09.09.2026, 15:13 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.09.2026, 15:58 przez Hannibal Selwyn.)
Hannibal spojrzał z wyrzutem na filiżankę, a potem - ze współczuciem - na Astorię. Skurwyjce, a teraz to?… Brzmiało niedobrze.
- Przykro mi. Myślisz, że to mogą być te same osoby? Podpadłaś komuś ostatnio? Czy Leo o tym wie? Może powinnaś to gdzieś zgłosić?
Jeżeli ktoś nastawał na członka czarodziejskiej rodziny i to jeszcze kobietę, nie powinni tego ignorować, zwłaszcza kiedy Spalona Noc była świeżym wspomnieniem.
Zdenerwowanie kuzynki udzieliło mu się, nawet nie tyle z powodu niebieskiej skóry, co możliwości, że ktoś nęka ją celowo.
- Poczekaj, może ja spróbuję… - zaproponował, sięgając po różdżkę. Celowy, czy nie, taki w gruncie rzeczy bardziej upierdliwy, niż faktycznie niebezpieczny urok nie mógł być szczególnie skomplikowany, prawda? Prawda?
Zaklęcie - ku zdumieniu samego czarodzieja - wydawało się działać. Hannibal starannie ukrył swoje zaskoczenie, kiedy fragment skóry na przedramieniu Astorii, w bezpośrednim sąsiedztwie końca hannibalowej różdżki wrócił do naturalnego koloru. Radość trwała jednak krótko, bo cała reszta pozostała niebieska. Selwyn przyjrzał się odczarowanemu miejscu, w zamyśleniu bawiąc się różdżką. Zawsze mogło być gorzej.
- No więc… dyskretnego klątwołamacza, powiadasz?… - podjął, jakby nigdy nic - W Mungu na pewno nie takie rzeczy widzieli, ale jak nie chcesz w poczekalni siedzieć, to hmm, znam jednego chłopaka, staż robi w banku… - Jessie był z pewnością w pracy, ale Hannibal byłby gotów wparować do Gringotta z argumentem w stylu "Pan wie, kim ja jestem?" na ustach, Limbo niech pochłonie gobliny i ich krzywe spojrzenia znad krzywych nosów. Problemem było raczej dostarczenie na miejsce Astorii, w miarę możliwości bez wzbudzania sensacji. Trudne, zwłaszcza, kiedy było się osobą powszechnie znaną.
- Tylko jakoś musimy cię przeszmuglować do niego incognito, iluzję może na to nałożyć? - zaproponował - Albo… mam znajomego uzdrowiciela, ale on tak zaraz nie przyjdzie, możesz czekać? - skrzywił się, jakby fakt, że uzdrowiciel nie zjawi się na jego zawołanie, osobiście go obrażał.
- Przykro mi. Myślisz, że to mogą być te same osoby? Podpadłaś komuś ostatnio? Czy Leo o tym wie? Może powinnaś to gdzieś zgłosić?
Jeżeli ktoś nastawał na członka czarodziejskiej rodziny i to jeszcze kobietę, nie powinni tego ignorować, zwłaszcza kiedy Spalona Noc była świeżym wspomnieniem.
Zdenerwowanie kuzynki udzieliło mu się, nawet nie tyle z powodu niebieskiej skóry, co możliwości, że ktoś nęka ją celowo.
- Poczekaj, może ja spróbuję… - zaproponował, sięgając po różdżkę. Celowy, czy nie, taki w gruncie rzeczy bardziej upierdliwy, niż faktycznie niebezpieczny urok nie mógł być szczególnie skomplikowany, prawda? Prawda?
Rozproszenie - amatorska próba odbarwienia Astorii
Rzut N 1d100 - 66
Sukces!
Sukces!
Zaklęcie - ku zdumieniu samego czarodzieja - wydawało się działać. Hannibal starannie ukrył swoje zaskoczenie, kiedy fragment skóry na przedramieniu Astorii, w bezpośrednim sąsiedztwie końca hannibalowej różdżki wrócił do naturalnego koloru. Radość trwała jednak krótko, bo cała reszta pozostała niebieska. Selwyn przyjrzał się odczarowanemu miejscu, w zamyśleniu bawiąc się różdżką. Zawsze mogło być gorzej.
- No więc… dyskretnego klątwołamacza, powiadasz?… - podjął, jakby nigdy nic - W Mungu na pewno nie takie rzeczy widzieli, ale jak nie chcesz w poczekalni siedzieć, to hmm, znam jednego chłopaka, staż robi w banku… - Jessie był z pewnością w pracy, ale Hannibal byłby gotów wparować do Gringotta z argumentem w stylu "Pan wie, kim ja jestem?" na ustach, Limbo niech pochłonie gobliny i ich krzywe spojrzenia znad krzywych nosów. Problemem było raczej dostarczenie na miejsce Astorii, w miarę możliwości bez wzbudzania sensacji. Trudne, zwłaszcza, kiedy było się osobą powszechnie znaną.
- Tylko jakoś musimy cię przeszmuglować do niego incognito, iluzję może na to nałożyć? - zaproponował - Albo… mam znajomego uzdrowiciela, ale on tak zaraz nie przyjdzie, możesz czekać? - skrzywił się, jakby fakt, że uzdrowiciel nie zjawi się na jego zawołanie, osobiście go obrażał.