Nie miała zielonego pojęcia, że tak onieśmiela swoją osobą Castiela. Tym bardziej, że wcale nie próbowała roztoczyć wokół siebie ciężkiej aury, ani wpłynąć jakkolwiek na brata bliźniaka swojej przyjaciółki. Słabo go znała osobiście, ale… ach, całkiem nieźle z opowieści Cynthii i sama nie czuła się w tym otoczeniu niekomfortowo czy obco. Czuła, że jest mniej lub bardziej wśród swoich. Zaś kiedy zauważyła na sobie wzrok Flinta – po prostu się do niego uśmiechnęła, trzymając w górze swój napitek, żeby ten toast wypić. Nieco uniosła brwi widząc karmazyn na policzkach, ale zupełnie nic na to nie powiedziała, nie było żadnego zaśmiania się, nic z tych rzeczy.
- Hmmm może – powodów na tych starych egzaminatorów było tyle, że może lepiej było nie zawracać sobie tym przesadnie głowy… Może to była tradycja po prostu.
- Coś muszą mieć. Pamiętasz, co mówiła Jęcząca Marta? Że kiedyś nawiedziła tę swoją koleżankę i popsuła jakiś ślub, i Ministerstwo kazało jej zostać w szkole – mówiła do wszystkich, ale w sumie to spojrzała tutaj na Cynthię, bo to z nią szlajała się po hogwardzkich kiblach, żeby dowiedzieć się o Marcie tego i owego. No i się dowiedziały.
W odpowiedzi – ścisnęła krótko palce Cyny i choć jej twarz tego nie wyrażała, to ten jej gest też znaczył wiele, tak samo jak Flintówny. Prawdę mówiąc – nie spodziewała się go, ale przyjęła go z ochotą i jakąś… wdzięcznością. Ona zrobiłaby dla niej to samo.
- Porozmawiam z nim w wakacje – nie chodziło o to, żeby coś załatwić Cynthii ze względu na znajomości, po prostu jakieś wprowadzenie na start na pewno ułatwi jej życie i przyszłą karierę. A tak się składało, że chyba połowa jej rodziny pracowała w Mungu.
- Och, naprawdę? Klątwy i ich łamanie wydają mi się szalenie interesujące, przez moment też o tym myślałam – ale jak Brenna była nadaktywna i było jej wszędzie pełno i ciągle nawijała, tak… Victoria też była nadaktywna. Tyle, że jeśli chodziło o tematy, które ją ciekawią, którym poświęca czas… I dlatego miała taki problem, by wybrać dla siebie ścieżkę kariery. Bo widziała dla siebie tyle opcji! Tyle było fascynujących na świecie rzeczy! To może sposobem byłoby co jakiś czas po prostu zmieniać stanowisko? - Taak, raczej bardziej myślałam o naprawianiu szkód, przywracaniu miejsc do poprzedniego stanu, żeby mugole się nie zorientowali. No i są też amnezjatorzy – dopowiedziała do wyjaśnienia Brenny. Ale Victoria dużo lepiej i pewniej czuła się w zaklęciach powodujących, że coś tworzy się z niczego, a nie w manipulacji pamięci. Zresztą… To nawet trudno było ćwiczyć. Może nauczy się w pracy.
- O ile wiem, to jest tak zaczarowany, ale problem robi się wtedy, kiedy ma na drodze jakiegoś człowieka. Ten już przed nim nie ucieknie… Tak czytałam – sama Błędnym Rycerzem nie jechała, ale to nie przeszkadzało jej o nim poczytać i się dowiedzieć. - No nie wiem, nie wiem, Bren. Czemu twoja mama może tak uważać, pomyślmy hmm… - zastanowiła się udawanie. - Może ktoś jej powiedział o twoich wyczynach w sali od astronomii? Albo o wyścigach w kociołkach? – błysnęła ciemnym okiem i jak gdyby nigdy nic niewinnie upiła swój miód.
Theseus jakoś nie kwapił się do rozmowy ale też nikt go nie zaczepiał, dając mu pokontemplować w ciszy i posłuchać ich peplania.