów, ale utwierdziłem się tym samym w przekonaniu, że w przypadku tego konkretnego dworu mogło być jeszcze kilka podobnych niespodzianek ukrytych w piwnicach, za ścianami albo pod podłogą. Przesunąłem wzrok na kolejne płyty, coraz bardziej zainteresowany tym, co właściwie znaleźliśmy. Najwyraźniej przy zakupie nieruchomości warto było sprawdzać nie tylko stan dachu i fundamentów, ale również to, czy na działce nie znajdowało się przypadkiem kilkadziesiąt grobów.
- Niby wiedziałem, sze moi znajomi kupili ten dwól lasem s całym inwentaszem, ale dopielo telas dowiaduję się, sze mają tutaj nawet własnych umalaków. Moja sona byłaby zachwycona. - Mruknąłem, przesuwając językiem po górnym rzędzie zębów - zresztą sam byłem wystarczająco zainteresowany, żeby nie przejść obok tego miejsca obojętnie i nie czułem się z tym ani trochę dziwnie - już sama myśl o reakcji Sunny na takie odkrycie była wystarczająco zabawna, abym uśmiechnął się pod nosem. Znałem ją i wiedziałem, że lekko makabryczne miejsce ukryte na terenie uprzednio zaklątwionej posiadłości zdecydowanie znalazłby się na liście rzeczy, które trzeba było natychmiast obejrzeć, zbadać i prawdopodobnie omówić z kimś, kto znał się na historii tego miejsca. Ja natomiast byłem zwyczajnie ciekawy, do kogo należały te groby i dlaczego nikt nigdy nie wspomniał mi o ich istnieniu. Majątek był stary, więc sama obecność truposzowni nie powinna była mnie dziwić, ale fakt, że przez pół dzieciństwa poruszałem się po różnorakich miejscówkach w okolicach Little Hangleton i nigdy wcześniej jej nie zauważyłem, był już znacznie ciekawszy. Biorąc pod uwagę to, jak często przypadkiem wpadałem na rzeczy, których zdecydowanie nie powinienem był znajdować, uznałem, że odkrycie czyjegoś rodzinnego składowiska na zwłoki było całkiem adekwatnym zwieńczeniem naszego zbierania chrustu.
- Cho. Zobaczymy, co jeszcze tu mają. - Rzuciłem jej krótkie spojrzenie i ruszyłem między nagrobkami, tym razem ostrożniej stawiając każdy krok. Dopiero po chwili zorientowałem się, że Heather nadal trzymała swój chrust, zamiast zostawić go na ziemi, toteż spojrzałem na nią, potem na jej ręce i pokręciłem głową z rozbawieniem.
- Moszesz to odłoszyś, wiesz? Nikt cię tutaj nie ukladnie. - Powiedziawszy to, podszedłem do jednego z najbliższych nagrobków i pochyliłem się nad nim, próbując odczytać wyryte tam nazwisko, chociaż litery były częściowo zatarte przez czas, mech zasłaniał kilka z nich, a data wyglądała na tak starą, że przez chwilę nie byłem nawet pewien, czy dobrze ją odczytałem, przesunąłem więc palcami po kamieniu, aby zeskrobać kilka porostów, ale zaraz cofnąłem dłoń, uznając, że lepiej było go nie dotykać bez potrzeby.
Tyle… Że… Za… Późno…
Nie była to może droga, którą poleciłbym komuś planującemu lokalną wycieczkę krajoznawczą, ale prowadziła w odpowiednim kierunku, z każdym krokiem zbliżając nas do miasteczka, a to było dla mnie najważniejsze w tym momencie, przecinaliśmy więc kolejne fragmenty łąki, przechodziliśmy między drzewami, aby potem ruszyć przez teren prywatny, który z czystym sumieniem traktowałem jednak jako dedykowany i zasłużony szlak, ponieważ znałem właścicieli, pomogłem im zakupić tę działkę i byłem niemal pewien, że nie mieli mieć nic przeciwko temu, że przechodziliśmy przez ich ziemię bez pytania - w końcu nie włamaliśmy się do domu, nie wynosiliśmy sreber ani nie próbowaliśmy kraść koni, chociaż z Rudą byłoby to całkiem łatwe, nie było powodu robić z tego wielkiej sprawy - problem polegał na tym, że najwyraźniej wybrałem trasę, której sam wcześniej nie kojarzyłem tak dobrze, jakbym mógł zakładać. Zorientowałem się o tym natomiast dopiero wtedy, kiedy wyszliśmy spomiędzy jakiejś przecinki na teren, którego kompletnie nie kojarzyłem, zatrzymałem się zatem odruchowo, patrząc przed siebie i próbując rozeznać się w sytuacji, ale najwidoczniej byłem w tym sam, gdyż Heather, która to z kolei najwyraźniej była zajęta pilnowaniem własnej wiązki chrustu i nie spodziewała się, że nagle przestanę iść, wpadła na mnie z rozpędu. Poczułem uderzenie w plecy, zapewne całkiem znaczne z perspektywy Wood, ale niewystarczające, by mną zachwiać ani zrobić mi coś szczególnego, toteż obejrzałem się przede wszystkim po to, żeby sprawdzić, czy nie zgubiła drewna - nie zgubiła, na szczęście, nadal je trzymała - musiałem przyznać, że to było całkiem imponujące, bo po tym wszystkim, przez co przeszliśmy, spodziewałem się, że prędzej czy później połowa chrustu miała skończyć w jakimś rowie. Nie wypadł jej ani jeden patyk, co w tych warunkach należało uznać za osiągnięcie godne odnotowania, nie zdążyłem jednak powiedzieć niczego na ten temat, ponieważ moja uwaga natychmiast wróciła do tego, co znajdowało się przed nami.
