Hogsmeade, jako jedno ze znanych miejsc Tristanowi, wydawało się być bezpieczną wioską, w porównaniu do magicznych dzielnic Londynu, czy zasłyszanych wydarzeniach w Dolinie Godryka. Jeszcze tutaj mógł pracować i rozwijać swoje zdolności kowala, w połączeniu z magicznymi zagadnieniami i umiejętnościami.
Dzisiejszego dnia zjawił się u swojego szefa w kuźni, z prośbą o możliwość pożyczenia materiałów do wykonania żelaznych gwoździ. Tristan wciąż nie mógł uwierzyć, że dostawał zlecenia na ich wykonanie. Pierwsze listy napłynęły już dnia wczorajszego. Podpytując Olivię, po co one czarodziejom na Samhain, z jej wyjaśnień, zrozumiał ich przeznaczenie. A żeby się udały, postanowił wytwarzać je u siebie w domu, w spokoju.
Przebywał na tyłach, przepakowując na wynos potrzebny materiał do wytwarzania gwoździ. Wtedy usłyszał czyjeś zawołanie. Klienta. Nie tylko Tristan wyłonił się z ukrycia, ale i jego szef. Mężczyzna niższy odrobinę od Tristana, ale po jego aparycji, można było dostrzec zarys mięśni, przez które siła młota tworzyła kowalskie cuda.
- Słucham Pana?Zapytał właściciel obserwując młodzieńca.
- Gwoździe na Samhain?
Dopytał mężczyzna, czy aby na pewno o te chodzi. Także dostawali tutaj zlecenia na ten specjalny rodzaj gwoździ od mieszkańców Hogsmeade. Jeżeli o te chodziło, Tristan podłapał temat i zbliżył się, wyciągając notes z kieszeni spodni, długopisem jaki miał ze sobą, napisał kilka słów.
"Mogę wykonać te gwoździe."
Jako że był niemową, mógł komunikować się za pomocą pisemnej treści, albo telepatii zwanej falami. Ward pokazał klientowi treść z notesu.
Kowal spojrzał na pozostawiony nóż, biorąc go do ręki i oglądając. Domyślał się, do czego mógł służyć. Był stępiony. Wystarczyło naostrzyć.
- Ten nóż da się ogarnąć. Zechce Pan poczekać na wykonanie zleceń, czy mamy wysłać sową z rachunkiem?Tutejszy kowal, właściciel kuźni, nie zadawał pytań, co kto sobie robi tymi narzędziami. Naprawiał je, robił nowe i sprzedawał. Zależało mu na zadowolonych klientach i dobrze rozwijającym się biznesie.