Heather zaczęła uważnie rozglądać się po cmentarzu, kiedy położyła swoje patyki na trawie. W końcu mogła zobaczyć coś poza tymi chabaziami. Miejsce miało swój urok… no na pewno ktoś mógł stwierdzić, że było urocze, chociaż niekoniecznie uderzało to w akurat jej estetykę, ale wiadomo - o gustach się nie dyskutuje. Najwyraźniej Benjy nie kojarzył tego cmentarza, nie widział go wcześniej, bo wydawał się być zaskoczony tym, że się w nim znaleźli, co było całkiem zabawne, bo mial ich przeprowadzić przez skrót, który bardzo dobrze znał… Tak to bywa już z tymi skrótami.
- Jasne, jasne, nawet gdyby się cieszyła z widoku każdego zdechlaka, czy tam głaskała nagrobki to spoko. - Powiedziała jeszcze, bo przecież każdy mógł robić co chciał, być może uznała to za dziwne, ale nie miała nic przeciwko temu, jeśli sprawiało jej to radość, przy okazji nikogo przy tym nie krzywdziła, to niech się bawi. - Całkiem spoko, niech każdy robi to co lubi, różne są zainteresowania, co nie? Mnie by to w ogóle nie jarało, ale jeśli ją jara, to super. Najważniejsze, że znalazła coś, co lubi robić. - Nie zamierzała dalej ciągnąć tematu zainteresowań żony swojego kumpla, bo nie miało to większego sensu, widać ludzie są różni, każdy był odrobinę skrzywiony. Ona w końcu w wolnym czasie angażowała się w działania tajnej organizacji, która próbowała walczyć z Voldemortem… niech sobie każdy robi to, na co tylko ma ochotę.
Gdy wspomniał o tym, żeby na niego spojrzała dokładnie to zrobiła. Zmierzyła go wzrokiem od stóp do głów. Cóż, nie wydawało jej się, aby komentarz do tej wypowiedzi był potrzebny. Faktycznie ta kobieta musiała mieć bardzo specyficzny gust, skoro to on był jej wymarzonym księciem na białym koniu. Zdecydowanie nie wpasowywał się w ramy typowego kandydata na męża. - Myślę, że powiem pomidor, chociaż na pewno znasz odpowiedź. - Nie powiedziałby tego, gdyby nie zdawał sobie sprawy z tego, jakie wrażenie mogła sprawiać jego aparycja. Z drugiej strony ocenianie książki po okładce raczej nie prowadziło do odpowiednich wniosków, często bywało mylące, o czym sama się przekonała. W końcu przy ich pierwszym spotkaniu wzięła go za śmierciożercę… na samą myśl o tym się uśmiechnęła.
- No dobra, skoro tak mówisz to niech Ci będzie, ale jeśli ktoś mi zajebie moje patyki to nie wracam się po następne. - Była to groźba, zdecydowanie groźba. Tak naprawdę gdyby ktokolwiek chociażby postanowił na nie spojrzeć to Ruda nie miałaby oporów przed tym, aby mu przyjebać.
Heather patrzyła się na to co właśnie się przed nią działo niczym na jeden z najlepszych meczów quidditcha, nie mrugała, wpatrywała się w nich niczym zaczarowana. Duch podleciał do Benjy'ego i zaczął dziamdziać, później odleciał i wrócił z tą samą gadką, której nie dało się zrozumieć, aż w końcu kichnął i odpadł mu nos. Nie mogła być poważna, zachichotała całkiem głośno, cofnęła się też o krok, żeby obserwować to, co działo się między nimi. Nie zamierzała się w to wpierdalać, zwłaszcza, że duch najwyraźniej wybrał sobie Benjy'ego za swój cel.[/b]
[a]Duch nie zwlekał, miał mówić wolniej. Niech mu będzie. - BLA BLA BLA BLA BLA - Zmienił nieco ton swojej wypowiedzi, jakby to miało spowodować, że Benjy go zrozumie. Zrobił też salto w powietrzu i niespodzianka - po raz kolejny zgubił swój nos. Złapał go w locie i umieścił na twarzy mrucząc pod nosem nerwowo. - BLA BLA