11.09.2026, 00:17 ✶
17.09.1972 Exmoor
Dzień później, po całej tej akcji z klubem nocnym i cudzymi upodobaniami do sakiewki mojej dziewczyny oraz mojej własnej sakwy, która na szczęście nie była wyznacznikiem reszty naszej wyprawy z Prue po stolicy, naprawdę późnym wieczorem znalazłem wreszcie chwilę, w której nikt niczego ode mnie nie chciał i nic nie próbowało mnie więcej zmolestować czy nawet wyprowadzić z równowagi, a przynajmniej nie robiło tego drugiego na tyle otwarcie, żebym musiał się tym zajmować. Usiadłem więc przy blacie biurka z kuflem świeżo nalanego piwa korzennego, postawiłem szkło obok materiałów i przez dłuższą chwilę po prostu patrzyłem na wieniec, który poprzedniego dnia niemal doprowadził mnie do szału - w tym świetle wyglądał trochę inaczej, chociaż nie miałem pojęcia, czy rzeczywiście coś się w nim zmieniło, czy po prostu to ja byłem już zbyt zmęczony, żeby dostrzegać wszystkie jego niedoskonałości - przechyliłem głowę w jedną stronę, potem w drugą, upiłem łyk alkoholu i w końcu musiałem przyznać, że te wszystkie próby poprawienia sytuacji rzeczywiście coś mu dały.
Najwyraźniej wciskanie ozdób gdzie popadnie było całkiem dobrym kołem ratunkowym - tam, gdzie wcześniej ziała dziura przypominająca o moich błędach, teraz sterczał szeroki dębowy liść, natomiast tam, gdzie bluszcz przedtem układał się wyjątkowo paskudnie, paproć zasłaniała go na tyle skutecznie, że można było udawać, iż dokładnie taki efekt zamierzałem osiągnąć - stwierdziłem więc, że skoro przypadek raz mi pomógł, nie powinienem nagle zaczynać być przesadnie ambitny. Znowu pociągnąłem trochę piwa, odstawiłem kufel, lekko trącnąłem jedną z najbardziej karykaturalnie odstających gałązek, poprawiłem ją palcami, raczej na odwal się niż skrzętnie, po czym uznałem, że najwyraźniej w tym wyjebaniu tkwiła metoda - i chociaż może nie była ona szczególnie wyrafinowana, posiadała tę zaletę, iż nie wymagała żadnej wiedzy florystycznej ani poczucia estetyki, którego zresztą nigdy nie uważałem za jedną ze swoich najmocniejszych stron - kiedy teraz spojrzałem na całość, liście rzeczywiście coś mu, kurwa, dały, więc mogłem dopierdolić do tego trochę owoców jarzębiny.
Nie próbowałem już zachowywać żadnej przesadnej symetrii - jedną kiść umieściłem wysoko, drugą niżej, kolejną bardziej z boku, aż czerwone punkty zaczęły pojawiać się na całym obwodzie - z każdym następnym fragmentem wieniec nabierał trochę więcej „charakteru”, a przede wszystkim przestawał być jednolicie zielony. Podniosłem kufel, przyjrzałem się efektowi znad jego krawędzi i pokiwałem głową, robiąc przy tym minę kogoś, kto właśnie odkrył własną metodę twórczą i był z niej całkiem, kurwa, zadowolony.
rzemiosło ◉○○○○ - jarzębina gdziekolwiek
Rzut O 1d100 - 28
Akcja nieudana
Akcja nieudana
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)