Zamiast od razu odpowiedzieć, stałem przez chwilę i patrzyłem przed siebie, próbując zrozumieć, gdzie właściwie trafiliśmy, gdyż naprawdę nie poznawałem tego miejsca. Zamrugawszy, wytężyłem wzrok na teren przed nami i dopiero wtedy zobaczyłem nagrobki - najpierw jeden, potem drugi, trzeci i czwarty - kiedy przyjrzałem się uważniej, dostrzegłem ich znacznie więcej. Dalej między drzewami widać było kolejne groby, a jeszcze dalej fragment kamiennego ogrodzenia, które najwyraźniej wyznaczało granicę prywatnej nekropolii. Kamienne tablice wystawały z wysokiej trawy pod różnymi kątami, niektóre były popękane, inne porośnięte dziką lub zdziczałą roślinnością, kilka niemal całkowicie zniknęło pod ziemią, pomiędzy nimi rosły natomiast stare drzewa, których korzenie miejscami unosiły fragmenty płyt, przez co całość sprawiała wrażenie miejsca, o którym zapomniano wiele lat temu - wyglądało to na fragment terenu, którego nikt od dawna szczególnie nie doglądał, chociaż z pewnością kiedyś było to całkiem zadbane.
Nie myślałem, gdy pozbyłem się ciężaru chrustu, odłożywszy go na bok, ale zaraz potem potrząsnąłem głową i odchrząknąłem, zanim podjąłem temat naszego znaleziska. Gdybym wiedział o tym wcześniej, pewnie zainteresowałbym się sprawą znacznie szybciej, choć nie byłem pewien, czy moi przyjaciele sami mieli świadomość, co dokładnie kupili - nie miałem bladego pojęcia, czy ktoś miał w zwyczaju informować brytyjskich kupujących o takich rzeczach podczas podpisywania dokumentów, ale utwierdziłem się tym samym w przekonaniu, że w przypadku tego konkretnego dworu mogło być jeszcze kilka podobnych niespodzianek ukrytych w piwnicach, za ścianami albo pod podłogą. Przesunąłem wzrok na kolejne płyty, coraz bardziej zainteresowany tym, co właściwie znaleźliśmy. Najwyraźniej przy zakupie nieruchomości warto było sprawdzać nie tylko stan dachu i fundamentów, ale również to, czy na działce nie znajdowało się przypadkiem kilkadziesiąt grobów.
- Niby wiedziałem, sze moi znajomi kupili ten dwól lasem s całym inwentaszem, ale dopielo telas dowiaduję się, sze mają tutaj nawet własnych umalaków. Moja sona byłaby zachwycona. - Mruknąłem, przesuwając językiem po górnym rzędzie zębów - zresztą sam byłem wystarczająco zainteresowany, żeby nie przejść obok tego miejsca obojętnie i nie czułem się z tym ani trochę dziwnie - już sama myśl o reakcji Sunny na takie odkrycie była wystarczająco zabawna, abym uśmiechnął się pod nosem. Znałem ją i wiedziałem, że lekko makabryczne miejsce ukryte na terenie uprzednio zaklątwionej posiadłości zdecydowanie znalazłby się na liście rzeczy, które trzeba było natychmiast obejrzeć, zbadać i prawdopodobnie omówić z kimś, kto znał się na historii tego miejsca. Ja natomiast byłem zwyczajnie ciekawy, do kogo należały te groby i dlaczego nikt nigdy nie wspomniał mi o ich istnieniu. Majątek był stary, więc sama obecność truposzowni nie powinna była mnie dziwić, ale fakt, że przez pół dzieciństwa poruszałem się po różnorakich miejscówkach w okolicach Little Hangleton i nigdy wcześniej jej nie zauważyłem, był już znacznie ciekawszy. Biorąc pod uwagę to, jak często przypadkiem wpadałem na rzeczy, których zdecydowanie nie powinienem był znajdować, uznałem, że odkrycie czyjegoś rodzinnego składowiska na zwłoki było całkiem adekwatnym zwieńczeniem naszego zbierania chrustu.
- Cho. Zobaczymy, co jeszcze tu mają. - Rzuciłem jej krótkie spojrzenie i ruszyłem między nagrobkami, tym razem ostrożniej stawiając każdy krok. Dopiero po chwili zorientowałem się, że Heather nadal trzymała swój chrust, zamiast zostawić go na ziemi, toteż spojrzałem na nią, potem na jej ręce i pokręciłem głową z rozbawieniem.
- Moszesz to odłoszyś, wiesz? Nikt cię tutaj nie ukladnie. - Powiedziawszy to, podszedłem do jednego z najbliższych nagrobków i pochyliłem się nad nim, próbując odczytać wyryte tam nazwisko, chociaż litery były częściowo zatarte przez czas, mech zasłaniał kilka z nich, a data wyglądała na tak starą, że przez chwilę nie byłem nawet pewien, czy dobrze ją odczytałem, przesunąłem więc palcami po kamieniu, aby zeskrobać kilka porostów, ale zaraz cofnąłem dłoń, uznając, że lepiej było go nie dotykać bez potrzeby.
Tyle… Że… Za… Późno…
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)