- Tak, od wielu lat. Być może nie jest to specjalnie imponujące… - Cóż, nie mogła sobie wybrać zwierzęcia, w które się zmieniało. Gdy dotarło do niej, że jej zwierzęca postać to skunks była nieco rozczarowana. Liczyła na coś bardziej imponującego, ale wyszło, jak wyszło. Musiała się z tym pogodzić, z czasem nawet polubiła to, że jako zwierzę była taka drobna, mogła wchodzić w różne miejsca, nie rzucała się w oczy, co też czasem było wskazane, zwłaszcza gdy chciała podsłuchać rozmowy osób, które niekoniecznie za nią przepadały.
- Była dość płynna, co nie zmienia jednak faktu, że potrafię tresować niektóre zwierzęta, kojarzysz Floreta, co nie? Mojego jastrzębia, nauczyłam go ze sobą polować. Psy też potrafią różne sztuczki, może nie jestem w tym jakaś wybitna, ale radzę sobie. - Nie była specjalistką od hodowli, czy opieki nad magicznymi stworzeniami, ale posiadała większą wiedzę od lwiej części społeczeństwa mimo tego, że była myśliwą, co pewnie dla niektórych mogło wydawać się nie do końca kompatybilne.
- Co mam Ci powiedzieć, nie uważasz, że transmutacja jest cool? Możesz zmieniać rzeczy w coś innego, bawić się formą, sprawiało mi to zawsze przyjemność, no McGonagall miała swój urok. - Profesor była wymagająca, szorstka, ale potrafiła zafascynować przedmiotem, który wykładała. Zresztą ta szorstkość wcale nie przeszkadzała Geraldine, sama nie była szczególnie wylewna, nigdy nie potrzebowała głaskania po głowie.
- Nie przyzwyczajaj się do tego. - Uśmiechnęła się do niego. Raczej rzadko byli zgodni, przynajmniej nie od razu, musieli przeprowadzać dyskusje na temat swojego punktu widzenia, aby ustalić wspólną wersję, co wcale nie było takie łatwe, bo nie należeli do osób, które tak po prostu odpuszczały.
- Skąd w ogóle pomysł, że masz do czynienia z damą? - Oj przeliczył się, nie chciała wpierdalać mu się w drogę, więc puściła go przodem, bo dlaczego by nie. Zresztą zagrożenie było niewielkie, nic poważnego by mu się nie stało gdyby ta kładka doszczętnie się rozsypała.
- Musisz mieć o mnie bardzo słabe zdanie, skoro wydaje Ci się, że mogłabym pozwolić się zabić jakiejś rzece… - Zdecydowanie te argumenty do niej nie przemawiały. - Możesz mieć rację co do tego znikania, ale właściwie to zapomniałam, że nie wiesz i nie było okazji, aby ci to pokazać. - Musiał jej wybaczyć, nie miał zresztą innego wyjścia.
- Następnym razem nie będzie już tak fajnie, bo teraz wiesz, karta została odkryta, chociaż wymyślę może coś nowego, żebyś się nie nudził. - Geraldine lubiła wprowadzać nieco chaosu, zwłaszcza w momentach, w których znajdowali się na kompletnym zadupiu - przynajmniej nie nudzili się podczas swoich, wspólnych wędrówek.
- Sprawdź jeszcze kieszenie swojego płaszcza, tam też potrafię się dostać niezauważona. - Jeśli chciała potrafiła być bardzo delikatna, zwłaszcza gdy coś odwracało uwagę zainteresowanych. - Nie spodziewałam się, że aż taki paskudny. - Skomentowała jeszcze, po czym w końcu ruszyli przed siebie.