Wczoraj, 09:15 ✶
Gdy tylko przekroczył próg i poczuł w nosie ostry, gryzący odór czarnomagicznej spalenizny, mięśnie Rodolphusa napięły się w odruchowym, bojowym gotowości. Dłoń niemal automatycznie posunęła się ku ukrytej w rękawie różdżce, a na jego twarzy wykwitła groźna, lodowata wściekłość na bezczelnego intruza, który poważył się naruszyć prywatność jego domostwa. Całe jego ciało zjeżyło się niczym u gotowego do skoku drapieżnika. Zrobił dwa ciche, naprężone kroki w stronę salonu, gotów zabić każdego, kto śmiał przekroczyć furtę bez zaproszenia.
Jednak w chwili, gdy wkroczył do pomieszczenia i jego spojrzenie padło na postać spoczywającą w fotelu, całe to napięcie prysło w ułamku sekundy.
Wściekłość natychmiast ustąpiła miejsca głębokiemu, wręcz nabożnemu respektowi. Znajomy, potężny zapach czystej czarnej magii, roztaczający się wokół dostojnej sylwetki, oraz chłodna, znajoma twarz Mistrza działały na niego z niemal hipnotyzującą siłą. Wyciszyły gwałtowny impuls, zastępując go absolutną podległością. Rodolphus natychmiast wyprostował się, a groźne powstrzymanie w jego postawie zmieniło się w pełen szacunku uległość. Nie odezwał się nieproszony; zamiast tego skłonił nisko głowę w milczącym geście powitania, uznając niekwestionowaną władzę przybyłego. Gdy Czarny Pan wskazał mu miejsce, Lestrange bez cienia wahania podszedł do wskazanego mebla i usiadł naprzeciwko niego. Usiadł prosto, nienagannie, chłonąc każde słowo padające z ust Mistrza z absolutnym skupieniem. Wysłuchał krótkiej lekcji o gościnności i o umiejętności rozróżniania tych, których należy przyjmować z honorami, od tych, których miejsce jest poza progiem.
– Rozumiem – odpowiedział Rodolphus. Jego głos był cichy, głęboki i wyprany z jakiejkolwiek bezczelności, przepełniony jedynie bezwzględnym posłuszeństwem i gotowością do wykonania każdego rozkazu.
Gdy Lord Voldemort w końcu rozpłynął się w mroku i zniknął równie bezszelestnie, jak się pojawił, Lestrange nie zerwał się od razu z miejsca. Jeszcze przez długą chwilę trwał w bezruchu w głębokim fotelu, wpatrując się w tańczące na kominku czarnomagiczne płomienie, które powoli dogasały, rzucając na ściany długie, tańczące cienie. Dopiero gdy czar opadł, a w pomieszczeniu powróciła zwykła cisza, podniósł się z miejsca. Szeroko otworzył okna, pozwalając, by chłodne, jesienne powietrze wypchnęło z wnętrza sterylnego domu gryzący odór spalenizny, po czym udał się do swoich komnat na spoczynek. Następnego dnia musiał zaplanować wycieczkę. Wziąć wolne w pracy i zniknąć na trochę z oczu wścibskich ludzi, którzy odrywali go od tego, co najważniejsze.
Instrukcje są jasne, zacznę wielopostówkę i wezmę ją na prio.
Jednak w chwili, gdy wkroczył do pomieszczenia i jego spojrzenie padło na postać spoczywającą w fotelu, całe to napięcie prysło w ułamku sekundy.
Wściekłość natychmiast ustąpiła miejsca głębokiemu, wręcz nabożnemu respektowi. Znajomy, potężny zapach czystej czarnej magii, roztaczający się wokół dostojnej sylwetki, oraz chłodna, znajoma twarz Mistrza działały na niego z niemal hipnotyzującą siłą. Wyciszyły gwałtowny impuls, zastępując go absolutną podległością. Rodolphus natychmiast wyprostował się, a groźne powstrzymanie w jego postawie zmieniło się w pełen szacunku uległość. Nie odezwał się nieproszony; zamiast tego skłonił nisko głowę w milczącym geście powitania, uznając niekwestionowaną władzę przybyłego. Gdy Czarny Pan wskazał mu miejsce, Lestrange bez cienia wahania podszedł do wskazanego mebla i usiadł naprzeciwko niego. Usiadł prosto, nienagannie, chłonąc każde słowo padające z ust Mistrza z absolutnym skupieniem. Wysłuchał krótkiej lekcji o gościnności i o umiejętności rozróżniania tych, których należy przyjmować z honorami, od tych, których miejsce jest poza progiem.
– Rozumiem – odpowiedział Rodolphus. Jego głos był cichy, głęboki i wyprany z jakiejkolwiek bezczelności, przepełniony jedynie bezwzględnym posłuszeństwem i gotowością do wykonania każdego rozkazu.
Gdy Lord Voldemort w końcu rozpłynął się w mroku i zniknął równie bezszelestnie, jak się pojawił, Lestrange nie zerwał się od razu z miejsca. Jeszcze przez długą chwilę trwał w bezruchu w głębokim fotelu, wpatrując się w tańczące na kominku czarnomagiczne płomienie, które powoli dogasały, rzucając na ściany długie, tańczące cienie. Dopiero gdy czar opadł, a w pomieszczeniu powróciła zwykła cisza, podniósł się z miejsca. Szeroko otworzył okna, pozwalając, by chłodne, jesienne powietrze wypchnęło z wnętrza sterylnego domu gryzący odór spalenizny, po czym udał się do swoich komnat na spoczynek. Następnego dnia musiał zaplanować wycieczkę. Wziąć wolne w pracy i zniknąć na trochę z oczu wścibskich ludzi, którzy odrywali go od tego, co najważniejsze.
Instrukcje są jasne, zacznę wielopostówkę i wezmę ją na prio.
Koniec sesji