Gerda,
byłem dzisiaj na mugolskich targach motoryzacyjnych i muszę przyznać, że dawno nie widziałem czegoś takiego. Mieli tam maszyny do wszystkiego, wyobraź to sobie, od takich zwyczajnych samochodów, przez pojazdy wyglądające na stworzone wyłącznie po to, żeby nowy sąsiad mógł udowodnić starym sąsiadom, że ma więcej pieniędzy niż oni - już czaisz, do czego zmierzam, c'nie - aż po coś, co nazywa się „ciągnąwnikiem”, czyli ogromną, ciężką maszynę z wielkimi kołami, przeznaczoną przede wszystkim do jeżdżenia po ziemi i wykonywania różnych prac, które normalny człowiek prawdopodobnie wolałby zrobić przy pomocy magii albo zrzucić na skrzata, ale najwyraźniej mugole mają w tej kwestii inne pomysły. Muszę przyznać, że po raz kolejny przekonałem się, iż ich cywilizacja może być całkiem interesująca, pod warunkiem że ignoruje się fakt, że nie potrafią czarować.
Nie wiem, co jeszcze planujesz tam mieć, ale w każdym razie uważam, że powinnaś wam kupić czarny „ciągownik” „ciągnik” „ciągnownik”. Wyobraź sobie tylko, jak dobrze będzie wyglądał Twój mąż, kiedy pewnego ranka wyjedzie tym cudem techniki przed bramę główną, wysiądzie z niego i zacznie zachowywać się tak, jakby od zawsze był właścicielem najlepszego gospodarstwa rolnego na dzielni. W najgorszym razie będzie miał czym jeździć po ogrodzie, kiedy znudzi mu się chodzenie, ale nie sądzę - „ciągnownik” brzmiał przydatnie.
Co więcej, mam dane kontaktowe wystawcy, więc nie musisz podejmować decyzji w ciemno. Moim zdaniem odpowiedź jest oczywista, ale jestem gotów przeprowadzić jeszcze jedną, całkowicie bezinteresowną jazdę próbną w ramach testu. Podobno pozwalają zainteresowanym przejechać się takim cudem przed zakupem. Uważam, że jest to uczciwa oferta, szczególnie że trudno kupować „ciągnowik” wyłącznie na podstawie tego, że dobrze wygląda pod domem, chociaż to też możesz zrobić, o ile dasz się przejechać.
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)