Benjy mimo swojej postury pokonał kładkę całkiem zgrabnie. Udało mu się nie zamoczyć tyłka w rzece, co było w tym przypadku całkiem sporym sukcesem. Ona musiała improwizować, aby przypadkiem nie być tą, która wyjdzie z tej wyprawy mokra, na szczęście miała swoje ukryte talenty, które bardzo jej to ułatwiały.
W końcu i ona znalazła się po odpowiedniej stronie rzeki, no zrobiła to bardzo efektownie, nie ma co, widziała, że Benjy był zaskoczony, co tylko ją ucieszyło. Lubiła wyciągać akurat te kartę, nie wydawało jej się, aby ktokolwiek spodziewał się, że była całkiem niezła w transmutacji, bo była to raczej nauka dla kujonów, a przynajmniej tak wyglądało to w Hogwarcie.
- Od wielu lat mogę być skunksem. - Mogła być nim teraz, piętnaście minut temu, wczoraj i przedwczoraj, od lat przyjmowała tę postać. Miał prawo jednak o tym nie wiedzieć, naprawdę niewiele osobom zdradzała akurat tę informację. Nigdy nie zarejestrowała się w rejestrze ministerstwa, nie chcąc, aby ktokolwiek kto nie powinien o tym wiedział.
- Jednym z moich ulubionych przedmiotów, nie ulubionym. Trudno byłoby mi zresztą wybrać najbardziej ulubiony, bo uwielbiałam też latanie na miotle i opiekę nad magicznymi stworzeniami. - W końcu grała w quidditcha, a jeśli chodzi o magiczne stworzenia, to miała wiedzę wykraczającą poza szkolne materiały, bo Gerard dbał o to, by od najmłodszych lat przygotowywać ją do tego, co miała robić w przyszłości. Nie chodziło tylko o zabijanie stworzeń, ale też o to, aby posiadała informacje na temat wszystkich, możliwych gatunków. Wiadomo, że dzięki temu w szkole było jej bardzo łatwo.
Prychnęła, gdy usłyszała dalszą część jego wypowiedzi - odrobinę na pokaz, wiedziała przecież, że nie była całkiem normalna. - Ja? Nigdy nie zachowywałam się normalnie. No co Ty. - Nie wydawało jej się jednak, aby miało to jakąś korelację z tym, że lubiła akurat transmutację.
- Co by to zmieniło? - Zapytała całkiem poważnie. Nieco zdziwiła się, że był już na etapie pisania testamentu, przecież wcale daleko by nie poleciał, gdyby kładka jeszcze bardziej odmówiła posłuszeństwa. - Przeszłabym tak samo jak teraz, a gdybyś na nią wlazł to by pękła, ważę tyle co nic jako skunks, więc to co mówisz mija się z prawdą. Moim zdaniem niczego by to nie zmieniło, czy wlazłbyś przede mną, czy po mnie ona i tak zachowałaby się tak samo. - To, co mówiła wydawało jej się całkiem logiczne. Jasne, mogłaby sprawdzić po kolei każdą deskę, zwrócić uwagę na szczegóły, ale czy naprawdę mieli na to tyle czasu. - Grunt, że wszystko się udało, nie zmoczyłeś sobie dupy, wszyscy są zadowoleni, co nie? - Przynajmniej na pierwszy rzut oka. - No i poznałeś moją tajemnice kuzynie. - Podkreśliła słowo tajemnica, nie sądziła, że musiała mu wyjaśniać co to właściwie znaczyło, był z tych, którzy potrafili łączyć kropki, na pewno zrozumiał przekaz.